W Poznaniu doszło do sporej niespodzianki. Miejscowa Warta przy licznie zgromadzonej publiczności uległa 1:2 ekipie „Portowców”. Gola dla gospodarzy strzelił Wojciechowski, natomiast szczecinianie odpowiedzieli trafieniami Pietruszki i Klatta.
Po raz kolejny na Stadionie Miejskim w Poznaniu na mecz pierwszoligowej Warty zawitało około 19 tys. widzów. Ciekawie było zarówno na boisku, jak i na trybunach, ponieważ w Wielkopolsce stawili się również sympatycy Pogoni, którzy dali interesujący popis dopingu. Początek spotkania należał do gości, gdyż żywiej przedostawali się pod pole karne przeciwników. Nic szczególnego z tych ataków jednak nie wynikło i po pierwszym kwadransie, mimo lekkiego wskazania na drużynę ze Szczecina, nie doszło do zmiany wyniku. Na murawie mieliśmy za to dużo walki w środku pola i głównie dlatego oba zespoły były bardzo niedokładne w swoich poczynaniach.

W 20. minucie doczekaliśmy się pierwszej bramki w tym meczu. Kapitalnym uderzeniem z 25 metrów z woleja popisał się Marcin Wojciechowski i gospodarze wyszli na prowadzenie. Od razu po stracie gola do ofensywy ruszyli podopieczni Artura Płatka, ale kolejne niedokładne podanie zakończyło ładnie zapowiadającą się akcję. W 31. minucie za sprawą gości w polu karnym „Zielonych” doszło do niezłego zamieszania, które najprzytomniej odczytał Andrzej Bledzewski i skończyło się jedynie na strachu. Chwilę później mieliśmy kopię sytuacji, jaka miała miejsce kilkadziesiąt sekund wcześniej. Znowu błąd w defensywie popełnili piłkarze Warty i tylko dzięki nieporadności ekipy ze Szczecina nadal w Poznaniu utrzymywał się rezultat 1:0.
Kolejne minuty upływały pod dyktando Pogoni i na pięć minut przed końcem pierwszej odsłony powinno dojść do wyrównania, lecz Marcin Klatt po minięciu bramkarza gospodarzy trafił tylko w boczną siatkę. Miejscowi odpowiedzieli w doliczonym czasie gry. Po podaniu Reissa ze środka pola piłkę przejął Zakrzewski i będąc w sytuacji sam na sam z Bartoszem Fabiniakiem, uderzył wprost w niego.

Po zmianie stron podopieczni Bogusława Baniaka ponownie oddali inicjatywę przeciwnikom, którzy z animuszem przystąpili do szturmów na bramkę Bledzewskiego. W 52. minucie z rzutu wolnego szczęścia próbowali goście. Oddali piękny strzał z 30 metrów, a dobrą interwencją popisał się ponownie golkiper Warty. Dwie minuty później mieliśmy już 1:1. Po ogromnym błędzie obrony „Zielonych” futbolówkę do siatki skierował Przemysław Pietruszka. Po tym wydarzeniu „Portowcy” dalej poszli za ciosem i za dobrą grę zostali nagrodzeni w 64. minucie. Wtedy bezpośrednio z rzutu wolnego piekielnie mocnym strzałem popisał się Marcin Klatt i goście wyszli na zasłużone prowadzenie.











