Drużyna z Niecieczy nie rozpoczęła sezonu zgodnie z oczekiwaniami. Częsta niefrasobliwość na boisku dawała się we znaki, czego konsekwencją była wielokrotna utrata punktów. W ostatniej kolejce trzeci zespół poprzedniego sezonu zaplecza ekstraklasy wygrał z PGE GKS-em Bełchatów, co dało nadzieję fanom Termaliki na odzyskanie właściwego rytmu.
W zeszłym sezonie drużyna Termaliki pokazała, że niemożliwe staje się możliwe. Klub prowadzony wówczas przez Kazimierza Moskala drugi raz z rzędu w ostatniej kolejce na zapleczu ekstraklasy przegrał awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Do szczęścia brakowało tylko, a może i aż jednego punktu. Bolało to kibiców oraz działaczy klubu, dla których nie byłby to tylko sukces sportowy, ale również finansowy, bo dodatkowe fundusze zespołowi ze wsi bardzo by się przydały. Nikt nie wyobrażał sobie innego scenariusza, lecz rzeczywistość zweryfikowała plany wbrew życzeniom i kolejne rozgrywki dla Niecieczy okazały się startem od tego samego miejsca.

Ten sezon dla podopiecznych Dusana Radolsky’ego zaczął się niepomyślnie. Na starcie trzeci zespół poprzednich rozgrywek I ligi zgubił punkty przed własną publicznością z drużyną beniaminka – Energetykiem Rybnik. Później zaczęły się schody, bo w spotkaniu z Dolcanem piłkarze z Niecieczy najpierw objęli prowadzenie, by później stracić dwie bramki i w konsekwencji zgubić punkty. Kolejny raz w tej ekipie uwidoczniła się duża niefrasobliwość na boisku, czego konsekwencją było oddanie pola rywalowi. Nieraz przeciwnicy drużyny, która na zapleczu budziła postrach, potrafili wywieźć komplet oczek. Działacze byli mocno zaskoczeni, że ich piłkarze karaskali się w dolnej części tabeli, a nie liczyli się w walce o awans do T-Mobile Ekstraklasy. Przede wszystkim boli ich fakt, że mozolnie prezentują się na terenie rywala, gdzie wciąż oddają pole. Poza wygranym meczem w Pucharze Polski z ŁKS-em Łódź nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę na stadionie drużyny przeciwnika.
Co z tą Termalicą? To pytanie jest zadawane przez wielu ekspertów oraz dziennikarzy. Nie spodziewałem się, że zespół, który niejednokrotnie prezentował się z bardzo dobrej strony, tak słabo może rozpocząć obecne rozgrywki. Tym bardziej że jego szkoleniowiec ma swoje poletko doświadczenia i wydawało się, że będzie on w stanie doprowadzić zespół do ekstraklasy, mimo że dwa sezony temu właśnie on jako pierwszy trener tej drużyny nie zrealizował tego celu. Do tego ma w składzie zawodników grających wcześniej w klubach najwyższej klasy rozgrywkowej, co budziło nadzieję, że będą oni siać postrach u wielu przeciwników, jak to było przez ostatnie dwa sezony. Jednak mimo dość dobrych warunków kadrowych jak na I ligę nie udało się im na otwarciu sezonu zawojować boisko. Można jasno powiedzieć, że limit błędów został wykorzystany i na kolejną niekompetencję nie mogą sobie już pozwolić, jeśli widzą się wyżej niż w środku tabeli na zapleczu T-Mobile Ekstraklasy.











