Guillermo Ochoa przychodził do Malagi jako wyróżniający się piłkarz brazylijskiego mundialu. Nikogo nie mogły więc dziwić bardzo wysokie oczekiwania kibiców, ale także dziennikarzy w stosunku do jego osoby. Również i Meksykanin miał prawo myśleć, że z miejsca stanie się niezwykle ważną postacią w zespole z Andaluzji. Życie jednak bardzo brutalnie zweryfikowało te plany.
Już poprzednie rozgrywki ligowe, które Ochoa spędził we Francji jako piłkarz Ajaccio, potwierdziły, że będą to jego ostatnie miesiące, w których będzie czarował w kraju organizatorów kolejnych Mistrzostw Europy. Mimo iż jego zespół tracił sporo bramek, on po każdy meczu zbierał pochlebne recenzje i wiele razy był wybierany do jedenastki kolejki. Szczególnym powodem do dumy było dla niego starcie z PSG, kiedy to rywale oddali w jego kierunku aż 17 celnych strzałów, a tylko jeden z nich znalazł drogę do siatki.
Równie udany był w jego wykonaniu brazylijski mundial, w którym Meksykanie byli rewelacją. To jednak nie spowodowało, że po turnieju zaczęła się do niego ustawiać kolejka chętnych, która miałaby długość tej, w której piłkarze oczekiwali na angaż w Lechii Gdańsk. Ostatecznie dopiero 1 sierpnia udało mu się znaleźć nowego pracodawcę, a więc ponad miesiąc po tym, jak wygasł mu kontakt z poprzednim pracodawcą.
Miejsce wydawało się być jednak idealne do kontynuowania kariery, bo Malaga przecież słynie nie tylko z kurortów, gdzie można dobrze wypocząć. Przykłady: Isco, Nacho Monreala czy ostatnio Willy’ego Caballero pokazują, że w Andaluzji można się także dobrze się wypromować i trafić do topowego klubu w Europie. A to, że z pewnością na to czas czas, mimo już 29 lat na karku, chodzi po głowie bramkarza rodem z Meksyku.

Tyle że jego droga na szczyt w klubie, w którym jeszcze nie tak dawno występował Bartłomiej Pawłowski, od początku zawierała spore przeszkody, bo było jasne, że z powodu występu na mundialu będzie należał mu się urlop, przez co później wznowi treningi niż pozostali koledzy z nowego zespołu. Oznacza to przecież dokładnie to, że z opóźnieniem rozpocznie rywalizację o miano pierwszego bramkarza z Kamenim, który przez kilka lat pozostawał w cieniu sprzedanego do Manchesteru Caballero. Umówmy się jednak, Kameruńczyk to nie ten sam rozmiar kapelusza co Argentyńczyk i wiele razy zdarzały mu się kiepskie interwencje, a przede wszystkim zaskakujące zachowania. Takie jak chociażby to:











