Pięć kolejek to idealny czas na małe podsumowanie dla dziennikarzy, komentatorów, a zwłaszcza klubowych działaczy. Ci ostatni dokonują już wstępnych analiz. Niektórzy skłonni są nawet zawyżyć przedsezonowe aspiracje. Inni z kolei już teraz myślą, jak ugasić pożar, nawet ten zupełnie hipotetyczny. Wiecie, jak jest – zbliża się wrzesień, a co za tym idzie, pierwszy, ulubiony moment na dokonanie korekt i zmian. Czy ostatnia seria spotkań udzieliła nam dodatkowych wskazówek na temat potencjalnych roszad pod koniec wakacji?
1) Nowy idol kibiców Wisły
Kibice Wisły Kraków mieli kiedyś w ekstraklasie takiego zawodnika, który potrafił samodzielnie robić różnicę w niemal każdym spotkaniu. Z pewnością wszyscy pamiętacie Maora Meliksona, prawda? Sprowadzony w ramach holenderskiego zaciągu pomocnik miał wszelkie predyspozycje, które czyniły go wybitnym na tle ligowej szarzyzny. Inteligencję boiskową, genialnie ułożoną nogę i fantastyczne przyspieszenie. Podobnie jak zawodnicy pokroju Danijela Ljuboji, Semira Stilicia czy ostatnio Vadisa Odjidji-Ofoe należy do kategorii tych piłkarzy, których nazwiska po prostu przyciągały kibiców na stadion. Mówiąc wprost, to nie na drużynę, lecz na nich samych „się chodziło”. Wiele zaś wskazuje na to, że przynajmniej w Krakowie nowym przybyszem z tej samej planety zostanie Carlitos.
Mogliśmy jeszcze z ostrożnością pochodzić do jego debiutu w Szczecinie, w końcu nie takie jednorazowe wystrzały już widzieliśmy. Po kilku następnych spotkaniach byliśmy skłonni przyznać, że Hiszpan wie, o co chodzi, i to nawet gdy goli nie strzelał. Ale to, co zrobił w sobotę, rozwiało wątpliwości. Gdy twojej drużynie wyraźnie nie idzie, a ty sam w spektakularny sposób rozstrzygasz wynik meczu, to nie ma już żadnych wątpliwości, że należysz do grona absolutnych kozaków. Lepszego sposobu, by dołączyć do grona wiślackich idoli, Hiszpan nie mógł sobie chyba wymyślić.
Ktoś powie, że gwiazda Carlitosa to jeszcze jeden dowód na słabość ekstraklasy. W końcu napastnik nigdy nie zaistniał w poważnej lidze. Trudno do pewnego stopnia polemizować. Ale z drugiej strony, z tej historii można wysunąć też optymistyczne wniosek – kolejny klub w Polsce dołącza do grona ekip z porządnym skautingiem. Bo to, że Manuel Junco i jego polityka zmierza w dobrym kierunku, widać coraz wyraźniej.
2) Ciekawe odkrycie w Lubinie
Bardzo dziwnie układała się droga Alana Czerwińskiego do ekstraklasy. Bardziej zorientowani pamiętają, że zimą tego roku piłkarz był już o krok od krakowskiej Wisły. Ostatecznie na przeszkodzie stanęły indywidualne rozbieżności, niektórzy wskazywali tutaj na rolę menedżera zawodnika. Wiosną z kolei tajemnicą poliszynela był dogadany już kontrakt z Jagiellonią Białystok. Co ostatecznie przesądziło o tym, że były piłkarz GKS-u nie trafił na Podlasie? Trudno orzec. Faktem jest, że zamiast przenieść się do Wisły czy Jagiellonii, prawy obrońca wylądował na Dolnym Śląsku. I dziś należy z pewnością do największych niespodzianek początku sezonu.
Odkąd otrzymał szansę w trzecim spotkaniu ligowym przeciwko Bruk-Betowi, zdążył już zaliczyć dwie asysty. W sobotę zaś do tego dorobku dorzucił gola na wagę remisu w Poznaniu, potwierdzając zresztą kolejny bardzo dobry występ. Piotr Stokowiec widzi go w roli typowego wahadłowego, który oprócz pracy w defensywie ma również prowadzić odważną grę do przodu. Trzeba przyznać, że pomysł ten przynosi bardzo pozytywne skutki. Czerwiński – podobnie jak całe Zagłębie – prezentuje bardzo solidną dyspozycję, widać, że ma swoje miejsce na boisku w tej dobrze funkcjonującej układance. I przede wszystkim nie boi się pracy, na co zwrócił już uwagę trener Piotr Stokowiec. Prawy obrońca pochodzący z Bukowna już od kilku lat pokazywał w I lidze, że zasługuje na szansę w ekstraklasie. Tym bardziej cieszy jego dyspozycja, gdyż to tylko potwierdzenie teorii, że warto spoglądać na nasze zaplecze.











