O rany… już po mistrzostwach? To koniec? Nie będzie już meczu o 18, a później o 21? Nie zobaczymy już pięknych goli, niespodzianek, wpadek, skandali? Mówi się, że wszystko, co dobre, szybko się kończy, zatem… koniec.
Mundial nigdy nie trwał dłużej, niż było to przewidziane w kalendarzu FIFA, ale chyba dawno w historii mistrzostw świata nie było takiego żalu po ostatnim gwizdku, że to już koniec turnieju w Brazylii. Oczywiście – jedni są rozczarowani niemieckim triumfem, drudzy wręcz przeciwnie, ale wszyscy zgodnie możemy powiedzieć, że ten turniej był naprawdę kapitalny. Jeśli finały w RPA zapamiętaliśmy ze względu na wuwuzele, to Brazylia zapadnie w pamięć każdemu ze względu na coś innego. A było wszystko: kontuzje, piękna gra, kibice, nietypowe sytuacje i ogólnie rzecz biorąc, zawsze było o czym napisać tekst – a to w naszych (pismaków) kategoriach ważna kwestia i klasyfikuje ten turniej bardzo wysoko.
Puchar na wyciągnięcie ręki…
Jeśli ktoś na sali jest rozgoryczony, ponieważ nasi sąsiedzi przyjadą do kraju z nowym złotym cackiem, to powiadam, że przy wszystkich żalach, złościach, germanofobiach, wszelkich innych dziwnych słowach – można spojrzeć na tę sytuacje w sposób bardzo prosty. Puchar świata będzie przecież cholernie blisko Polski. Jak śpiewał Monty Python: „Always look on the bright side”. Po co się dławić żółcią nienawiści do naszych sąsiadów? Zamiast szamać tenże specyfik – spójrzmy za płot i dostrzeżmy w końcu, co oni robią, a właściwie, jak oni to robią, że w ciągu kilku lat potrafili tak diametralnie przeformatować swój system piłkarski, który generuje teraz sukcesy w postaci pucharu mistrzostw świata, Ligi Mistrzów. Oczywiście daleki jestem od polecania przekopiowywania mechanizmów niemieckich, ale inspiracja to dobre słowo do tego, jak można określić ewentualne działania.

Skąd się w końcu wziął sukces Niemców? Dla mnie, urodzonego jakiś czas temu, ta drużyna kojarzyła się z ekipą, która zawsze za bardzo chciała i nie za wiele wobec tego mogła. Tym razem piłkarze Loewa podeszli do tej imprezy jakoś bez spiny. To był oczywiście ważny dla nich turniej i cholernie słabo by wyglądali w kraju, jeśli odpadliby np. w ćwierćfinale, ale ja jednak nie zauważałem problemu polegającego na tym, że Niemcy byli przesadnie napompowani. Ciągle maszyna niemiecka była ustawiona stabilnie – dobrze. Bez szału, pod koniec hamulce poszły w cholerę. Finał to finał i każdy mógł wygrać, ale na przestrzeni tych wielu tygodni (a może tych wielu lat) muszę powiedzieć, że Niemcom należy się ta wygrana jak psu buda.
Messi najlepszy?
Emocje w świecie piłki nożnej wywołał także wybór Messiego na piłkarza turnieju. Muszę powiedzieć, że jestem rozczarowany, ponieważ Argentyńczyk miewał co prawda przebłyski geniuszu, strzelając w ostatnich minutach, ale najlepszym piłkarzem turnieju nie był, no nie ma mowy! Nie chciałbym wskazywać innego zawodnika, ponieważ z tym to akurat jest jak z pewną tylną częścią ludzkiego ciała – każdy ma swoją. Jeden powie, że James Rodriguez, drugi – Robben, a trzeci jeszcze ktoś inny. I pewnie kilku zawodników spokojnie mogłoby otrzymać tę nagrodę. Mam wrażenie, że wskazanie na Messiego było rozpatrywane w kategoriach: jest na miejscu, jest na świeżo po meczu, no i jest… Messim.











