Mikołaj Biegański: W piłce nauczono mnie, że każdy skutek ma swoją przyczynę (WYWIAD)


Młody golkiper Skry Częstochowa opowiada o grze w seniorskiej piłce, swojej pasji, czyli muzyce, oraz planach na przyszłość

15 stycznia 2021 Mikołaj Biegański: W piłce nauczono mnie, że każdy skutek ma swoją przyczynę (WYWIAD)
Mikołaj Biegański

Jeszcze nie skończył 19 lat, a już strzeże pewnie bramki drugoligowej Skry Częstochowa. Widząc jego potencjał, można śmiało powiedzieć, że na tym nie poprzestanie. On sam głośno o tym nie mówi, raczej woli skupiać się na wykonywanej pracy. Tak chłodna głowa w młodym wieku rzadko się zdarza. Czy myśli w ogóle o wyjeździe z Częstochowy? Na kim się wzoruje? Czy pod Jasną Górą da się przemknąć obok fanów Skry w koszulce Rakowa? Te i wiele innych wątków zostały poruszone w rozmowie z Mikołajem Biegańskim. Zapraszamy!


Udostępnij na Udostępnij na

Nie od dziś wiadomo, że Polska stoi bramkarzami. Jeśli chodzi o wszystkie pozycje na boisku, to właśnie golkiperów mieliśmy i mamy najlepszych. Jest pewna powtarzalność. Wczoraj? Jerzy Dudek, Tomasz Kuszczak. Dziś? Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański. Jutro? Marcin Bułka, Mikołaj Biegański czy kilku innych młodych, perspektywicznych. Być może to oni za kilka lat będą rywalizować ze sobą o bluzę z numerem „1” w pierwszej reprezentacji.

Słowem wstępu, jak zdrowie? W obecnych realiach różnie z nim bywa.

Bardzo dobrze, dziękuję. Wszyscy w domu jesteśmy zdrowi.

Nie ma co ukrywać, że jesteś ważną postacią w swojej drużynie. Twoja absencja na pewno nie byłaby pożądana. Zagrałeś jesienią praktycznie we wszystkich spotkaniach Skry. Spodziewałeś się takiego obrotu spraw?

Tak, ale zwrot „spodziewałem” zamieniłbym na „zapracowałem”.

Zachowałeś też osiem razy czyste konto. To naprawdę dobry wynik. Tym bardziej że masz jeszcze 18 lat, a grasz w wymagającej 2. lidze.

Na to złożyło się kilka czynników. Dobra gra całego zespołu, a w szczególności formacji obronnej. Ja też miałem w tym wyniku swój udział. Mam tego świadomość i nie chcę próbować być na siłę skromny. Nabierałem doświadczenia 2-ligowego przez dwa lata i w tym sezonie po prostu ono procentuje tak, jak bym chciał. W piłce nauczono mnie, że każdy skutek ma swoją przyczynę.

Nie miałeś zbyt wiele doświadczenia w seniorskiej piłce, a wydaje się, że bronisz bez kompleksów. Czy byłaby to 4. liga, 2. liga, czy ekstraklasa. Po prostu robisz swoje.

Doświadczenie seniorskie zdobywam od 13. roku życia, kiedy wszedłem do szatni pierwszej drużyny Skry. W wieku 18 lat mam 50 pełnych meczów na poziomie centralnym. Nie wiem, czy ktokolwiek z mojego rocznika w Polsce zrobił taki wynik. Więc zgadza się, robię swoje, ale uważam, że to doświadczenie jak na mój wiek jest dość spore. Cieszę się, że jednak zdecydowałem się zostać w kraju, zamiast skorzystać z zagranicznych ofert, bo dla mojego rozwoju seniorskie ogranie ma o wiele większą wartość niż pobyt w prestiżowej angielskiej czy włoskiej akademii.

Wzorujesz się na którymś z bramkarzy? Bardziej zagranica czy Polacy? Jest w czym wybierać (śmiech).

Nie, nie wzoruję się na nikim. Nie myślę sobie „od tego chciałbym to, a od tamtego tamto”, tylko koncentruję się na najbliższym treningu i najbliższym meczu.

Wybiegnijmy trochę do przodu. Masz jakiś wymarzony kierunek, powiedzmy, zagraniczny? Jakaś liga, zespół, w których zawsze chciałeś zagrać?

Nie wybiegam do przodu. Tak postanowiłem przed tym sezonem. Liczy się runda wiosenna w Skrze. Poprzeczka dla drużyny wisi całkiem wysoko, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wiosna była jeszcze lepsza niż jesień.

W końcu nadejdzie pewnie moment, gdy trzeba będzie spakować walizki i opuścić Częstochowę. Na tym też polega rozwój. Gdyby teraz przyszła oferta z innego klubu, rozważyłbyś ją czy bez wahania odrzucił?

Wiosną będę grał w Skrze, a co później – zobaczymy.

Powiedz, jak w Częstochowie wygląda sytuacja kibicowska? Są tu przecież przedstawiciele różnych drużyn, jak Raków i Skra, oraz nawet odmiennych dyscyplin. Bywają zgrzyty czy raczej nie wchodzą sobie w drogę? 

Nie, pod tym względem jest spokojnie. Nie da się ukryć, że Raków jest klubem wiodącym i ma więcej kibiców, ale my również mamy swoich wiernych fanów, jak i swoje cele i ambicje. Gorzej, gdy sympatycy Rakowa spotkają się z fanami Włókniarza. Nie rozumiem tego zupełnie, bo to przecież dwie różne dyscypliny. Niech wiedzie się jak najlepiej jednym i drugim.

No, bo nie ma co ukrywać, że pod Jasną Górą obecnie, jeśli chodzi o piłkę nożną, dominuje Raków, w którym Ty też wcześniej występowałeś. Dla Ciebie, personalnie, dużym zaskoczeniem są wyniki drużyny trenera Papszuna? W końcu biją się o mistrzostwo, a nie mają nawet własnego stadionu.

Nie jestem zdziwiony dyspozycją Rakowa w lidze, jak pewnie większość ludzi, którzy od dłuższego czasu obserwują, jak rośnie ten klub. Szkoda tylko, że takie wyniki osiągają w Bełchatowie, a nie w domu. Oby niedługo się to zmieniło.

Skra obecnie zajmuje 5. lokatę w 2. lidze, ale sporo spotkań jeszcze do rozegrania. Stawiacie sobie jako cel walkę o awans, a przynajmniej włączenie się w nią?

Za wynik po pierwszej połowie meczu punktów się nie przyznaje, dlatego w ogóle nie ma sensu zastanawiać się w połowie sezonu, na co nas stać za pół roku. Trenujmy, walczmy, grajmy coraz lepiej piłką.

Mikołaj Biegański

Znając to wszystko od podszewki, aspiracje klubu itp., myślisz, że 2. liga  obecnie jest dobrym miejscem dla Skry? Widzisz ją na przykład za kilka lat na stałe w ekstraklasie czy 1. lidze?

Każdy klub chce się rozwijać, Skra też. Wiem, że tworząc rozsądny projekt sportowy, przy wykorzystaniu pieniędzy z PJS, ten klub jest w stanie zapewnić sobie trwałe funkcjonowanie na odpowiednim poziomie. Mimo młodego wieku lubię obserwować, jak tworzą się drużyny, co się sprawdza, a co nie.

Przeglądając Twojego Instagrama, zauważyłam, że lubisz rap. To Twój sposób na motywację i zebranie myśli przed spotkaniami czy po prostu zajawka?

Po prostu kocham muzykę.

Słuchanie Sariusa jest obowiązkiem każdego częstochowianina? (śmiech) Czy po prostu lubisz jego muzykę?

Nie obowiązkiem. Według mnie jest wielkim artystą.

Czyli śmiało możesz powiedzieć, że „było warto się tu rodzić, chodzić ulicami Częstochowy”? (śmiech)

Brakłoby czasu, żeby wypisać wszystkie wersy, z którymi się utożsamiam.

Wróćmy na chwilę na boisko. Jesteś również młodzieżowym reprezentantem kraju. Gra z orzełkiem na piersi musi być spełnieniem marzeń małego Mikołaja.

Bycie „jedynką” w pierwszej reprezentacji będzie spełnieniem marzeń małego i dużego Mikołaja. Kadry młodzieżowe to chwilowe wyróżnienie, które niczego nie gwarantuje.

Odkąd zacząłeś treningi, pewnie jako mały chłopiec, realnie myślałeś o tym, że zostaniesz piłkarzem? Że piłka będzie Twoim sposobem na życie, źródłem zarobku? Czy bardziej była to okazja do pogrania z kolegami?

Na pewno nie myślałem w wieku czterech lat na taką skalę. Myślę, że mało kto w takim wieku jest na tyle świadomy, że wie, co chce robić w życiu. Najbardziej cieszę się z tego, że moje życie jest dla mnie przyjemnością. Nie zawsze jest kolorowo, ale rozglądając się dookoła, nie mogę nie docenić, jak dobrze jest robić to, co się lubi, no i jeśli przy okazji robi się to nie najgorzej.

W którym momencie pomyślałeś: „OK, może coś z tego będzie”? Piłka to przecież mnóstwo wyrzeczeń, których nie widać. Każdy potem tylko ocenia, czy osiągnąłeś sukces czy nie. Nie wiedzą, ile trudu i poświęceń za tym stoi.

Naprawdę nie wiem, kiedy tak pomyślałem. Albo czy w ogóle pomyślałem? Na pewno teraz częściej myślę o wielkich rzeczach. Łatwiej mi je dzisiaj sobie unaocznić, bo na razie mi idzie. Ale kiedy było gorzej, też miałem wielką wiarę w siebie, że przyjdzie mój czas. Wiem, że teraz on nadchodzi. Że trzeba trzymać ciśnienie i ciągle rosnąć jako człowiek i bramkarz. Za tę codzienną, ciężką, ale przede wszystkim mądrą pracę. Czuję to. Widzę to w gwiazdach (śmiech).

Jeśli spotkamy się za, powiedzmy, 20 lat, będziesz już po karierze, to co chciałbyś osiągnąć, aby móc powiedzieć, że jesteś szczęśliwy i był to piękny rozdział, a właściwie to duża część Twojego życia?

Za 20 lat to ja jeszcze będę bronił… (śmiech).

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze

Leonardo Semplici – jaki to typ trenera?

Ogłoszony na początku tego tygodnia Leonardo Semplici dostaje szansę popracować z lepszym materiałem ludzkim niż ostatnio. Dla nas, Polaków, jest to o tyle istotne, że zostaje nowym szkoleniowcem Sebastiana Walukiewicza. Co to oznacza dla naszego zawodnika?