Jeszcze w tle słychać korki od szampanów, jeszcze piłkarze podrzucają Adama Nawałkę, jeszcze Robert Lewandowski zbiera zasłużone gratulacje od kibiców. Ściągnijmy jednak różowe okulary, przestańmy się cieszyć z awansu do imprezy, w której będzie brało udział pół Europy. Na brawa będzie czas, jak uda nam się pokonać jakichś poważnych rywali we Francji. Teraz zastanówmy się, czy grozi nam kataklizm, który wywołał Smuda w 2012 roku.
Nawet nie ma sensu porównywać obu kadr. Z podstawowej jedenastki z inauguracyjnego meczu z Grecją (8.06.2012) pozostały już tylko szczątki.
Bramkarze

Na tej pozycji mamy totalny galimatias. Poplątanie z pomieszaniem. Przed ostatnią imprezą pewniakiem był Wojciech Szczęsny, który jednak sam wyeliminował się z powodu czerwonej kartki. Tytoń długo nie utrzymał bluzy bramkarskiej z numerem 1. Był też czas Artura Boruca, który jest pewnym punktem Bournemouth (poza sporadycznymi wyskokami w swoim stylu), ale w końcu na decydujące starcia do bramki wskoczył najbardziej ułożony i pokorny z nich wszystkich – Łukasz Fabiański. To dowód na to, że nie potrzeba wariata i bardzo silnego charakteru między słupkami, żeby pewnie kierować defensywą. Wybronił się umiejętnościami i solidnością. Jeśli nie wydarzy się nic wielkiego, we Francji powinien zacząć w podstawowym składzie. Może w końcu przestaniemy być drużyną, która pięknie przegrywa, a chwalony jest tylko bramkarz. Niech Fabiański będzie tylko tłem. Ma nie przeszkadzać. Jak spodnie księdzu. Na wszelki wypadek.
Obrońcy

Tutaj byliśmy świadkami totalnej demolki. Po Euro 2012 kolejni selekcjonerzy próbowali wiele razy zmienić pojedyncze puzzle, szukać niestandardowych rozwiązań, aż w końcu tę ewolucję przetrwał tylko Łukasz Piszczek.
Marcin Wasilewski i Damien Perquis wypadli (chyba) na zawsze z orbity zainteresowań Nawałki, który ma zupełnie inną wizję defensywy. Oprał ją na Kamilu Gliku, do którego może dokooptować kogoś z dwójki Pazdan – Szukała. Pierwszy nabrał sporej pewności siebie po przejściu do Legii Warszawa, ale może to okazało się jego przekleństwem. W decydującym starciu z Irlandią zachował się – delikatnie mówiąc – bardzo nierozsądnie, prokurując rzut krany zagraniem znanym z filmów z Jeanem-Claude’em van Dammem i Chuckiem Norrisem. Nie przystoi zawodnikowi na tej pozycji. To ma być skała. Pazdan nie pierwszy raz pokazuje, że potrafi się zagotować. Kung-fu Pazdan powrócił. Może mieć jednak kłopoty, jeśli regularnie zacznie grać












