Cztery mecze ligowe, jeden punkt, trzy porażki i ani jednego zdobytego gola. Niezbyt dobrze w obecny sezon weszli brązowi medaliści minionych rozgrywek PKO BP Ekstraklasy. Choć Piast Gliwice w ligowych bojach radzi sobie dość kiepsko, nieco lepiej „Piastunki” prezentują się na arenie międzynarodowej. W dwóch dotychczasowych meczach w europejskich pucharach zdobyli pięć goli. Skąd bierze się nieskuteczność gliwiczan na krajowych boiskach?
Oczywiście, trzeba na samym początku wspomnieć o elemencie szczęścia i pecha. Od początku rozgrywek podopiecznym Waldemara Fornalika w lidze częściej niestety towarzyszy to drugie. Najlepszym potwierdzeniem był chociażby ostatni mecz z Jagiellonią na swoim stadionie, kiedy to Piotr Parzyszek oddał świetny strzał głową, ale piłka ostatecznie wylądowała na poprzeczce, a jednym z bohaterów spotkania można było uznać Pavelsa Steinborsa – golkipera Jagiellonii. Więcej o meczu z „Jagą” można przeczytać, klikając TUTAJ.
Piast we wspomnianym meczu oddał aż 16 strzałów z czego tylko cztery w światło bramki. Kilka dni wcześniej w eliminacjach do Ligi Europy przeciwko austriackiemu Hartberg do zdobycia trzech goli wystarczyło 12 strzałów z czego pięć było celnych. W Grodzisku Wielkopolskim przeciwko Warcie w meczu zakończonym bezbramkowym remisem Piast oddał raptem dwa strzały celne, z Pogonią dwa więcej, a na inauguracje ze Śląskiem tyle samo co z Wartą. Nie da się ukryć, że w lidze gliwiczanie mieli póki co strasznie rozregulowane celowniki.
Roszady w składzie
Nie jest tajemnicą, że polskie drużyny odczuwają skutki starć w eliminacjach do Ligi Europy. Szkoleniowcy chcąc dać odpocząć swoim podopiecznym, bardzo często mieszają w składach na mecze ligowe. Szczególnie, że polskie drużyny nie przywykły do gry co trzy dni. Najlepszym potwierdzeniem tego, że gra w europejskich pucharach jest wymagająca i bardzo często ważniejsza od starć ligowych, jest chociażby przełożenie nadchodzącego starcia Lecha Poznań z Pogonią Szczecin.
Jak wiadomo, lechici awansowali do czwartej rundy eliminacji do Ligi Europy, tym samym będą mieli okazję, by do kolejnego meczu przystąpić na pełnej świeżości. Jeśli Legia Warszawa i Piast Gliwice również awansują do kolejnej rundy – wówczas ich mecze ligowe najprawdopodobniej także zostaną przełożone.
Jednak póki co takich praktyk jeszcze nie mieliśmy. Piast ostatni mecz ligowy grał w poniedziałek i trzy dni później – czyli dzisiaj – musi przystąpić do starcia w europejskich pucharach. Nic więc dziwnego, że sztab szkoleniowy w meczu z Jagiellonią zdecydował się na wymianę czterech graczy. Miejsce Martina Konczkowskiego zajął Bartosz Rymaniak, za Tomasza Huka pojawił się Jakub Holubek, kosztem Tomasza Jodłowca wystąpił Sebastian Milewski, a za Kristophera Vidę mogliśmy podziwiać Dominika Steczyka. I należy uczciwie przyznać, że roszady te nie wpłynęły znacząco na grę Piasta. Gliwiczanie, choć przegrali, to na przełomie 90 minut nie prezentowali się gorzej od swoich rywali. Może to być więc dobry znak przed meczem z Kopenhagą, że nawet piłkarze rezerwowi mogą dać dobry impuls drużynie.










