Marzenia kibiców Newcastle United o powrocie „The Magpies” na szczyt były i są skutecznie pacyfikowane przez właściciela klubu. Działalność Mike’a Ashleya od dawna nie idzie już w parze z oczekiwaniami sympatyków, lecz w ostatnich tygodniach jest tylko gorzej. Wąż w kieszeni biznesmena uruchomił lawinę, która z brutalną siłą uderza właśnie w klub znad rzeki Tyne. Mike Ashley się uratuje, Newcastle United niekoniecznie.
W futbolu funkcjonuje efekt magnesu. Jedna gwiazda przyciąga drugą. Klasowy piłkarz chce grać z innymi zawodnikami z najwyższej półki czy pracować z uznanym szkoleniowcem. Dlatego posiadając jedną wybitną (albo przynajmniej znaną) jednostkę, można znacznie łatwiej pozyskać drugą. Na efekcie magnesu korzystają kluby, a idealnym przykładem zjawiska przez lata (z małą przerwą) było Newcastle United.
Ponad dwie dekady temu zawodników do transferu na St. James’ Park przekonywała możliwość gry z Alanem Shearerem. Gdy gwiazda snajpera zaczęła gasnąć, uznanych piłkarzy do przeprowadzki do północno-wschodniej Anglii wabiła osoba Michaela Owena. Potem było długo, długo nic. Aż niespodziewanie nad rzeką Tyne złapali Pana Boga za nogi. Tak trzeba określić przekonanie Rafaela Beniteza do objęcia roli menedżera „The Magpies”.
Mike Ashley – jedyny, który nie pokochał Beniteza
Pozyskanie tak utytułowanego szkoleniowca przez walczące o utrzymanie Newcastle United było sensacją. Wydawało się, że też pierwszym, lecz milowym krokiem ku powrotowi do czołówki. Tym bardziej, że po spadku Hiszpan pozostał w północno-wschodniej Anglii i szybko przywrócił klub do Premier League. Kibice „The Magpies” pokochali Rafaela Beniteza. Chyba z wzajemnością. Kiedy pojawiły się spekulacje łączące szkoleniowca z powrotem do Liverpoolu, Internet zalała fala prób, petycji i błagań sympatyków Newcastle United by został na St. James’ Park. Sam Hiszpan jakby przesiąknął miastem, klubem i całą atmosferą wokół „The Magpies”. Stał się w jednym z Geordie, tak jak lata wcześniej w Liverpoolu został uznany Scouserem.
To na Hiszpanie miała być budowana nowa era na St. James’ Park. Era sukcesów. Osoba szkoleniowca stała się magnesem dla zawodników. Nawet chyba większym niż wcześniej wspomniani Alan Shearer czy Michael Owen. Rafael Benitez zespół zbudował z graczy (w angielskich warunkach) zakupionych za drobne. Z zawodników bez nazwisk, lecz pasujących do koncepcji. Dzięki temu Newcastle United dwukrotnie praktycznie wykręciło wynik ponad stan. Apetyty na St. James’ Park wzrosły jednak w miarę jedzenia. Jedynym, który nie czuł się głodny, był Mike Ashley.












