David Moyes po półrocznej przerwie wraca do futbolu. I to do klubu będącego w sytuacji podobnej, jaką zastał, przejmując stery Evertonu, w którym odnosił największe sukcesy. Jeśli nie poradzi sobie w 15. obecnie drużynie La Ligi, jego trenerska przyszłość stanie pod dużym znakiem zapytania. Real Sociedad jest hiszpańskim średniakiem, który podobnie jak cała reszta ligi, nie ma szans w starciach z Barceloną, Realem i Atletico. Jest to jednak klub o ambicjach sięgających gry w europejskich pucharach. To klub o podobnej pozycji w La Liga co Everton w Premiership. Dla Moyesa prowadzenie 15. obecnie drużyny ligi hiszpańskiej będzie szansą, aby udowodnić, iż faktycznie jest dobrym trenerem, zaś trafienie do Manchesteru United zawdzięczał swoim umiejętnościom, a nie dziwnym pomysłom Fergusona.
Moyes jakiś szczególnych wyników w Evertonie nie robił, ale osiągał tyle, na ile pozwalały ambicje i potencjał drużyny. Jako swojego następcę w MU wybrał go sam Ferguson, wszyscy jednak pamiętamy, jak ostatecznie skończyła się jego przygoda z ,,Czerwonymi Diabłami”. Po zwolnieniu mówiło się, że Szkot trafi do Galatasary, później zaś do Celticu Glasgow.Tymczasem 51-latek zastąpi na ławce trenerskiej zwolnionego 2. listopada Jagobę Arrasate, który w 10. spotkaniach wygrał tylko jedno, trzy zremisował i sześć przegrał.
Moyes może teraz co najwyżej pomarzyć o gigantycznym budżecie, którego nie wykorzystał w MU. Jest tu za to kilka ciekawych nazwisk, które powinny zapewnić dobre wyniki przy ich odpowiednim wykorzystaniu. Carlos Vela, Inigo Martinez, Esteban Granero czy Sergio Canales to zawodnicy zapewniający pewną jakość. W takich warunkach 51-latek poradził sobie już w Evertonie, gdzie sytuacja była bardzo podobna. Bez światowych gwiazd, bez milionowego budżetu, ale i bez wielkich oczekiwań. Nie ma co oszukiwać, że od nowego szkoleniowca włodarze będą oczekiwać powrotu do Europy i wyjścia na prostą, nie ma zaś mowy o żadnych mistrzostwach i tytułach. Moyes będzie mógł odzyskać spokój i zimną krew, utraconą z powodu niesamowitej presji w Manchesterze.
Ciekawe może być to, w jakim stylu szkocki szkoleniowiec będzie prowadził Sociedad. Liga hiszpańska znacząco różni się od angielskiej – nie jest tak siłowa i brutalna, raczej spokojna i techniczna. W samej La Lidze nie ma zaś prawie żadnych Brytyjczyków, wyspiarze na Półwyspie Iberyjskim są widokiem prawie tak częstym jak zęby u kury, co może być dodatkowym autem. Były szkoleniowiec Evertonu będzie mógł wprowadzić trochę świeżości do rozgrywek zdominowanych finansowo i sportowo przez dwa, trzy kluby.
Może to jednak równie dobrze okazać się przeszkodą dla sukcesów. 51-latek w ciągu swojej kariery piłkarskiej i trenerskiej nie wystawiał nosa poza Wielką Brytanię. Nie będzie więc żadnego zaskoczenia, jeśli pierwsze spotkania pod wodzą nowego szkoleniowca biało-niebiescy przegrają, nowy trener będzie musiał zwyczajnie początkowo wybadać nowe otoczenie. Pozostaje też pytanie, czy Moyes faktycznie dysponuje tak wysokimi umiejętnościami trenerskimi jak uważał Sir Alex Ferguson, wybierając go na swego następcę. Włodarze klubu z San Sebastian muszą faktycznie wierzyć w szkota, skoro zatrudniają go akurat teraz, gdy Real Sociedad wygrał pod wodzą tymczasowego szkoleniowca z Atletico Madryt 2:1. Jeśli trener Manchsteru United z poprzedniego sezonu poradzi sobie w nowym-starym otoczeniu, będzie mógł ponownie myśleć o wielkim futbolu. Jeśli nie, to marzenia legną w gruzach.











