Czy Nawałka potrzebuje farbowanych lisów?


27 listopada 2015 Czy Nawałka potrzebuje farbowanych lisów?

Adam Nawałka wygląda na gościa, który twardo stąpa po ziemi. Adam Nawałka wygląda na gościa, który nie idzie za tłumem, nie słucha mediów, nie podnieca się pojedynczymi meczami. Ma swój plan, o którym nie mamy zielonego pojęcia. Ma już pewnie w głowie wstępną listę powołanych na Euro 2016. Czy znajdą się na niej – tak lubiane przez Jana Tomaszewskiego – farbowane lisy?


Udostępnij na Udostępnij na


8.06.2012. Wszędzie słychać trąbki. Wszędzie można poczuć atmosferę wielkiego piłkarskiego święta, które do naszego kraju długo nie zawita. Przed zespołem wielkie zadanie. Presja, która niejednemu poplątałaby nogi. Franciszek Smuda jednak w każdym wywiadzie podkreśla, że zespół jest przygotowany bezbłędnie. Nie ma sobie nic do zarzucenia też nasz skromny Franuś. Obiecuje, że w bój wysyła armię, która da się pokroić za reprezentację. Ujrzymy gladiatorów, dla których występ z orzełkiem na piersi to zaszczyt, spełnienie dziecięcych marzeń. Czy aby dla wszystkich? Czy wszyscy kadrowicze od dziecka chcieli wystąpić w biało-czerwonych barwach? Czy mieli na ścianach plakaty Bońka czy Dudka? Czy z wypiekami na twarzy oglądali wszystkie mecze kadry?

Na to pytanie trudno odpowiedzieć jednoznacznie, gdyż mieliśmy w szeregach grupę zawodników, którzy wzbudzali sporo kontrowersji. Nawet nie chodzi o umiejętności piłkarskie, ale o tzw. polskość. Mieliśmy wątpliwości, czy na co dzień myślą po polsku. Zastanawialiśmy się, czy oni wiedzą, jak wiele dla nas znaczy turniej zorganizowany w naszym kraju. Pierwszy raz wszystkie oczy były skierowane na nasz piękny kraj. Wymęczony, rozwalony, smutny, zakompleksiony.

Takie wydarzenie było lekarstwem na codzienną szarzyznę. Oszukiwanie rzeczywistości poprzez wymalowane twarze, wspólne kibicowanie, śpiewy, krzyki, płacz, łzy, krew… Przyznam, że miałem wątpliwości, czy: Boenisch, Obraniak, Perquis i Polanski czują to samo. Nie wychowali się w tym kraju, nie słuchali obietnic naszych kochanych polityków, nie psioczyli na podatki, nie wkurzali się na pogodę, nie stali w korkach. Miałem wrażenie, że to wynajęci ludzie, którzy mają zagwarantować sukces.

Nie można było im odmówić zaangażowania. Nie wątpiłem w ich umiejętności choćby przez chwilę. Kwestie piłkarskie zostawmy na boku, bo nie mieliśmy do czynienia z transferem do Legii czy Lecha. Byliśmy świadkami ogólnokrajowej debaty, czy ta czwórka zawodników jest godna reprezentować nasze barwy, przejąć nasze wszystkie przywary, tradycje, historię, poczucie humoru, muzykę, politykę. Pełny pakiet wrażeń. Miałem spore wątpliwości, czy oni czują to samo co Błaszczykowski, Lewandowski czy Murawski. Nie chciałem, żeby zabierali w składzie miejsce chłopakom, którzy czekali na takie wydarzenie wiele lat, a oni wylosowali powołanie w paczce Lay’sów. Nie godziłem się na taką sprawiedliwość. „Niech już zagra ten Wawrzyniak i się przewróci” – posunąłem się nawet do takich deklaracji. Nie chciałem kadry na chwilę, na jeden turniej. Powołanie na tak ważną imprezę to nagroda za wiele wyrzeczeń, wiele porażek, wiele łez…

Wspomnianą czwórkę traktowałem jak gości sztucznie wrzuconych do polskiego worka. Na siłę. Miałem odczucie, że skorzystali z okazji, żeby się wypromować. Takie tournee po Polsce. Chcieli uczestniczyć w tym cyrku, bo kilka grubych ryb pojawi się wśród publiczności. Dają z siebie wszystko, ale dla własnych korzyści.

Euro 2012 skończyło się klapą. Wiadro pomyj wylało się na wiele głów. Później obraził się Polanski, a Obraniak zmieniał zdanie co 15 minut. Brakowało naszej kadrze spokoju. Najpierw kontrowersje z powołaniami, a później medialne utarczki z selekcjonerem czy dziennikarzami. Taki szum nie sprzyja budowaniu drużyny. Dlatego chciałem, żeby kolejny selekcjoner zrobił z tym porządek. Żadnego obrażania się, żadnego strojenia fochów. Skoro przed Euro 2012 tak zarzekali się, że rzucą się za Polskę w ogień, to dlaczego teraz stawiają siebie ponad dobro całej kadry? Za kogo oni się uważają? Czy bez Obraniaka i Polanskiego polska piłka przestanie istnieć? To były tylko retoryczne pytania.

Na szczęście moje zdanie podziela (tak mi się przynajmniej wydaje) Adam Nawałka i wymienionych wcześniej panów nie oglądamy w naszej kadrze. Pozostała tylko jedna czarna owca, Thiago Cionek, ale może kiedyś poznamy historię jego powołań i powiązań z obecnym selekcjonerem.

Wszyscy trąbią, że mamy atmosferę w kadrze. Mamy wątpliwości co do pojedynczych nazwisk (czytaj: Mila i Peszko), ale ogólna opinia jest pozytywna. Gramy ciekawą piłkę, mamy młody zespół, który jeszcze ma spore rezerwy, a niektórzy kadrowicze cały czas rozwijają się w zagranicznych klubach. Być może Krzysztof Mączyński ma mniejsze umiejętności niż Eugen Polanski. Może Jakub Wawrzyniak ma dużo mniejszy potencjał niż Sebastian Boenisch, a Łukaszowi Szukale daleko do Damiena Perquisa, ale jakoś niespecjalnie się nad tym zastanawiamy.

Aby osiągać dobre wyniki, nie potrzebujemy jedenastu zaprogramowanych robotów nastawionych na zwycięstwo. Na końcowy sukces składa się tak wiele czynników, że brak w kadrze czterech przeciętnych jednostek nie może zaważyć o niczym. Nie ma Lewandowskiego? Zmieniamy taktykę i lejemy Czechów! Kontuzjowany jest Glik? Próbujemy Pazdana. Adam Nawałka wygląda na gościa, który ma nie tylko plan B, ale również: C, D, E i F. Boenisch, Polanski, Obraniak czy Perquis to nie są wirtuozi futbolu. To nie są gwiazdy, które nagle zrobią różnicę. Mogliby pełnić jedynie funkcję uzupełnień składu, chociaż tutaj też mam pewne wątpliwości. Niby za kogo teraz ich wrzucić?

Niestety za bardzo uwierzyliśmy Smudzie. „Franz” nam wmówił, że ich potrzebujemy. To była jego oznaka słabości. Miał w głowie jeden plan, który za wszelką cenę chciał wprowadzić w życie. Nie szukał innych rozwiązań. Uparty jak osioł dążył do celu, nie słuchając żadnych podpowiedzi. Przekonał nas, że Obraniak to rozgrywający, jakiego kadra nigdy nie miała. A my mu naiwnie uwierzyliśmy.

Później zostawił taką rozbitą kadrę Fornalikowi. Biedak przejął zespół rozwalony psychicznie, pokłócony, który płakał nad rozlanym mlekiem. Obraniak zaczął się obrażać, a później odkręcać, że dziennikarze źle go zrozumieli. Może gdybyś nauczył się polskiego, to nie byłoby takich problemów?

Dość jednak – tak lubianej w naszym kraju – odpowiedzialności zbiorowej. Wrzucanie wszystkich farbowanych lisów do jednej nory szuflady jest mocno niesprawiedliwe, zatem przyjrzyjmy się każdemu z bliska, analizując ich obecną formę.

Ludovic Obraniak

Najbardziej foszasty z całej brydżowej czwórki, choć dysponujący największym piłkarskim potencjałem. Nie zawsze jednak umiejętności idą w parze ze zdrowym rozsądkiem. Ludovic Obrażaniak. Pewnie tak w telefonie zapisał go sobie eksselekcjoner, Waldemar Fornalik. „Smutny Waldemar” miał wątpliwą przyjemność użerać się z Francuzem Obraniakiem, kiedy ten wymyślił sobie, że nie będzie zabijał się dla reprezentacji.

Dzisiaj „Ludo” występuje w izraelskim Maccabi Hajfa, w którym wylądował po nieudanych wojażach. Najpierw Bordeaux, później Werder, Rizespor, a na końcu Maccabi. Było coś jeszcze po drodze?
Dzisiaj marzy o grze na Euro 2016. Wymarzony turniej dla pół-Polaka, pół-Francuza, pół-piłkarza. A kiedyś strzelał takie bramki…

Dzisiaj rozmienia się na drobne, opowiadając o swojej wielkiej miłości do Polski, występując w 11. zespole izraelskiej ekstraklasy. 31-letni pomocnik całkiem nieźle sobie radzi, ostatnio notując asystę, pierwszą w tym sezonie. Oprócz tego ma jeszcze jednego gola. Na reprezentację Polski – zdecydowanie za mało.

Damien Perquis

12.10.2012 Polska - RPA 1:0
Widzielibyście na Euro 2016 duet stoperów Glik-Perquis? (fot. Grzegorz Rutkowski/iGol.pl)

Kolejny z naszych francuskich przyjaciół, który na Euro 2012 spisał się zdecydowanie najlepiej, więc pod względem piłkarskim nie można było mieć do niego żadnych zastrzeżeń. Nie stroił też żadnych fochów, nie odpuszczał mimo nie do końca sprawnej ręki. Jednak po zakończeniu mistrzostw Europy było już tylko gorzej. Przeniósł się do Hiszpanii, gdzie w barwach Betisu Sewilla prezentował się – delikatnie mówiąc – poniżej oczekiwań. Czerwone kartki, kiksy, kontuzje, aż w końcu spadek z Primera Division. Powiedzieć, że to nie był najlepszy okres w jego karierze, to jakby nic nie powiedzieć.

Obecnie odbudowuje się w MLS, w barwach Toronto. Regularnie grywa, po kontuzji nie ma już śladu, ale trudno sobie jednak wyobrazić duet stoperów naszej kadry z jego udziałem. Kiedy widzę go w akcji, czasem przypomina mi się Arkadiusz Głowacki z najbardziej pechowych zagrań. Tutaj czerwona kartka, tutaj samobój (zaliczył już dwa w nowym klubie). Taka niezdara, która może podarować rywalowi kilka prezentów.

Sebastian Boenisch

Występuje na co dzień w Bundeslidzie, chociaż użyty czasownik jest raczej nie na miejscu. Grywa sporadycznie, jest raczej traktowany jako zapchajdziura. W drużynie szpital? Gra Boenisch. Zespołowi nie idzie? Niech zagra Sebastian. Nie pamiętam, kiedy był traktowany jako pełnoprawny zawodnik pierwszego składu. Taka tykająca bomba. Wpuścisz go, a on może odpali, a może się… spali. Podobnie jak Perquis raczej nie jest przesadnie oszczędzany przez los. W szpitalach bywa częściej niż na boiskach piłkarskich. Nigdy nie masz pewności, czy akurat przed najważniejszym spotkaniem nie poślizgnie się na skórce od banana. W obecnym sezonie błysnął raz. Strzelił bramkę prawie równy miesiąc temu. Więcej pozytywów nie zanotowano.

Eugen Polanski

A teraz czas na kolejnego obrażalskiego. Nie polubił się zarówno z Fornalikiem, jak i Nawałką. Ze Smudą mu się nie udało, bo prawdopodobnie wystąpiły problemy natury komunikacyjnej. Na pewno najrówniej grający zawodnik z całej czwórki. Etatowy defensywny pomocnik Hoffenheim. Grywa praktycznie bez przerwy, a czasem zdarzy mu się strzelić bramkę, nawet samobójczą (pięć dni temu przeciwko Hercie Berlin). W najwyższej formie mógłby być klasowym partnerem Grzegorza Krychowiaka.

Jednak po decyzjach Nawałki można odnieść wrażenie, że nie chce budować środka pola w oparciu o zawodnika, dla którego dobro własne jest ważniejsze od dobra całej kadry. Obecna gra reprezentacji nawet nie domaga się żadnych wzmocnień. Trzon jest cały czas systematycznie budowany, a szczypta dobrej atmosfery jedynie w tym pomaga. Lepsze jest wrogiem dobrego, więc lepiej nie ryzykować i nie wpuszczać do kręgu zawodnika, który może zburzyć wszystko, co tak skrzętnie budował Nawałka.

Komentarze
Fanatyk (gość) - 6 lat temu

Oczywiście, że nie potrzebuje nawet takiego Cionka. Wszyscy pamiętamy jak było za kadencji Smudy i Fornalika, jak Obraniak dostał czerwoną kartkę, a potem Błaszczykowski jak ówczesny kapitan krytykował "francuza" w mediach. Obecnie na kadrze jak widać jest wspaniała atmosfera, bo sami piłkarze żałowali, że nie ma już w tym roku zgrupowania kadry. Teraz tylko nie popsuć tej atmosfery i będzie dobrze.

Odpowiedz
Krzysiek Nalepa (gość) - 6 lat temu

Pamięć kibica jest krótka. Polanski gra dobrze w Bundeslidze? Do kadry go! A zapomnieliśmy już jak sie obrażał na wszystkim wielka telenowela z Polanskim. Tej kadrze potrzeba spokoju.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze