Bayern, Borussia, PSG czy nawet Torino. Oj, dumnie brzmią nazwy klubów, w których grają nasi reprezentanci. To nie początek XXI wieku, kiedy cieszyliśmy się z Tomasza Hajty w Schalke czy Radosława Gilewicza w Austrii Wiedeń. Z perspektywy czasu brzmi to dosyć, ekhm, niezbyt ekskluzywnie, ale takie były realia. Jednak ci, którzy biegają z orzełkiem na piersi i w najlepszych ligach świata, często zaczynali w amatorskich klubach z wiosek zabitych dechami. Sprawdziliśmy więc, skąd tak naprawdę pochodzą kadrowicze Adama Nawałki.
Wojciech Szczęsny (Agrykola Warszawa/Legia Warszawa/Arsenal FC)
Zaczynał w Agrykoli, by po zaledwie roku trafić do Legii. Tam pod okiem Krzysztofa Dowhania miał dorosnąć do pozycji pierwszego bramkarza stołecznego klubu. Do tego nie doszło, bo Wojtek wpadł w oko skautom Arsenalu, kiedy miał 16 lat. Zawodnika nie chciał puścić trener Wdowczyk, ale ostatecznie za 450 tys. funtów trafił do Londynu.
Łukasz Fabiański (Polonia Słubice/MSP Szamotuły)
Zaczynał w Słubicach, gdzie się wychował, ale najważniejsze szlify zbierał w Szamotułach. Wiadomo, jeszcze z pięć lat temu popularne było powiedzenie, że każdy dobry bramkarz przez MSP przejść musi. Koniec kropka. Po części to prawda, bo wielu golkiperów wyszło stamtąd. Po odejściu ze szkoły bramkarskiej Łukasz przez parę lat błąkał się po niższych ligach.
Michał Pazdan (Hutnik Kraków)
Po naszym środkowym obrońcy widać, że płynie w nim nowohucka krew. Widać też, że zahartowały go występy w niższych ligach i uczenie się futbolu na nierównych krakowskich boiskach. W grze Pazdana nie ma efektownych zagrań, są za to wślizgi i zaangażowanie. Stempel Nowej Huty jest widoczny. W 2007 roku w wieku 20 lat obrońca przeszedł do Górnika Zabrze.
Artur Jędrzejczyk (Igloopol Dębica)
Podobnie jak w przypadku Pazdana, po „Jędzy” widać, że z IV-ligowego pieca jadł chleb. Zadziorność, wybieganie i inne podobne cechy tak bardzo doceniane przez Januszy na trybunach w niższych ligach. W barwach Igloopolu Jędrzejczyk zadebiutował w 2004 roku. Rozegrał tam blisko 60 meczów i pojechał na zgrupowanie Legii do Wronek. Wszystko dzięki współpracy klubów na linii Dębica – Warszawa. Miał chłopak farta.
Thiago Cionek (Vila Hauer/Cuiaba)
Cionek zaczynał w niewielkim klubie z Kurytyby, mieście leżącym na Wyżynie Brazylijskiej i będącym stolicą stanu Parana. Świetne miejsce, by stać się królem dryblingu i wyjechać w wieku 16 lat do szkółki Barcelony. Cionek takiego talentu nie miał, więc najpierw błąkał się po IV lidze brazylijskiej, by przez III portugalską trafić do Jagiellonii.
Kamil Glik (MOSiR Jastrzębie Zdrój/WSP Wodzisław Ślaski)
Porządny ślunski fusbaler Wodzisławską Szkołę Piłkarską przejść musi i Kamil tak też zrobił. Po kilku latach występowania tamże wyjechał z kolegą z klubu, Kamilem Wilczkiem, na podbój Hiszpanii. Najpierw trafił do IV-ligowego UD Horadada, a potem do… Realu Madryt C.












