Real Sociedad San Sebastian wzmocnił się ostatnio, wypożyczając z Galatasaray młodego zawodnika. Bruma, bo o nim mowa, był swojego czasu bardzo dobrze zapowiadającym się juniorem, który miał w przyszłości zostać kolejnym świetnym portuglaskim skrzydłowym. Coś w jego karierze nie potoczyło się jednak tak, jak powinno, i Portugalczyk nie spełniał oczekiwań pracodawców. Transfer do San Sebastian jest chyba ostatnią szansą, by piłkarz udowodnił, że jeszcze będą z niego ludzie.

Armindo Bagna, bo tak brzmi nazwisko Brumy, urodził się w 1994 roku w Bissau – stolicy Gwinei Bissau. Państwo to leży w zachodniej Afryce, nad Oceanem Atlantyckim. Tereny, na których leży Gwinea Bissau, zostały podbite przez Portugalczyków w XV wieku. Od 1954 państwo otrzymało status prowincji zamorskiej Portugalii. Nie dziwi zatem fakt, że Bruma wylądował właśnie w ojczyźnie Vasco da Gamy i Ferdynanda Magellana. Piłkarz przeprowadził się na Półwysep Iberyjski w wieku 13 lat i od razu trafił do szkółki Sportingu Clube de Portugal, nazywanego błędnie Sportingiem Lizbona.
Patrząc na piłkarzy, jacy wyszli w świat ze szkółki Sportingu, w tym Cristiano Ronaldo, Figo i Naniego, oraz na grę Brumy w drużynach młodzieżowych, po piłkarskim świecie zaczęła krążyć opinia, że Armindo Bagna w przyszłości dorówna swoim wielkim poprzednikom. Bruma przeszedł przez wszystkie szczebelki juniorskiej piłki w Lizbonie. Przez te kilka lat zdążył w juniorskich rozgrywkach nastrzelać ponad 80 bramek. Dobra gra utalentowanego napastnika nie przeszła bez echa. W wieku 18 lat Bruma trafił do drużyny rezerw Sportingu, występującej w portugalskiej drugiej lidze. Wydawało się, że jego kariera nabiera tempa.
W drużynie rezerw Bruma był pewniakiem. Grał zawsze, bardzo często od pierwszej do ostatniej minuty. Portugalczyk wystąpił w 25 meczach na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednak okazało się, że strzelanie goli juniorom przychodziło mu o wiele łatwiej. Co zresztą dziwić nie może. 6 goli w 25 meczach to nie jest wynik, który powala na kolana. Na początku 2013 roku na ławce trenerskiej Sportingu zasiadł Jesualdo Ferreira, trener, który pod względem liczby prowadzonych klubów może równać się z Franciszkiem Smudą. Znaczy to, że niejedno już w swoim życiu widział. I po tym, co widział, uznał, że Bruma jest mu potrzebny w pierwszej drużynie. W ten sposób nasz dzisiejszy bohater opuścił drużynę rezerw i rozpoczął grę w pierwszej lidze. I rzeczywiście, Ferreira stawiał na 18-latka. Bruma wystąpił we wszystkich 13 meczach, które odbyły się po jego dołączeniu do pierwszej drużyny. Co nie dziwi, strzelanie goli w pierwszej lidze okazało się jeszcze trudniejsze. Goli, a właściwie gola zdobył Bruma jednego. Dodam tylko, że skrzydłowy zaliczył też 4 asysty. Co jest wynikiem przyzwoitym. Kto wie, czy to nie szybka zmiana rozgrywek wpłynęła na rozwój utalentowanego zawodnika. Młodzi piłkarze są zazwyczaj wprowadzani do drużyny stopniowo. Bruma najpierw został wrzucony z juniorów do drużyny rezerw. I gdy nie zdążył się jeszcze dobrze zaaklimatyzować w drugiej lidze, przyszło mu grać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niemniej jednak czasu cofnąć się nie da. Ze Sportingiem pożegnał się Jesualdo Ferreira, pożegnać się musiał też Bruma, który w rok po zakończeniu kariery juniora zawitał do trzeciej już piłkarskiej szatni.












