Karuzela trenerska w T-ME rozkręca się coraz bardziej, a trzecim z kolei nie potrafiącym wytrzymać jej tempa w 2015 r. okazał się Kamil Kiereś. Z powodu niezadowalających wyników został zwolniony kilka dni temu, a jego miejsce zajął Marek Zub, który przez długi czas świętował sukcesy na Litwie z Żalgirisem Wilno.
Prześladowca Lecha
Po potwierdzeniu informacji o zatrudnieniu Zuba w Bełchatowie na piłkarzy Lecha Poznań padł zapewne blady strach, ponieważ szkoleniowiec ten jeszcze bardzo długo kojarzyć im się będzie skrajnie negatywnie. Przypomnijmy, iż w sezonie 2013/2014 to właśnie prowadzony przez nowego coacha GKS-u Żalgiris Wilno pokonał „Kolejorza” w III rundzie kwalifikacji do fazy grupowej Ligi Europy. Choć poznaniacy zwyciężyli w rewanżowym meczu 2:1 (podczas którego polscy kibice nie okazali rywalom szacunku, wywieszając na jednej z trybun skierowany ku nim obraźliwy transparent), to decydujące okazało się pierwsze spotkanie, przegrane przez chłopców Mariusza Rumaka 0:1. Dwumecz zakończył się zatem wynikiem 2:2, ale to Litwini awansowali dalej dzięki większej liczbie goli zdobytych na wyjeździe. Mimo że w decydującej fazie Żalgiris poległ z Red Bullem Salzburg aż 0:7 (pierwszy mecz 5:0, drugi 2:0), nikt satysfakcji po pokonaniu Lecha we wcześniejszej rundzie nie miał prawa im odebrać, podobnie zresztą jak Markowi Zubowi.
Urodzony 24 sierpnia 1964 r. w Tomaszowie Lubelskim szkoleniowiec powraca do ojczyzny po prawie trzech latach spędzonych u naszych wschodnich sąsiadów, gdzie zdobył wszystko, co tylko mógł, a mianowicie: 2x mistrzostwo A ligi (odpowiedniczki polskiej ekstraklasy, rozgrywanej systemem wiosna – jesień ), 3x Puchar Litwy i raz Superpuchar. Wychodzi więc na to, że nowy trener bełchatowskiego teamu jest obecnie najbardziej utytułowany wśród wszystkich sterników polskich klubów. Złośliwi powiedzą pewnie, iż litewska liga jest o wiele gorsza od naszej, ale jednak 1,5 roku temu to Żalgiris wyeliminował Lecha z LE, a nie na odwrót. Poza tym Marek Zub, choć kojarzony głównie z prowadzeniem litewskiego potentata, pracował przez wiele lat na polskiej ziemi, a jego największym rodzimym sukcesem pozostaje wicemistrzostwo kraju wywalczone w sezonie 2006/2007 z (nomen omen) GKS-em Bełchatów (jako asystent pierwszego coacha, Oresta Lenczyka). Oprócz swojego nowego – starego zespołu szkoleniowiec prowadził dotąd m.in. Polonię Warszawa, Świt Nowy Dwór Mazowiecki czy Widzew Łódź.
Bolesna porażka
Bohater najgłośniejszego trenerskiego transferu kończącego się tygodnia nigdy nie był wybitnym piłkarzem, reprezentował mało znane kluby polskie, może z wyjątkiem warszawskiej Polonii, oraz jeden zagraniczny – Fc le Lorrain Arion. Swoją szkoleniową przygodę rozpoczął w przełomowym dla całej Polski roku 1989 jako opiekun drużyny U-18 Iglopolu Dębica. Następnie pracował jako asystent w kilku drużynach, by w 1996 r. po raz pierwszy poprowadzić zespół samodzielnie. Był nim KS Piaseczno, który reprezentował niegdyś także jako piłkarz. Oprócz wspomnianego wcześniej sukcesu, w postaci wicemistrzostwa Polski z sezonu 2006/2007, Zub nigdy wcześniej ani potem – do momentu rozpoczęcia pracy na Litwie – nie mógł pochwalić się innymi osiągnięciami. Wywalczenie drugiego miejsca na koniec rozgrywek to spory wyczyn, ale pan Marek pewnie nawet dziś czuje spory niedosyt, myśląc o tamtym okresie.











