Wisła Kraków rozbiła w 26. kolejce T-Mobile Ekstraklasy Koronę Kielce 3:0. Jednym z najbardziej wyróżniających się piłkarzy w tym spotkaniu był bramkarz gospodarzy, Michał Miśkiewicz, który swoimi świetnymi interwencjami kilka razy uratował „Białą Gwiazdę” od utraty bramki.
Miśkiewicz miał szansę wystąpić między słupkami Wisły Kraków dzięki kontuzji Siergieja Pareiki. 24-latek bronił również w dwóch ostatnich spotkaniach ligowych, w których nie spisywał się jednak najlepiej.
– Starałem się skupić i udowodnić, że poprzednie mecze to nie był mój poziom. Zresztą tamte spotkania nie należały do tych, w których mógłbym się wykazać. Nie były one też idealne z mojej strony i dlatego dzisiaj chciałem coś udowodnić i będę to robił w każdych kolejnych spotkaniach, w których trener da mi szansę – powiedział golkiper „Białej Gwiazdy”.
Zapytany o to, czy widzi się na boisku w następnym meczu, Miśkiewicz przyznał, że bardzo by mu na tym zależało: – To są pytania do trenera. Ja robię swoje. Na pewno byłoby mi przykro i byłbym rozczarowany, ale pogodziłbym się z tym i pracował dalej – mówił.
W kolejnym ligowym spotkaniu Wisła zmierzy się na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. „Biała Gwiazda” przegrała ostatnio dwukrotnie z tym rywalem w półfinale Pucharu Polski. Zwycięstwo z „Wojskowymi” w lidze byłoby więc dobrym odegraniem się za ostatni dwumecz. Miśkiewicz przyznał, że piłkarzom motywacji na pewno nie zabraknie: – Wiadomo, że chce się wygrać. Puchar Polski to był nasz główny cel. Śląsk zagrał bardzo dobrze w tamtych meczach i teraz w lidze na pewno chcielibyśmy mu udowodnić, że jesteśmy lepsi, oraz stworzyć dobre widowisko dla kibiców.