W miniony weekend zainaugurowany został nowy sezon II ligi. W dziewięciu spotkaniach nie padł żaden remis. Blisko porażki w meczu otwarcia rozgrywek był Widzew, który dopiero na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry wziął się za odrabianie strat. Łodzianom rzutem na taśmę udało się odwrócić wynik meczu, a gole zdobyli pozyskani w tym okienku transferowym zawodnicy. Mimo wielu zmian, jakie zaszły w klubie, wciąż można było dostrzec stare grzechy z poprzedniego sezonu.
Pierwsza kolejka i od razu najgorszy możliwy mecz wyjazdowy. W Wejherowie bowiem gra się bardzo trudno. Przede wszystkim z uwagi na słaby stan boiska – chociaż w minioną sobotę murawa była nie najgorsza, pewnie dlatego, że było to dopiero pierwsze spotkanie. Po drugie dopóki, dopóty gospodarze nie stracą bramki, to ofiarnie bronią się do samego końca, aby wywalczyć choć jeden punkt, co w pomeczowym wywiadzie potwierdził Przemysław Kita z Widzewa Łódź.
W poprzednim sezonie w 17 meczach na własnym boisku Gryf Wejherowo przegrał tylko sześć razy (w całych rozgrywkach w sumie 16 razy schodził na tarczy). Najczęściej przegrywał jednym golem. Ośmiokrotnie wygrał i trzy razy dzielił się punktami.
Nowy Widzew?
Tego lata w Łodzi doszło do prawdziwej rewolucji, która zaczęła się od struktury organizacyjnej, ciągnęła się przez pion sportowy (pracę stracił m.in. Łukasz Masłowski) i sztab trenerski, a zakończyła się na zmianach w kadrze piłkarskiej. Z klubem z al. Piłsudskiego 138 pożegnali się m.in. Kacper Falon, Mateusz Michalski, Dario Kristo, Kohei Kato, Maciej Kazimierowicz, Marcin Kozłowski, Marcin Pieńkowski i wielu innych.
W zamian w Widzewie pojawili się: Marcin Robak, Przemysław Kita, Wojciech Pawłowski, Sebastian Rudol, Bartłomiej Poczobut, Marcel Gąsior, Łukasz Zejdler oraz Christopher Mandiangu. Mimo że dużo więcej piłkarzy odeszło z klubu, niż do niego trafiło, to wydaje się, że kadra na ten sezon jest zdecydowanie silniejsza od tej z poprzedniego roku. Przede wszystkim wzmocniono rywalizację na kilku pozycjach, takich jak bramkarz czy napastnik.
W wyjściowej jedenastce na mecz z Gryfem znalazło się tylko trzech nowych piłkarzy – Robak, Poczobut i Rudol. Pierwsza połowa była bezbarwna, nijaka. Dużo niedokładnych podań, brak finalizacji dobrze zapowiadających się akcji. Podsumowując, nic ciekawego. Druga część gry zaczęła się od „wielbłąda” widzewiaków, którzy praktycznie sami sobie strzelili gola.
W 15. sekundzie po wznowieniu gry ze środka boiska Wolański musiał wyciągać futbolówkę z siatki. Koszmar. Wszystko zaczęło przypominać ostatnie mecze z udziałem Widzewa, te z poprzedniego sezonu – czyli indywidualny błąd, gol dla przeciwników i strata punktów. Bramkę z Gryfem zawaliło kilku zawodników.











