Grzegorz Krychowiak zaliczył fantastyczny początek w Primera Division i z miejsca stał się kluczowym zawodnikiem w zespole ubiegłorocznego tryumfatora Ligi Europejskiej. Przed Polakiem jednak teraz trudne zadanie. Dojście do wysokiej formy, a utrzymanie jej, to dwie zupełnie inne kwestie.
Sama batalia z przejściem Polaka do ligi hiszpańskiej powinna doczekać się chyba ekranizacji. Krychowiak jednego dnia był już w Andaluzji, zaś ten kolejny rozpoczynał się od informacji, że zostanie on na kolejny sezon we Francji. Determinacja władz Sevilli była jednak tak duża, że udało się dojść do porozumienia i kadrowicz Adama Nawałki mógł zmienić otoczenie.
Pojawiały się jednak pytania, czy zdoła on podołać zadaniu jakie zostało przez nim postawione. Przecież każdy mający jakąkolwiek wiedzę na temat La Liga zdawał sobie sprawę, jak wielka luka pozostała w drugiej linii zespołu prowadzonego przez Emery’ego. Z klubu odeszli M’Bia oraz przede wszystkim Ivan Rakitić. Ten pierwszy co prawda wrócił niedawno do drużyny, ale przynajmniej na razie, nie prezentuje formy z ubiegłej kampanii.
W kompletnym odwrocie jest zaś Krychowiak. Już sam debiut mógł nas napawać wielką dawką optymizmu. Chyba nie bardzo jesteśmy sobie w stanie przypomnieć, który piłkarz na świecie w taki oto sposób, z wielką łatwością zatrzymał Cristiano Ronaldo.
Skoro zaliczył taki debiut, to oczekiwania wobec niego, już w Primera Division, musiały być ogromne. Ale Polak dał radę. Regularnie zbierał bardzo dobre recenzje, a kilka razy znalazł się nawet w jedenastce kolejki publikowanej przez portal whoscored.com.
https://twitter.com/WhoScored/status/511807668575830017/photo/1
Prawdziwe apogeum miało jednak miejsce w rozgrywkach, które Sevilla w zeszłym sezonie zdołała wygrać. Krychowiak nie dość, że wpisał się wtedy na listę strzelców, to został wybrany najlepszym piłkarzem starcia z Feyenoordem. Nie ma co ukrywać, początek rewelacyjny i trzeba przyznać, że dość zaskakujący. Bo w to, że „Krycha” ma duże umiejętności wierzyli wszyscy. A w taką inaugurację?
Pod żadnym pozorem nie można jednak spocząć na laurach. Skoro jest dobra gra, to i oczekiwania będą coraz większe. Już nie będzie wystarczało to co jest teraz. Jak to się mówi: apetyt rośnie w miarę jedzenia. A przed Polakiem coraz większe przeszkody. Choćby ta, którą będzie musiał pokonać w tej kolejce ligowej. Atletico Madryt słynie z fantastycznego środka pola, do którego należą Gabi, Tiago czy Mario. Jeśli uda mu się go zneutralizować, o Polaku znów będzie głośno. I chyba trzeba się już do tego przyzwyczaić.











