Piłkarze Pogoni Szczecin znów zawiedli. Tym razem kandydat do awansu stracił punkty w Radzionkowie z tamtejszym Ruchem. Szczecińscy zawodnicy przypominają niesforne dziecko, które za nic w świecie nie chce słuchać nauczyciela.
Pogoń Szczecin przed tym meczem stała pod ścianą. Jeśli szczecinianie chcieli utrzymać drugie miejsce, które gwarantuje awans do ekstraklasy, to nie mogli myśleć o innym wyniku niż trzy punkty. Tyle że forma „Portowców” zostawia ostatnio wiele do życzenia i nawet wstrząs, jakim była zmiana trenera, nie odmienił sytuacji. Kandydaci do awansu już na początku meczu przeżyli szok. Wystarczyło dziesięć minut, by wypożyczony z Górnika Zabrze Bartosz Kopacz wyprowadził zespół z Radzionkowa na prowadzenie.

Co na to Pogoń? Tym razem wstrząs zmobilizował piłkarzy. Pięć minut po stracie gola Akahoshi był bliski wyrównania. Japończyk uderzył efektownie z powietrza, ale świetną interwencją popisał się Seweryn Kiełpin. W kolejnych akcjach chaos brał górę nad umiejętnościami piłkarzy, więc zdobycie gola było zadaniem niemal niewykonalnym. Dopiero tuż przed gwizdkiem sędziego oznaczającym koniec pierwszej połowy szczecinianie mieli szansę na wyrównanie. Kiełpin niedokładnie wybił piłkę głową, ta padła łupem Sotirovicia, który bez wahania oddał strzał. Piłka przelobowała bramkarza Ruchu, ale również poszybowała nad bramką.
W drugiej połowie piłkarzom Pogoni nie pozostało nic innego jak postawić wszystko na jedną kartę. Taka sytuacja odpowiadała jednak rywalom, którzy czyhali na okazje do kontry. Wystarczyło pięć minut, by po jednej z nich wywalczyli rzut rożny, po którym Nalepa o mały włos nie pokonałby Janukiewicza. Później nastąpiło coś, o czym kibice w Radzionkowie długo będą rozmawiać. Kiełpin, wychodząc do piłki, wpadł na zawodnika Pogoni, a arbiter podyktował rzut karny. Z 11 metrów celnie uderzył Bartosz Ława i mieliśmy wynik remisowy.
Po tym golu goście uwierzyli w swoje możliwości i przez pewien czas dominowali na boisku. Jednak kilka chwil później gra się wyrównała, a następnie inicjatywę przejął Ruch. Radzionkowianie mieli trzy piłki meczowe. Pierwszą zaprzepaścił Rocki, w drugiej zawiódł Cisse, a przy trzeciej nie popisał się Sebastian Radzio. Ostatecznie więc zakończyło się remisem, choć trzeba przyznać, że z przebiegu gry ten wynik powinien cieszyć marzącą o powrocie do elity Pogoń.











