Kibice, którzy liczyli na sporą liczbę bramek w czwartkowych spotkaniach grupy I, srogo się zawiedli. W każdym meczu padły po dwa trafienia, ale Atletico Madryt nie udało się zdobyć ani jednego gola.
W meczu z Udinese goście ze stolicy Hiszpanii nie byli określani mianem faworyta. Mimo to każdy chyba oczekiwał trochę więcej od klubu, który ma w swoim składzie króla strzelców poprzedniej edycji Ligi Europejskiej. Spotkanie od samego początku toczyło się pod dyktando gospodarzy, którzy stwarzali sobie wiele sytuacji bramkowych. Bardzo aktywny był Floro Flores, który wielokrotnie stwarzał zagrożenie pod bramką Courtoisa. Dopiero około 20. minuty Atletico zaczęło kreować akcje ofensywne, ale ani strzał Luisa Perey, ani kilka chwil później uderzenie Diego nie przyniosły spodziewanego efektu. Pod koniec pierwszej połowie trzy okazje do strzelenia bramki miał jeszcze Pizzi, ale nie udało mu się wykorzystać żadnej z nich.

W drugiej połowie spotkania obraz gry niewiele się zmienił. Obydwie strony próbowały objąć prowadzenie, ale przez długi czas nikomu nie udawało się strzelić bramki. Wspomniany już przeze mnie Falcao dopiero w 75. minucie stworzył faktyczne zagrożenie w polu karnym przeciwnika, ale jego strzał minął słupek bramki Udinese. Gospodarze dopiero w 88. minucie objęli prowadzenie, za sprawą Benatii, który wykorzystał podanie od Fabbriniego. Kiedy wydawało się, że to już koniec spotkania, na 2:0 podwyższył Antonio Floro Flores.
Zupełnie inaczej toczyły się losy meczu pomiędzy Rennes a Celtikiem. Od początku sporą przewagę mieli gospodarze, ale przez długi czas nie potrafili jej udokumentować. Udało się to dopiero w 30. minucie, kiedy piłkę do własnej siatki wpakował Cha. Jeden gol nie zadowalał jednak drużyny Rennes, która nie poprzestała atakować. Dobrą okazję do zdobycia bramki zmarnował jednak Youssouf Hadji, więc do przerwy wynik nie uległ zmianie.
W drugiej części spotkania nadal wyraźnie malowała się przewaga Rennes, ale to Celtic zdobył bramkę wyrównującą. W 70. minucie Joe Ledley strzelił gola na 1:1. Niewiele brakowało, a niedługo potem ponownie na prowadzenie wyszliby gospodarze, lecz piłka po strzale Jiresa Kembo-Ekoko minęła słupek. Kolejne okazje zmarnowali również Feret i Hadji. Mecz zakończył się więc remisem 1:1.











