Przez kilka ostatnich dni niemalże cała piłkarska Polska żyła transferem siedemnastoletniego Krystiana Bielika do Arsenalu. Na tej transakcji mistrz Polski zarobił ok. 2,5 mln euro, ale kto wie, czy suma ta nie zostanie szybko zainwestowana w nowego napastnika, gdyż media spekulują, że lada moment z Łazienkowską może pożegnać się Orlando Sa.
Najefektywniejszy atakujący T-Mobile Ekstraklasy podobno ma już dość roli dżokera, w jakiej najczęściej obsadza go norweski trener Legii Henning Berg. Kiedy portugalski napastnik w lutym zeszłego roku przechodził na Łazienkowską po półtorarocznym pobycie w AEL Limassol, nie przypuszczał zapewne, że tak ciężko będzie mu wygrać rywalizację z Miroslavem Radoviciem oraz Ondrejem Dudą, którzy również mogą występować na środku ataku. Po przylocie wychowanka AD Esposende do Polski i złożeniu przez niego podpisu pod trzyipółletnim kontraktem wielu naszych rodzimych znawców piłki nożnej gratulowało włodarzom Legii sfinalizowania świetnego transferu. Przewidywano, iż przelane na konto AEL Limassol 450 tys. euro szybko się zwróci, nieczęsto bowiem zdarza się, by do naszej ekstraklasy zawitał zawodnik mający w swoim piłkarskim CV występy w takich klubach, jak: Sporting Braga, FC Porto czy Fulham. Ostatnim zawodnikiem, mogącym dorównać Orlando pod względem liczby znanych klubów, w których miał okazję zaprezentować swoje umiejętności, był tylko Daniel Ljuboja, występujący zresztą jeszcze nie tak dawno również w Legii.
Na korzyść Sa przemawiało jednak to, że – w przeciwieństwie do serbskiego weterana – przybył on do Warszawy jako wciąż dość młody (w maju skończy 27 lat) i głodny sukcesów zawodnik. Niektórzy złośliwcy stwierdziliby zapewne, że przylot do naszego kraju to dla zawodnika pokroju jednokrotnego reprezentanta Portugalii sportowa degradacja, ale on wiedział, że musi jeszcze raz spróbować powalczyć o powołanie do kadry swego ojczystego kraju.
Zanim trafił na Łazienkowską, spędził ponad kilkanaście miesięcy na Cyprze, gdzie w 44 występach zdobył 19 bramek. Trzeba przyznać – wynik całkiem przyzwoity, ale po pewnym czasie Orlando usłyszał od właścicieli swego ówczesnego klubu, iż powoli może zacząć rozglądać się za nowym pracodawcą. Do formy sportowej Sa kibice oraz działacze Limassolu nie mogli mieć większych zastrzeżeń, ale kryzys ekonomiczny, który wówczas trapił większość klubów cypryjskiej ekstraklasy, sprawił, iż oferta Legii nie mogła zostać odrzucona. I tak błyskotliwy napastnik trafił do Polski, gdzie z marszu zaczęto określać go mianem nowej gwiazdy T-ME.











