Drużyna Arki Gdynia zajmuje 14. lokatę i ma punkt przewagi nad strefą spadkową. Mimo udanego początku nastąpiła obniżka formy i awans do T-Mobile Ekstraklasy znacznie się oddalił.
Od momentu, kiedy drużyna Arki Gdynia w 2011 roku spadła z T-Mobile Ekstraklasy, chciała jak najszybciej powrócić do elity i ponownie walczyć z czołowymi polskimi drużynami. Dwukrotnie plan spalił na panewce i sezon nie został zakończony zgodnie z założeniami. Teraz miało się urzeczywistnić powiedzenie „Do trzech razy sztuka”, ale wygląda na to, że nastąpi powtórka z rozrywki. Mało kto spodziewał się, że zespół z Gdyni, zamiast walczyć o awans, będzie zajmował 14. lokatę i miał tylko jeden punkt przewagi nad strefą spadkową. Oczekiwano czegoś więcej i z pewnością będą czynione kroki, żeby poprawić obecną sytuację. Jest jeszcze szansa na realizację zadania, bo do drugiej lokaty dającej awans o klasę wyżej Arka traci dziewięć punktów, więc przy dużym wysiłku jest w stanie uplasować się na zamierzonym miejscu. Teraz nie można pozwolić sobie nawet na najmniejszy błąd, bo każda utrata punktów pogorszy sprawę. Piłkarze Arki Gdynia zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, że w przypadku dalszego gubienia punktów może być jeszcze gorzej, a nikt w klubie z Pomorza do takiego stanu rzeczy nie chce dopuścić. Najbliższy czas da odpowiedź, czy jest szansa przy szaleńczym zrywie na osiągnięcie sukcesu czy będzie to kolejny stracony sezon.

Początek rozgrywek nie wskazywał na to, że może być aż tak źle. Arka po pięciu spotkaniach miała dziesięć punktów. Jednak później przyszedł kryzys i zespół z Gdyni notował porażki albo remisy. Ciężka praca poszła na marne i smutna rzeczywistość znalazła piłkarzy Pawła Sikory. Można zauważyć, że kiedy jako pierwsi tracą bramkę, to później nie mogą doprowadzić do równorzędnej walki. Brakuje zdecydowanie koncentracji w obronie i pełnego zrozumienia pomiędzy defensorami. Niepotrzebne rozluźnienie spowodowało, że każdy z zawodników będzie musiał pracować dwa razy więcej na boisku, by kolejny raz nie pozwolić sobie na niefrasobliwą postawę. Zadanie nie będzie łatwe, gdyż w kolejnych meczach Arka będzie podejmowała ekipy, które znajdują się w górnej części tabeli i chcą odegrać jak największą rolę na zapleczu ekstraklasy. W przypadku kilku wygranych sytuacja może się znacząco polepszyć i da dobry sygnał na przyszłość.
Patrząc na dolną część tabeli I ligi, można zauważyć, że zespoły, które zajmują niższe lokaty, tracą dużo goli. Wyjątkiem jest Arka Gdynia, która straciła tylko dziewięć goli, co jest najlepszym wynikiem w całych rozgrywkach I ligi. Gdynianie przegrywają zazwyczaj jedną lub dwoma bramkami różnicy i nie dają się bardziej rozgromić, a formacja ofensywna wygląda całkiem przyzwoicie. Dwóch zawodników odpowiada za zdobywanie goli – Marcus Vinicius i Arkadiusz Aleksander. Brazylijczyk w zeszłym sezonie był najskuteczniejszym zawodnikiem Arki, zdobywając 15 bramek. Jak do tej pory strzelił cztery gole i jego postawa napawa optymizmem. Jeśli chodzi o drugiego zawodnika, to również można być spokojnym. W zeszłym sezonie zdobył łącznie 13 bramek (siedem w barwach Sandecji Nowy Sącz jesienią i sześć w rundzie wiosennej w barwach Floty Świnoujście). Teraz jest najskuteczniejszym zawodnikiem w drużynie, mając na koncie pięć strzelonych bramek. Z Viniciusem stanowią o sile ekipy z Pomorza i trener Paweł Sikora o atak swojego zespołu nie musi się martwić. Gdyby zsumować gole tych dwóch zawodników, to otrzymamy 75% wszystkich zdobytych bramek. Gdyby nie byli oni tak skuteczni, to pewnie sytuacja w ligowej tabeli byłaby gorsza. Na pewno brakuje kogoś z drugiej linii, kto by zdobywał regularnie bramki, dając wsparcie napastnikom. Wtedy gra byłaby zupełnie inna i na pewno ekipa Sikory nie zajmowałaby tak niskiego miejsca w tabeli.











