Napastnik potrzebny od zaraz? Barcelona musi myśleć o przyszłości


Luis Suarez niestety nie starzeje się jak dobre wino. Jak wygląda przyszłość Barcelony na jego pozycji?

21 kwietnia 2019 Napastnik potrzebny od zaraz? Barcelona musi myśleć o przyszłości

Barcelona i jej kibice powinni zrozumieć, że urugwajski napastnik swój najlepszy okres w karierze ma już zdecydowanie za sobą. Jego powtarzalność w strzelaniu bramek regularnie spada, a jakby tego było mało, do listy problemów dołączył chroniczny ból w prawym kolanie. To wszystko powoduje, że Luis Suarez potrzebuje na następny sezon wartościowego zmiennika, a może nawet godnego następcy.


Udostępnij na Udostępnij na

„El Pistolero” mimo braków, które z biegiem czasu coraz mocniej dają się we znaki, jest dla Barcelony postacią kluczową. I co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jego nieustępliwy południowoamerykański charakter, niepowtarzalna boiskowa więź z Messim oraz pozytywny wpływ na innych kolegów w zespole to atuty, które wciąż decydują o unikalności Urugwajczyka. Niestety problem polega na tym, że wyżej wymienione zalety będą za chwilę tymi jedynymi. A tak być przecież nie może, jeśli oczekujemy więcej.

Liczby maleją, a Barcelona czeka

Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie sezony Suareza w Barcelonie (oprócz pierwszego niepełnego), dostrzeżemy widoczny regres. Sezon 2015/16 to aż 59 bramek w 53 meczach (!). Rok później Urugwajczyk obniżył loty, notując już „tylko” 37 goli w 51 spotkaniach. W ostatniej kampanii 2017/2018 trafień było odpowiednio mniej, bo 31 z taką samą liczbą występów. Czy kolejny rok 32-letniego napastnika wpisze się w ten schemat i będzie gorszy od poprzedniego? Na to wygląda, ale to nie jedyny powód do zmartwień.

Były piłkarz Liverpoolu zatracił bowiem coś, czego „dziewiątce” tej klasy po prostu nie może brakować. Mowa o bramkach strzelanych w Lidze Mistrzów, które na przestrzeni czterech sezonów zmalały z ośmiu do zera. Co prawda Suareza ratują asysty, ale na tę chwilę trzeba niestety powiedzieć, że koledzy z zespołu nie mogą liczyć na wyczyny swojego napastnika w europejskich pucharach. A jeżeli już, to jedynie w La Liga, gdzie „El Pistolero” nie przestaje punktować. Tam zdobył 87 % swoich goli w tym sezonie.

Paradoksem jest fakt, że mając w tej chwili 20 bramek w lidze, Suarez należy do najlepszej piątki strzelców wśród topowych napastników. Wyprzedzają go jedynie Messi, Mbappe, Quagliarella i Lewandowski. Wobec tego pojawia się pytanie, czy warto w ogóle kwestionować formę Urugwajczyka? Jeżeli ona nie spada poniżej pułapu choćby Kuna Aguero? Ta debata ma jeden kij i dwa końce, bo statystyki wciąż stoją po stronie „Bunny’ego”, ale obraz gry już niekoniecznie. Wiek zaczyna robić swoje.

Potrzebny następca czy zastępca?

Jedna rzecz jest pewna: od kilku lat Luis Suarez jest najlepszym napastnikiem na świecie, który na miarę Barcelony został „skrojony” co do milimetra. Pamiętajmy, że mówimy przecież o piłkarzu mającym astronomiczne wręcz osiągnięcia. Niech za porównanie posłuży Robert Lewandowski. Obaj panowie do nowych klubów dołączyli w tym samym momencie, czyli przed sezonem 2014/2015. Oto ich dorobek: Suarez – 243 mecze, 175 bramek, „Lewy” – 236 spotkań, 186 goli. Gdzie leży różnica? W asystach: 95 do 47!

Gdzie zatem szukać następcy, skoro tak naprawdę jedynym napastnikiem o zbliżonej skuteczności jest golleador Bayernu Monachium? Cóż, trzeba zaryzykować, czyli odkryć kogoś z potencjałem. Oczywiście piłkarski rynek nie pęka w szwach od „dziewiątek” oferujących 30 bramek co sezon, ale to wcale nie zmienia faktu, że Barcelona musi działać. Z dniem 30 czerwca Kevin-Prince Boateng pakuje walizki i kończy swój epizod w stolicy Katalonii. To oznacza, że Suarez nie będzie miał nawet TAKIEGO zmiennika.

Przypomnę tylko, że „El Pistolero” z każdym kolejnym miesiącem będzie potrzebował coraz więcej odpoczynku. Chroniczny ból kolana to uraz, który tego wymaga, dlatego Barcelona nie może zostać bez opcji rezerwowej. A nią nie jest ani Messi, ani tym bardziej Malcom czy ktokolwiek inny na tej pozycji. Tylko że tutaj pojawia się problem, bo finanse „Barcy” nie są na tyle duże, by kupić jednocześnie de Ligta i np. Griezmanna lub Jovicia. Nie można mieć wszystkiego. Albo właściwie można, ale kolejnego Boatenga.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze