Z wielkimi obawami zasiadaliśmy w piątek przed telewizorami. Niektórzy z nas szukali jakiegoś pretekstu, np. spaceru z dziewczyną, odwiedzin u babci czy sprzątania w garażu. Tym, którym się nie udało, zostało popołudnie z ekstraklasą, a potem piątkowy wieczór, który po męczarniach z 2. kolejki okazał się miodem na nasze serca. A także zapowiedzią naprawdę przyjemnego weekendu, w którego trakcie obejrzeliśmy przynajmniej trzy naprawdę ciekawe spotkania. W tym bezapelacyjnie najlepszy mecz sezonu. Oto nasza esencja 3. serii spotkań ekstraklasy.
1) Legia zdała kartkówkę przed Astaną na trójkę z plusem
Czy po meczu Legii z Sandecją jesteśmy mądrzejsi przed środowym rewanżem z Astaną? Nie, ponieważ przy najszczerszych chęciach beniaminek ekstraklasy nie odwzorowuje w żadnym stopniu potencjału mistrza Kazachstanu. Nie odwzorowuje, a jednak i tak udało mu się przysporzyć parę problemów. Bo jeśli mistrz Polski na własnym obiekcie nie potrafi aż do 70. minuty wykorzystać przewagi liczebnej, to znak, że trudno mówić o jakimkolwiek przypadku.
Legia sobotnie spotkania wygrała, ponieważ przy tylu okolicznościach i różnicy umiejętności najzwyczajniej w świecie musiała. Jednak niesmak pozostał, zwłaszcza biorąc pod uwagę grę ofensywną. Już po raz kolejny w tym sezonie o wyniku spotkania legionistów zadecydował blask jednostek, w tym przypadku ponownie byli to Hamalainen i Kucharczyk. Arkadiusz Malarz po meczu cieszył się z dobrej gry obronnej. Niestety, dla golkipera mistrzów Polski mamy jedną ważną wiadomość.
Ale zanim o tym, musimy jeszcze pozostawić komentarz o Sandecji Nowy Sącz. Przy całym szacunku dla defensorów Legii, oceniając wynik tego meczu, należy pamiętać, że zespół z Nowego Sącza jest prawdopodobnie drużyną z najgorszym potencjałem w linii ofensywnej spośród wszystkich ekip ekstraklasy. Już po trzech meczach widać gołym okiem brak jakichkolwiek „zębów” z przodu, którymi piłkarze z Beskidu mogliby ukąsić rywali. Maciej Korzym, Wojciech Trochim i spółka to z pewnością fajni goście, którym nie brakuje zaangażowania i pasji. Nie oszukujmy się jednak, trudno im będzie przeskoczyć pewien poziom. Pierwsze mecze ekstraklasy są tego najlepszym dowodem.
Wracając zatem do Arkadiusza Malarza i Legii, serdecznie gratulujemy trzech punktów i czystego konta. Ale radzimy nie popadać w samozachwyt.
2) Biedny trener Nowak
Ariel Borysiuk, Simeon Sławczew, Milos Krasić, Rafał Wolski, Michał Chrapek, Michał Mak, Daniel Łukasik, Sebastian Mila – to zawodnicy środka pola, których w tamtym sezonie mógł wystawić Piotr Nowak.
Daniel Łukasik, Mateusz Matras, Aleksandra Kovacević, Florian Schikowski, Sebastian Mila – to zawodnicy, których szkoleniowiec Lechii mógł wystawić w piątkowym meczu.
Różnica jest bezdyskusyjna. Stanowi również wyjątkowo niepokojący sygnał dla wszystkich kibiców z Gdańska. Sytuacja wygląda coraz gorzej. Nie dość, że z drużyny uciekają kolejni kluczowi zawodnicy (w zeszłym tygodniu Maloca, teraz Krasić), to jeszcze nie widać na horyzoncie perspektyw na ściągnięcie kogoś nowego. Wprost przeciwnie, w prasie pojawiają się kolejne informacje o długach w klubie i konieczności pożyczek. Wszystko to sprawia, że coraz bardziej pogrąża się on w marazmie, z którego trudno będzie się wydobyć bez jakiegokolwiek impulsu z góry. Tezę tę zdaje się potwierdzać to, że jedyną nowością w klubie ma być sprowadzenie… Zdzisława Kapki, niegdyś niezatapialnego w Wiśle Kraków.










