Gdy przychodził do „Kolejorza”, zaufanie do włodarzy klubu było bardzo ograniczone. Poniekąd był tego ofiarą – wytykano mu, że już dwa lata nie prowadzi żadnego piłkarskiego klubu, a jego doświadczenie jest ograniczone do prowadzenia duńskich drużyn. Podczas rundy jesiennej poprzedniego sezonu Lech Poznań gubił punkty przeciwko zespołom walczącym o utrzymanie. Niels Frederiksen dał wyraźny znak – walczymy o mistrzostwo Polski. Tym razem na poważnie.
Minął już rok, odkąd Lech Poznań rozegrał swój ostatni mecz w europejskich pucharach. Była to konfrontacja w eliminacjach, a rywalem „Kolejorza” był Spartak Trnawa. Po tym meczu wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart. Pożar miał ugasić Mariusz Rumak, ale władze Lecha Poznań chyba nie zdawały sobie sprawy, że szkoleniowiec będzie to robił za pomocą benzyny.
Niels Frederiksen początkiem i głową nowego rozdania
Poznaniacy zakończyli sezon na piątej lokacie w tabeli PKO BP Ekstraklasy – pomimo faktu, iż przez większość sezonu zajmowali miejsce premiowane awansem do europejskich pucharów. Dla klubu o takiej renomie rezultat ten był ogromnym rozczarowaniem. Szybko załatwiono nowego trenera. Był nim Niels Frederiksen, 53-letni duński szkoleniowiec z przeszłością m.in. w Broendby IF. Doświadczenie w klubie przesiąkniętym żądzą sukcesu, z imponującą bazą kibiców, własną tożsamością i historią miało zaprocentować także na Bułgarskiej.
– Od stycznia współpracowaliśmy z międzynarodową firmą pomagającą rekrutować trenerów. Początkowo wyselekcjonowanych zostało ponad 20 kandydatów, potem ta grupa okrojona została do kilku, z którymi toczyły się zaawansowane negocjacje. Nasz ostateczny wybór padł na Nielsa Frederiksena, który podpisał dwuletni kontrakt – opowiadał Tomasz Rząsa na temat kulis sprowadzenia 53-latka.
– Broendby, podobnie jak Lech, ma całą rzeszę fanów. Myślę więc, że praca w Polsce będzie mu odpowiadać. Doskonale zna smak dużej presji i dobrze sobie z nią radzi. Jest też wyważony w kontaktach z mediami. Nie mówi nic głupiego, ale też zachowuje rozsądek w gorących sytuacjach – deklarował dziennikarz duńskiego portalu bold.dk Daniel Bak w rozmowie z TVP Sport.
Póki co wydaje się, że duński ekspert się nie pomylił, a Tomasz Rząsa podjął dobrą decyzję. Lech Poznań po siedmiu spotkaniach prowadzi w tabeli PKO BP Ekstraklasy z 16-punktowym dorobkiem. Zaliczył tylko jedną wpadkę, przeciwko Widzewowi Łódź. „Kolejorz” zremisował także z Rakowem Częstochowa. Pozostałe spotkania – z Górnikiem Zabrze, Lechią Gdańsk, Zagłębiem Lubin, Pogonią Szczecin oraz Stalą Mielec kończyły się pewnym triumfem „Dumy Wielkopolski”.











