Sytuacja GKS-u Tychy z beznadziejnej stała się katastrofalna. Drużyna Łukasza Piszczka przegrała dwa kluczowe spotkania i jest już jedną nogą w 2. lidze. Mimo wielu zimowych transferów GKS nadal gra zdecydowanie poniżej oczekiwań. Piszczek miał pełnić funkcję strażaka i spokojnie wyprowadzić klub na prostą. Na razie jednak pożar w samym klubie tylko się powiększył. Jak więc potoczą się losy GKS-u w najbliższych tygodniach?
GKS Tychy i jego mecze „być albo nie być”
Już kilka tygodni temu, we wcześniejszym tekście o GKS-ie Tychy, wspomniałem, że dwa najbliższe spotkania będą bardzo istotne. Pomimo fatalnego początku pracy trener Piszczek wciąż miał okazję, aby się odbić. Mecze z Puszczą Niepołomice oraz Stalą Mielec wyglądały jak szansa na wprowadzenie choćby promyka nadziei i optymizmu w projekt pod tytułem „Piszczek”. Niestety, mówiąc o tej szansie, trzeba powiedzieć wprost: w tym przypadku została ona niewykorzystana.
Domowy mecz z Puszczą to podręcznikowy przykład tego, jak obecnie gra zespół z Tychów. Początek spotkania był dobry, bo gospodarze szybko zdobyli bramkę. Po dalekim zagraniu Luisa Da Silvy z połowy boiska piłka trafiła w słupek bramki rywali. Szczęście GKS-u polegało na tym, że piłka idealnie odbiła się w stronę Piotra Krawczyka, który dostał patelnię na pustą bramkę. Mecz należał raczej do wyrównanych, choć lekką przewagę miała Puszcza. Nie była ona duża, ale na zespół trenera Piszczka wystarczyła. W 40. minucie Amorildo Gjoni z trudnej sytuacji strzelił świetnego gola i w Tychach było już 1:1.
Po przerwie mecz układał się spokojnie aż do 60. minuty, gdy czerwoną kartkę obejrzał Igor Łasicki. Kapitan GKS-u Tychy w głupi sposób zatrzymał Wojciecha Hajdę, gdy ten wybiegał na wolną pozycję. Od tego momentu Puszcza przejęła inicjatywę i udokumentowała ją golem Piotra Mrozińskiego w 84. minucie. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1 dla Puszczy, a GKS z nożem na gardle podchodził do meczu ze Stalą Mielec. Wydawało się, że był to mecz ostatniej szansy nie tylko dla Łukasza Piszczka, lecz także dla całego GKS-u Tychy. Ewentualna porażka sprawiała, że miejsce poza strefą spadkową oddalało się na tyle, iż jego odrobienie mogło stać się praktycznie niemożliwe.
30 minut i po zawodach. GKS Tychy – Stal Mielec
GKS Tychy w tym spotkaniu mimo wszystko nie był wskazywany jako zespół, który może doświadczyć tego, co ostatecznie się wydarzyło. Może i faktycznie ostatnie zwycięstwo miało miejsce jeszcze w wakacje, ale Stal Mielec wcale nie wydawała się znacząco lepszym zespołem. Drużyna prowadzona przez Ireneusza Mamrota zaledwie tydzień wcześniej wygrała swój pierwszy mecz od sierpnia. Atmosfera w Mielcu była więc odrobinę lepsza, lecz każdy wiedział, że obie drużyny będą bić się o utrzymanie. Samo spotkanie pokazało jednak, kto rzeczywiście ma większe szanse, aby utrzymać się na poziomie 1. ligi.











