Miliarder i wieśniacy


19 września 2012 Miliarder i wieśniacy

Fulham to dziwny klub. Z jednej strony rządzi nim miliarder, a z drugiej nie wydaje on dużych sum na transfery. Niby zespół ma doświadczonych graczy, ale nie potrafią oni prezentować wysokiej dyspozycji na tyle regularnie, aby zająć jedno z najlepszych miejsc w lidze. „The Cottagers”, czyli w wolnym tłumaczeniu „Wieśniacy”, od dekady zajmują miejsce w środku tabeli i mimo kapitalnego początku tego sezonu wszystko wskazuje na to, że status quo zostanie zachowany. Co gorsza, chyba nikomu w klubie to nie przeszkadza. Zapraszamy na kolejną część cyklu angielskiej herbatki, którą wypijemy na Craven Cottage.


Udostępnij na Udostępnij na

Jak „Wieśniacy” dali szansę Chelsea stać się potęgą

Martin Jol
Martin Jol (fot. skysports.com)

Żeby zrozumieć zawiłości postępowania właściciela najstarszego londyńskiego klubu, Mohameda Al-Fayeda, sposobu prowadzenia zespołu przez Martina Jola i całej otoczki wokół drużyny, która od lat egzystuje w cieniu wielkich londyńskich zespołów (Arsenalu, Chelsea i Tottenhamu), musimy przenieść się niemal do jego początków. Pierwsze pytanie, które przychodzi na myśl odnośnie do Fulham – dlaczego akurat „Wieśniacy”? Otóż w 1879 roku, kiedy zakładano klub piłkarski, tereny dzielnicy Fulham w zasadzie wyznaczały granicę miasta i traktowano ją jak wiejskie peryferia. Od dekady fani Fulham szczycą się, że mają swoje derby z Chelsea, której stadion leży dwa kilometry od Craven Cottage. Oprócz „Wieśniaków” nikt tych derbów nie traktuje poważnie. Co najzabawniejsze w tej historii, Chelsea mogłaby nigdy nie powstać… gdyby ówcześni działacze Fulham zgodzili się na dzierżawę Stamford Bridge. Nie zgodzili się i po latach zapewne zaczęli żałować.

Wzloty i upadki

Drużyna Fulham mimo długiej historii tylko dwa razy awansowała do ekstraklasy. Najpierw na początku lat 50. występowała w niej przez trzy sezony, a w latach 60. jeszcze przez dziewięć. Nie ma co wnikać w szczegóły, bo nic wielkiego piłkarze Fulham nie zwojowali. Po tych epizodach znów spadli do niższych lig, odbijając się raz w górę, raz w dół. W barwach Fulham krótko występowało kilka gwiazd naprawdę dużego kalibru, jak: George Best, Bobby Robson, Alan Mullery i Bobby Moore, ale było to w ostatnich sezonach ich piłkarskiej aktywności. Obserwując skład „The Cottagers” z ostatnich lat, można odnieść wrażenie deja vu. Także obecny skład do najmłodszych nie należy. Później zespół spisywał się coraz gorzej, aż do sezonu 1995/1996, kiedy sięgnął dna, zajmując najgorsze w historii, 17. miejsce w czwartej lidze. Klub prawie zbankrutował, ale na horyzoncie niespodziewanie pojawił się pewien Egipcjanin. Mohamed Al-Fayed kupił drużynę w 1997 roku za 6,7 miliona funtów i buńczucznie zapowiedział, że w ciągu pięciu sezonów Fulham wróci do ekstraklasy. – Nie jestem tutaj, aby zarabiać. Będę w klubie przez 25 najbliższych lat – zapewniał Al-Fayed. Jak się okazało, nie rzucał słów na wiatr i do Premier League awansował po… czterech sezonach. Jego zespół strzelał w niemal każdym kolejnym zakończonym awansem sezonie ponad 100 bramek i gromadził ponad 100 punktów. Charyzmatyczny właściciel trwa ze swoim klubem już 15. sezon.

Stabilizacja, czyli potęgi nie będzie

Craven Cottage
Craven Cottage (fot. skysports.com)

Zdaniem Jamesa Olleya z „Evening Standard” właściciel „The Cottagers” uratował klub, ale nigdy nie sprawi, że osiągnie on coś więcej niż środek tabeli. – Bez 200 milionów funtów, które Al Fayed włożył w klub przez te wszystkie lata, być może nie byłoby dziś Fulham. Trzeba jednak zaznaczyć, że nigdy nie przekraczał pewnej bariery finansowej – powiedział dziennikarz. – Al Fayed nie potrafił wyłożyć wystarczająco dużo pieniędzy, aby powalczyć o najwyższe cele. Pokrywał jedynie straty, które generował klub, a później lubił się tym chwalić – dodał Olley. Trudno się dziwić, skoro majątek Egipcjanina szacowany jest na ok. 1,2 miliarda funtów, podczas gdy szejk Mansour bin Zayed z Manchesteru City ma do dyspozycji blisko 20 razy tyle, a Roman Abramowicz w Chelsea ponad 10 razy tyle. Zapał właściciela Fulham zgasł właśnie wtedy, kiedy na horyzoncie pojawił się Rosjanin. Wiedział, że z rywalem zza miedzy nie wygra, a walka cios za cios nie ma sensu, więc skupił się na budowaniu własnego wizerunku i robił swoje interesy, przy okazji zarządzając swoim klubem w cieniu największych ekip z Londynu.

Podążając za wzorcem sprzed lat, Al Fayed sprowadził za niewielkie pieniądze kilku weteranów angielskich boisk z całkiem niezłym CV, m.in. Marka Schwarzera (obecnie 40 lat), Johna Arne Riise (32), Damiena Duffa (33), Briana McBride’a (40) czy Danny’ego Murphy’ego (35), ale nie dawało to wymiernego efektu w postaci wysokiej lokaty w lidze. Chyba że za taką uznamy 7. miejsce w sezonie 2008/2009. Amerykanin McBride z klubem pożegnał się po sezonie 2007/2008, a Murphy tego lata. W ostatnim czasie Al Fayed sprawiał wrażenie, że chce odmładzać zespół, w tym celu sprowadził takich piłkarzy, jak: Dembele, Kasami, Kacalnikić czy Bryan Ruiz, za którego zapłacił Twente ponad 10 milionów funtów. Wcześniej nieco drożej kupił tylko Andy’ego Johnsona i Steve’a Marleta, ale liga weryfikowała jego plany. Do łask wracali weterani, a młodzież, z której podobno słynie Fulham, znów odeszła w zapomnienie.

Damien Duff jest ważnym ogniwem zespołu z Craven Cottage
Damien Duff jest ważnym ogniwem zespołu z Craven Cottage (fot. skysports.com)

Tegoroczne rozgrywki „The Cottagers” zaczęli z przytupem, rozbijając Norwich aż 5:0, a dużą rolę odegrał nowy nabytek Mladen Petrić. W kolejnym spotkaniu piłkarze Fulham napędzili strachu Manchesterowi United, wypuszczając punkty z rąk w ostatnich minutach spotkania po wyrównanym, acz przegranym 2:3 meczu. W ostatnim dniu okienka transferowego z zespołu odeszli dwaj kluczowi gracze, duet pomocników Dembele – Dempsey, którzy w ostatnich sezonach stanowili o sile ofensywnej. Byłem niemal pewny, że odbije się to na grze zespołu z Londynu. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już w 3. kolejce West Ham sprawił „Wieśniakom” z Craven Cottage tęgie lanie, aplikując trzy bramki i nie tracąc żadnej. I znów dała o sobie znać dwoista, niespójna natura „The Coattagers”. Świetnie wypadający u siebie zespół potrafił skompromitować się w meczu wyjazdowym. Jakby na potwierdzenie tych słów w kolejnym starciu ekipa Martina Jola rozbiła rewelację tegorocznych rozgrywek – West Bromwich Albion – pewnie wygrywając 3:0 na własnym stadionie.

Wszystko wskazuje na to, że ten sezon będzie dla Fulham bardzo podobny do poprzednich. „The Cottagers” znów zabiorą kilka punktów potentatom, znów będą bardzo mocni u siebie i znów roztrwonią wszystko w meczach wyjazdowych. Takie marnotrawstwo zapewni im miejsce w pierwszej dziesiątce, do którego przyzwyczaili swoich piknikowych, arystokratycznych kibiców. Przy odrobinie szczęścia zgarną miejsce w Lidze Europy. Pierwszą przygodę w tych rozgrywkach zakończyli dopiero w finale, ulegając Atletico Madryt 1:2, drugą – w grupie za plecami Wisły Kraków. Czy tym razem dziwny klub znów czymś zaskoczy? Solidną drużynę z Londynu na to stać, a przypomnę, że do zespołu dołączył także król strzelców Premier League sprzed dwóch sezonów – Dymitar Berbatow – który bardzo lubi strzelać gole, czego upust dał w poprzednim meczu ligowym. Hughes i Hangeland to jedna z lepszych par środkowych obrońców, a pomocnicy Duff i Kacalnikić to połączenie rutyny z młodością. Jeśli „The Cottagers” zaczną zdobywać więcej punktów w meczach wyjazdowych, mają realne szanse, aby wywalczyć najlepsze miejsce w historii klubu. Wielkie osiągnięcia im nie grożą, ale czy miejsce w dziesiątce Premier League i finał Ligi Europy nie jest już dużym osiągnięciem?

Komentarze
~szejk (gość) - 10 lat temu

Myślałem, że po sprzedaży kluczowych graczy
(Dembele, Dempsey, Zamora) jakość gry zespołu
znacznie spadnie,a tu proszę, całkiem nieźle
sobie radzą. Jedyny klub z Londynu, który mnie nie
drazni. Dostać się do szóstki chyba nie mają
szansy, ale siódme miejsce jest jak najbardziej w
ich zasięgu. Fulham jest na samej górze "Premier
League B", czyli tego, co dzieje się poza walczącą
o puchary czołówką. Coś podobnego jak w Primera
Division, gdzie kilka pierwszych pozycji zajmują
potentacji z Madrytu i Barcelony, mocne zespoły z
Valencii, Atletico, czy Sevilli i grupa pościgowa,
która może nawiązać walkę z potentatami i
przegrać ze słabeuszem - Levante, Malaga, Deportivo
czy Bilbao.

Odpowiedz
~Szejk (gość) - 10 lat temu

podpisuj się innym nickiem ok?

Odpowiedz
~Pitcha (gość) - 10 lat temu

Wieśniakiem to jest autor powyższego tekstu, który
nawet nie sprawdził dobrze, jak się nazywa szwedzki
zawodnik Fulham, młody Kacaniklić, a nie
Kacalnikić...

Odpowiedz
~Misza78 (gość) - 10 lat temu

Picza już wróciłeś z gimbazy? Ogarnij majty, bo
sie osmieszasz. Sprawdziłeś w wikipedii i
świecisz. Każdy wie jak to się pisze. Pierwszy raz
w życiu widzisz literówke? Bardzo fajny tekst.
Prosze nie zwracac uwagi na gimbusy, bo one i tak
czepiaja sie wszystkiego. Nastepny tekst możecie
napisac o West Bromwich (też fajnie sobie radza)
albo o Evertonie.

Odpowiedz
~stachu (gość) - 10 lat temu

Zarejstruj swój nick to nikt nie bedzie sie pod
ciebie podszywał. Śmiech na sali.

Odpowiedz
~Robson (gość) - 10 lat temu

Tekst całkiem fajny. Ale ja bym chciał żebyście
napisali o Liverpoolu, ktrory gra mega piach, albo
Totenhamie. Za dużo tego wychwalania słabeuszy,
kiedy mocne zespoły grają słabo, tylko czasami
grajac na niezlym poziomie (Liverpool, Tottenham i
City). Można pokusić się o jakąs analize, choc to
dopiero poczatek sezonu.

Odpowiedz
~Rasiu (gość) - 10 lat temu

Ta przygoda w LE była niesamowita, to 4-1 z Juve
pokazało, że Fulham to naprawdę świetna drużyna
na Craven Cottage, mogli to powtórzyć, no ale...
Odense, wtedy było mi ich szkoda, bo umówmy się,
czym Wisła na to zasłużyła? W dodatku mecz w
Krakowie ewidentnie ustawił sędzia.. Ale po tym
finale myślałem, że Fulham będzie iść tylko do
przodu, może gdyby wygrali.. Ale przecież dużo nie
brakło do karnych, do dzisiaj jest mi ich szkoda,
chciałbym, żeby znów grali w LE, naprawdę,
bardzo. Lubię Fulham, to rzeczywiście dziwna
drużyna, pozdrawiam autora artykułu, który
zaskakuje mnie swoją wiedzą na temat PL, o której
też wiem baaaardzo dużo, fajnie poczytać wypociny
kogoś, kto wie o czym pisze :)

Odpowiedz
~Pitcha (gość) - 10 lat temu

Ale ty jesteś głupi, dzieciaku... Dwa razy autor
wymienił nazwisko tego piłkarza i dwa razy z tą
samą literówką? Każdy wie, jak się to pisze,
hahaha, zabawny jesteś, pierwszy raz pewnie
słyszysz o takim piłkarzu. To prawda, że
sprawdziłem na wikipedii, bo mi coś nie pasowało,
bo jak ostatnio mecz Fulham oglądałem, to czytali
Kacaniklić... A teksty typu "ogarnij majty" to chyba
powiedzenia z tej podstawówki dla ułomnych do
której chodzisz. Tekst ok, ale można sprawdzać
nazwiska piłkarzy, jak się nie jest pewnym.

Odpowiedz
~pesus (gość) - 10 lat temu

gdzie indziej napisałem o tym że znalazłem laske i
że już mi staje na 12cm a teraz chce wam
powiedzieć że jak robiliśmy sex to było tak ostro
że rozwaliłem lampe! robiliśmy na golasa i jej
się tak trząsły cyce a potem poszliśmy razem pod
przysznic i jej myłem c.i.p.k.e a ona mi penisa!
odpowiedcie co myślicie.

Odpowiedz
~pytacz (gość) - 10 lat temu

Co ci staje na 12 cm?

Odpowiedz
~xxx (gość) - 10 lat temu

staje to mu chyba matka z grobu

Odpowiedz
~misia xD (gość) - 10 lat temu

42921051

Odpowiedz
~pesus (gość) - 10 lat temu

fiut mi staje na 12 cm ale już mi staje na 13 cm!!!
Proosze was o rady ponieważ wczoraj spotkałem
za.j.e.b.i.s.t.a laske i mam dylemat. Tak jak
pisałem wcześniej klaudia ( bo tak się nazywa
moja laska) ma z.a.j.e.b.i.s.t.a c.i.p.k.e i cyce
bardzo duże jednak ta laska ( ta którą wczoraj
spotkałem) jest lepsza w łóżku ( wczoraj z nią
robiłem sex) i tak z.a.j.e.b.iś.c.i.e obciąga .
Więc prosze napiszcie , którą lepiej wybrać a
może spróbować z oby dwoma? Proszę o rady.

Odpowiedz
~DeMo (gość) - 10 lat temu

Najlepsza rada: skorzystaj z pomocy psychologa albo
psychiatry.

Odpowiedz
~idiota (gość) - 10 lat temu

nasikaj sobie do buzi :D

Odpowiedz
~do Szejk (gość) - 10 lat temu

fhulam słabe jest

Odpowiedz
~Pika (gość) - 10 lat temu

Stanął mi na 5cm panowie!

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze