Przed startem bieżącego sezonu opinie o Betisie można było śmiało skopiować z lata 2018. Porządne transfery, solidny trener i oczekiwania kibiców na włączenie się do walki o europejskie puchary. Początek kampanii w wykonaniu „Verdiblancos” okazał się jednak rozczarowujący.
Kibice Realu Betis pewnie wciąż mają w ustach posmak gry w Lidze Europy. Wielozadaniowość, do jakiej byli zmuszeni piłkarze Quique Setiena, nie wyszła im jednak na dobre. Brak rozgrywania meczów w Europie miał być jednym z atutów zespołu oddanego w ręce Rubiego. Gdy rywale w walce o górne lokaty będą podróżować po najróżniejszych zakątkach Starego Kontynentu, Betis miał spokojnie wdrapywać się na miejsca 4.-7.
Teoria zweryfikowana
„Verdiblancos” jednak zaliczają na początku sezonu mocny falstart. Osiem punktów zdobytych w siedmiu spotkaniach to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań, a terminarz będzie robił się coraz trudniejszy. Po przerwie reprezentacyjnej piłkarze Rubiego będą musieli stawić czoła chociażby Realowi Sociedad, ekipie „Królewskich” czy stoczyć bój w derbach z Sevillą.
Na ten moment bliżej Betisowi do strefy spadkowej, nad którą ma jedynie trzy punkty przewagi, niż do miejsc pucharowych. Remisy z Getafe czy Osasuną, a także ostatni blamaż z Villarrealem dają kibicom mocne powody do niepokoju. Taki start do złudzenia przypomina ten z zeszłego roku, gdy po siedmiu spotkaniach Betis miał ledwie punkt więcej niż obecnie.
Ekipa z biało-zielonej części Sewilli posiada również najgorszą defensywę w lidze. Do tej pory rywalom udało się wbić Betisowi aż piętnaście bramek, co daje średnią ponad dwóch straconych goli na mecz. Drugie miejsce w tym niechlubnym rankingu zajmują Espanyol oraz Mallorca, drużyny znajdujące się obecnie w strefie spadkowej.
Drużynę buduje się od obrony
To właśnie defensywa jest największym zmartwieniem Rubiego. Odejścia Pau Lopeza oraz Juniora Firpo odbijają się w stolicy Andaluzji czkawką. Na tym samym etapie zeszłego sezonu bramkarz Betisu miał wpuszczonych jedynie sześć goli. Różnica jest więc widoczna gołym okiem.
Na nic zdają się bramki będącego w wyśmienitej formie Lorena Morón, gdy z tyłu nie można liczyć na czyste konto. 25-letni Hiszpan odpowiada za połowę bramek zdobytych przez „Verdiblancos” w lidze. Mało tego, Betis strzelał choćby jednego gola w sześciu z siedmiu ligowych spotkań. Z odpowiednio grającą obroną taka skuteczność pozwalałaby plasować się na miejscu zdecydowanie wyższym niż to, które obecnie zajmują „Los Beticos”.
Pomocy na próżno szukać u trenera. Rubi w ostatnich czterech spotkaniach za każdym razem wystawiał inną formację defensywną. Ciągłe zmiany na pewno nie pomagają w wypracowaniu potrzebnych automatyzmów, tym bardziej że latem klub zasiliło trzech nowych defensorów. Szkoleniowiec szuka odpowiedniego ustawienia, lecz jak na razie cierpi na tym cała drużyna.











