Nowy sezon, stare demony


Real Betis z Rubim na ławce zacznie grać na miarę oczekiwań?

4 października 2019 Nowy sezon, stare demony

Przed startem bieżącego sezonu opinie o Betisie można było śmiało skopiować z lata 2018. Porządne transfery, solidny trener i oczekiwania kibiców na włączenie się do walki o europejskie puchary. Początek kampanii w wykonaniu "Verdiblancos" okazał się jednak rozczarowujący.


Udostępnij na Udostępnij na

Kibice Realu Betis pewnie wciąż mają w ustach posmak gry w Lidze Europy. Wielozadaniowość, do jakiej byli zmuszeni piłkarze Quique Setiena, nie wyszła im jednak na dobre. Brak rozgrywania meczów w Europie miał być jednym z atutów zespołu oddanego w ręce Rubiego. Gdy rywale w walce o górne lokaty będą podróżować po najróżniejszych zakątkach Starego Kontynentu, Betis miał spokojnie wdrapywać się na miejsca 4.-7.

Teoria zweryfikowana

„Verdiblancos” jednak zaliczają na początku sezonu mocny falstart. Osiem punktów zdobytych w siedmiu spotkaniach to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań, a terminarz będzie robił się coraz trudniejszy. Po przerwie reprezentacyjnej piłkarze Rubiego będą musieli stawić czoła chociażby Realowi Sociedad, ekipie „Królewskich” czy stoczyć bój w derbach z Sevillą.

Na ten moment bliżej Betisowi do strefy spadkowej, nad którą ma jedynie trzy punkty przewagi, niż do miejsc pucharowych. Remisy z Getafe czy Osasuną, a także ostatni blamaż z Villarrealem dają kibicom mocne powody do niepokoju. Taki start do złudzenia przypomina ten z zeszłego roku, gdy po siedmiu spotkaniach Betis miał ledwie punkt więcej niż obecnie.

Ekipa z biało-zielonej części Sewilli posiada również najgorszą defensywę w lidze. Do tej pory rywalom udało się wbić Betisowi aż piętnaście bramek, co daje średnią ponad dwóch straconych goli na mecz. Drugie miejsce w tym niechlubnym rankingu zajmują Espanyol oraz Mallorca, drużyny znajdujące się obecnie w strefie spadkowej.

Drużynę buduje się od obrony

To właśnie defensywa jest największym zmartwieniem Rubiego. Odejścia Pau Lopeza oraz Juniora Firpo odbijają się w stolicy Andaluzji czkawką. Na tym samym etapie zeszłego sezonu bramkarz Betisu miał wpuszczonych jedynie sześć goli. Różnica jest więc widoczna gołym okiem.

Na nic zdają się bramki będącego w wyśmienitej formie Lorena Morón, gdy z tyłu nie można liczyć na czyste konto. 25-letni Hiszpan odpowiada za połowę bramek zdobytych przez „Verdiblancos” w lidze. Mało tego, Betis strzelał choćby jednego gola w sześciu z siedmiu ligowych spotkań. Z odpowiednio grającą obroną taka skuteczność pozwalałaby plasować się na miejscu zdecydowanie wyższym niż to, które obecnie zajmują „Los Beticos”.

Pomocy na próżno szukać u trenera. Rubi w ostatnich czterech spotkaniach za każdym razem wystawiał inną formację defensywną. Ciągłe zmiany na pewno nie pomagają w wypracowaniu potrzebnych automatyzmów, tym bardziej że latem klub zasiliło trzech nowych defensorów. Szkoleniowiec szuka odpowiedniego ustawienia, lecz jak na razie cierpi na tym cała drużyna.

Nierówny okres adaptacji

Poza obrońcami wpasowanie innych nowo przybyłych zawodników przebiega stosunkowo dobrze. Co prawda Borja Iglesias wciąż szuka formy, którą zachwycał jeszcze latem w barwach Espanyolu, ale jego strzeleckie zadania w świetnym stylu przejął wspomniany Morón. Dzięki temu Iglesias może spokojnie skupić się na szukaniu dobrej dyspozycji.

Dobrze z kolei prezentuje się Nabil Fekir. Ściągnięty w zastępstwie za Giovanniego Lo Celso Francuz w pięciu meczach zdobył dwie bramki i zaliczył asystę. Dwa ostatnie mecze musiał opuścić z powodu problemów mięśniowych, lecz na mecz z Eibarem powinien wybiec w pierwszym składzie. Fekir dobrze odnajduje się w nowym zespole, a z czasem jego gra powinna dawać kibicom jeszcze więcej powodów do radości.

Iglesias i Fekir, gdy dorzucimy do nich Moróna i chociażby Canalesa, powinni dalej bez problemów pakować piłki do siatki przeciwników. Najważniejsze dla Betisu jest to, jak nowy trener ułoży formacje za ich plecami. Bez tego trudno będzie „Verdiblancos” osiągnąć coś istotnego w trwających rozgrywkach.

Zaburzona średnia?

Jakkolwiek na to spojrzeć, Real Betis to największy klub w dotychczasowej karierze trenerskiej Rubiego. Po wprowadzeniu Hueski do Primera Division Katalończyk wrócił w rodzinne strony i objął Espanyol, z którym w zeszłym sezonie rzutem na taśmę awansował do europejskich pucharów. Już wtedy można było zauważyć, że drużyny Rubiego nie są najlepsze w bronieniu. Dobra passa w końcowej fazie sezonu pozwoliła jednak Espanyolowi zająć upragnione siódme miejsce.

Znamienne dla katalońskiego szkoleniowca jest to, ile przebywa w swoich klubach. Odkąd rozpoczął przygodę z trenerką, nie zdarzyło mu się prowadzić żadnej drużyny dłużej niż jeden sezon. Trudno oczekiwać więc od niego stabilizacji, tak bardzo potrzebnej na najwyższym poziomie. Nawet z zespołami, z którymi udawało mu się coś osiągnąć, ostatecznie decydował się pożegnać. Było tak zarówno w Huesce, jak i Espanyolu.

Jeśli Rubi nie chce paść ofiarą andaluzyjskiego temperamentu i zaburzyć swojej, i tak nie najlepszej, średniej zatrudnienia, musi szybko znaleźć sposób na słabą formę swojego zespołu. Każda pozycja poniżej siódmego miejsca na koniec sezonu będzie w Sewilli odbierana jako porażka. Narzędzia do pracy szkoleniowiec dostał naprawdę porządne, więc trudno będzie mu znaleźć odpowiednią wymówkę.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski