Sobotnie spotkania Primera Division nie były takie, do jakich się przyzwyczailiśmy. Co tydzień oglądaliśmy grad bramek i piękną piłkę. Natomiast dziś nawet świetnie dysponowana w tym sezonie Barcelona zawiodła kibiców, co prawda zanotowała kolejne zwycięstwo, ale wszyscy liczyli na dużą liczbę bramek, a nie wyrównany bój ze słabą Almerią.
W spotkaniu inaugurującym szóstą kolejkę, beniaminek z Tenerife gościł Deportivo La Coruna. Bramkę dającą przyjezdnym trzy punkty w drugiej odsłonie meczu zdobył Colotto. Przez pierwsze 45 minut niespodziewanie górą byli niżej notowani piłkarze Tenerife, ale ich ataki nie były na tyle groźne, by zdobyć bramkę. Po wyjściu z szatni gra obydwu klubów nabrała kolorów. Na bramkę otwierającą wynik spotkania czekaliśmy do 60. minuty, kiedy to po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Crossa Diego Collotto wpakował piłkę do bramki rywala. Mimo wielu sytuacji strzeleckich gospodarzy, wynik utrzymał się do końca meczu.
„Katalończycy” zagrali dziś bardzo słabe spotkanie, ale odnieśli kolejne, szóste z rzędu zwycięstwo w hiszpańskiej Primera Division. Mecz ten był bardzo wyrównany. Piłkarze z Camp Nou przyzwyczaili nas do widowiskowej, opiewającej w gole, piłki. Do tego meczu podopieczni Pepa Guardioli podeszli na luzie i ze spokojem, a po strzeleniu bramki trochę odpuścili i zaczęli grać strefą. Jedyną bramkę w meczu strzelił Pedro, który świetnym strzałem pokonał Diego Alvesa (filmik poniżej). Ta konfrontacja była bardzo ważna dla jednego z nowych nabytków „Dumy Katalonii”, Zlatana Ibrahimovicia, który był bardzo blisko pobicia rekordu Cesara Rodrigueza. Gdyby Szwed dołożył dziś do swojego konta kolejną bramkę, stałby się pierwszym w historii Barcelony piłkarzem, który w swoich pierwszych sześciu meczach ligowych wpisał się na listę strzelców.
Ostatnie z sobotnich spotkań zostało rozegrane w Madrycie na Vicente Calderón. Tam też podopieczni Abela Resino podejmowali Real Saragossę. Bardzo ciekawie rozpoczął się ten mecz, bowiem zaledwie dwie minuty po pierwszym gwizdku sędziego już mogliśmy oglądać bramkę dla gospodarzy, a jej autorem był Jurado. Od początku do końca pierwszej połowy gra układała się po myśli piłkarzy Atletico, a jedyną wpadką był karny podyktowany dla Saragossy, który w ostateczności został wybroniony przez dobrze dysponowanego De Gea. Drugą połowę uratowała bramka Antonio Lopeza w 65. minucie, bo do tego czasu było bardzo nudno. Po niej coś się ruszyło i piłkarze zaczęli biegać. Zaledwie siedem minut po wyjściu na dwubramkowe prowadzenie sędzia ponownie postanowił wskazać rzut karny dla gości, tym razem do piłki podszedł Ewerthon i strzelił bramkę kontaktową.










