Niemieckie warzenie: Stary L(o)ew jeszcze nie śpi


„Nowe” rozdanie reprezentacji Niemiec

12 września 2018 Niemieckie warzenie: Stary L(o)ew jeszcze nie śpi

Nieudany mundial, szok wśród kibiców, a potem skupienie na raporcie pomundialowym. Następnie powrót do gry w Lidze Narodów UEFA i remis z czołową drużyną. Brzmi niemal jak sytuacja w reprezentacji Polski, ale to nie o niej dzisiaj w „Niemieckim warzeniu”. Podobnie jest w kadrze Niemiec, która będzie chciała rozpocząć od jesieni nowy dział w swojej historii. Ale czy obecnym problemom jest w stanie przeciwdziałać Joachim Loew?


Udostępnij na Udostępnij na

Jedynie dwie rzeczy różnią się w Niemczech i w Polsce. Nasi zachodni sąsiedzi zostawili selekcjonera na swoim stanowisku, a Joachim Loew na długiej konferencji prasowej przedstawiał raport dotyczący niepowodzenia byłych mistrzów świata na turnieju w Rosji. W porównaniu do „naszego” w zasadzie nie było aż tylu zastrzeżeń. Wszyscy oczekiwali przemiany reprezentacji w najbliższym starciu z Francuzami.

Powrót do przeszłości

Po analizie błędów przyszedł czas na próbę ich naprawienia. Już w meczu z Francją na Allianz Arena kibice mogli doznać lekkiego szoku. Selekcjoner postanowił ustawić w środku pola Joshuę Kimmicha, a na prawej obronie Matthiasa Gintera. Jakby było mało, na lewej stronie defensywy pojawił się Antonio Ruediger. W przypadku dwóch pierwszych Joachim Loew postanowił sięgnąć pamięcią głęboko wstecz.

Dawniej zawodnik Bayernu grał w środku pola, ale po zakończeniu kariery przez Philippa Lahma przestawiono go na prawą obronę. To okazało się być strzałem w dziesiątkę, a „Bawarczycy” zyskali nowego genialnego zawodnika na tej pozycji. Gracz Borussii Moenchengladbach jeszcze za czasów dortmundzkich grywał na prawej stronie, a przez pewien czas wypchnął nawet Łukasza Piszczka z pierwszego składu BVB. Teraz po latach w reprezentacji Niemiec ci piłkarze wrócili w dawne sektory gry.

Jeżeli spojrzy się na statystyki meczu Niemcy – Francja, to może się wydawać, że było to ciekawe widowisko. Niemcy oddali 14 strzałów, przy czym siedmiokrotnie w światło bramki rywala. Natomiast Francuzi oddali osiem uderzeń, przy czym trzy były celne. Poza interwencjami Manuela Neuera lub Alphonse’a Areoli trudno kogoś innego pochwalić za grę. Mecz zapowiadany na wielki hit rozczarował, a kibice w Monachium nie zobaczyli ani jednego gola. Najciekawszym momentem tego spotkania było pojawienie się w obrazie kamery „tajemniczego” gościa. Czyżby to była zapowiedź nowej gry o Spider-Manie?

W meczu towarzyskim z Peru było podobnie. Dużo okazji strzeleckich dla Niemców, ale przeciwnicy potrafili równie groźno odpowiedzieć. Tym razem za to kibice zobaczyli bramki, a nasi zachodni sąsiedzi wygrali 2:1. Mimo wszystko to spotkanie pokazuje, jak daleka droga czeka niemiecką reprezentację. To wciąż zespół grający na podobnym poziomie jak na ostatnim mundialu.

Eliminacja problemów

Na mundialu najwięcej problemów reprezentacja Niemiec miała z kontratakami. W taki sposób tracili gole czy to z Meksykiem, czy ze Szwecją. Mecz z Koreą Południową był trochę inny, ale tylko przelał czarę goryczy. Przy tych wszystkich kontrach następowała „fala” błędów. Przede wszystkim w środku pola nie było odpowiedniego gracza do czyszczenia ataków rywala, a czasem problemy z powrotem miał Toni Kroos czy Sami Khedira. Przez to wyżej musieli wychodzić obrońcy, a im więcej wolnego pola dla rywali, tym łatwiej było skontrować Niemców. Dlatego pierwsze co Joachim Loew zrobił, to wymyślił Kimmicha na nowo jako środkowego pomocnika. Tylko tu automatycznie stworzył się problem z obsadą boków obrony. Bo na razie Jonas Hector jako drugoligowiec powołania nie dostał.

Z prawej strony Loew miał bardzo dobrego Kimmicha, ale wolał go wsadzić do środka pola. Teraz zaczyna się szukanie optymalnych bocznych obrońców. Pewnie selekcjoner reprezentacji Niemiec poświęci wszystkie tegoroczne zgrupowania na znalezienie odpowiednich kandydatów. Jak na razie nieźle wypalił Ginter na prawej stronie, ale on w klubie gra jako stoper. Na lewej Ruediger miał problemy z Kylianem Mbappe, a Nico Schulz dopiero debiutował w kadrze. Może zdobył bramkę, ale to z jego strony zaatakował Luis Advincula i zdobył gola dla Peru. To też pokazuje, że Niemcy mają cały czas kłopoty z kontrami rywali.

Loew ma jeszcze jeden poważny problem. Nie ma bramkostrzelnego napastnika. Jest Timo Werner, ale to zawodnik bazujący na prędkości. Musi mieć trochę przestrzeni do pokazania wszystkich swoich walorów, a kadra gra często atakiem pozycyjnym, długo utrzymując piłkę. Dlatego selekcjoner wolał ustawić go na skrzydle, a do środka przesunąć Marco Reusa. To też nie był dobry pomysł, bo zawodnik BVB woli atakować ze skrzydła i też dobrze, jak jest w środku ktoś do pogrania z klepki. Sam na szpicy sprawiał wrażenie osamotnionego, a 29-latek lubi również cofnąć się do środka. Tu też selekcjoner będzie musiał szukać złotego środka. Podobnie sprawa ma się ze skrzydłami, a Loew przez ostatnie dwa mecze posprawdzał kilku ofensywnych graczy.

Ostatnia sprawa to atmosfera w środku zespołu. Przed mundialem Joachim Loew zrezygnował z powołania Leroya Sane, a Mats Hummels skomentował to możliwością wewnętrznego rozbicia drużyny. Zawodnik Manchesteru City miał nie godzić się na bycie rezerwowym, a jego kaprysy mogły zaszkodzić reprezentacji. Pamiętamy też dobrze, w jakich okolicznościach z kadrą pożegnał się Mesut Oezil. Selekcjoner reprezentacji Niemiec chciał porozmawiać z zawodnikiem Arsenalu, ale ten nie odpowiadał na jego telefony. Nie zanosi się na to, aby była niemiecka „10” wróciła do kadry.

Nadchodzą zmiany

Joachim Loew pracuje z reprezentacją Niemiec od 2004 roku, a w roli pierwszego szkoleniowca od 2006 roku. Cały czas jest szacunek do tego, co osiągnął z niemiecką kadrą. Jednak po ostatniej mundialowej wpadce i teraz przeciętnych spotkaniach pojawiają się wątpliwości. Nie wszyscy są przekonani, że obecny selekcjoner będzie w stanie przebudować odpowiednio reprezentację. Mimo wszystko 58-latek cieszy się zaufaniem władz niemieckiego związku piłkarskiego i nie zanosi się na jego przedwczesną dymisję. Ale za to najprawdopodobniej na innych „płaszczyznach” będzie się działo.

Jeszcze rok temu zachwycaliśmy się piłkarsko Niemcami. Ich drużyna U-21 została mistrzem Europy, a rezerwowy skład wygrał Puchar Konfederacji. To miał być dopiero wstęp do ich dominacji w futbolu. Jeden turniej w Rosji wszystkim zachwiał, a już pojawiły się plany zmiany… szkolenia. Mimo tak wzorowej pracy i wejścia na piłkarskie salony wielu ciekawych piłkarzy Niemcy potrafili zobaczyć luki w swoim systemie. Zostało skrytykowanych kilka spraw, m.in. brak wypracowania odpowiedniego charakteru u młodych zawodników. Tego brakuje reprezentacji, co potem odbija się w niekorzystnych sytuacjach. Oczywiście wkrótce będzie gotowy plan naprawy błędów niedalekiej przeszłości.

Zmiany nadejdą też najprawdopodobniej w Bundeslidze. Przynajmniej tak twierdzi Reinhard Rauball, który do końca trwania umowy z DFL pozostanie na stanowisku prezesa Bundesligi. 71-latek nie będzie ubiegać się o przedłużenie kadencji mijającej za rok. Jak sam przyznał, aby kluby z niemieckiej ligi mogły rywalizować na arenie międzynarodowej z innymi ligami, konieczne są zmiany. Na ten moment honor niemieckiego futbolu ratował tylko Bayern Monachium, a nasi zachodni sąsiedzi chcieliby widzieć więcej drużyn na wysokim poziomie. Ustępujący prezes jest zdania, że młodsi ludzi będą w stanie poprowadzić Bundesligę do odpowiednich zmian. Czy tak będzie, okaże się pewnie najwcześniej za trzy lub cztery lata.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Możesz zalogować się swoim kontem FB, Twitter lub pisać jako gość.

Najnowsze