Dziś mecze rewanżowe 1/2 Ligi Europy. Obejrzymy w nich aż trzy drużyny portugalskie. Czy poziom portugalskiej Ligi Sagres zaczyna dorównywać najlepszym ligom Europy? Czy w finale Ligi Europejskiej obejrzymy dwie drużyny z Półwyspu Iberyjskiego? O dzisiejszych meczach, portugalskiej piłce i fantastycznym sezonie oprawcy Lecha Poznań rozmawialiśmy z byłym zawodnikiem FC Porto, Grzegorzem Mielcarskim.
Praktycznie całą Ligę Europy zdominowały portugalskie zespoły. Czy według Pana poziom tej ligi wreszcie dorównuje największym ligom świata?
Nie, absolutnie nie. Natomiast jest kilka zespołów dość stabilnych, jeśli chodzi o kadrę. Nawet nie mówię tutaj o tych czołowych drużynach, ale chociażby o Sportingu Lizbona, który zakończył zmagania w Lidze Europejskiej na 1/16. Trzy portugalskie zespoły dotarły aż do półfinału Ligi Europy, ale mimo wszystko nie możemy tego gloryfikować.

Liga portugalska zawsze była i będzie szóstą, siódmą ligą w Europie. Zespoły znają swoje miejsce w szyku. Jeśli chodzi o atrakcyjność ligi, oko się raduje, patrząc na niektórych piłkarzy. Ci zawodnicy, szczególnie mowa tutaj o graczach FC Porto, znajdują zatrudnienie w najlepszych ligach świata. Przykład? Ricardo Carvalho i Paulo Fereira, których pozyskała Chelsea, albo Maniche, mający za sobą grę w Anglii, Hiszpanii, Niemczech i we Włoszech. Również Cristiano Ronaldo czy Nani – ci zawodnicy stanowią o sile największych klubów świata.
Nie zmieni się to także po finale, w którym obejrzymy dwie portugalskie drużyny. One w przyszłym roku nie będą dominować w Lidze Mistrzów. Chociaż takie przykłady już były. FC Porto przecież sięgnęło po Champions League, a rok wcześniej triumfowało w Pucharze UEFA.
Czyli awans FC Porto do finału jest już przesądzony?
Oglądałem pierwszą połowę pierwszego meczu i… Villarreal powinno prowadzić dwoma lub trzema bramkami. Potem oddało inicjatywę i straciło pięć goli (śmiech). Ciężko wyrokować. Natomiast uważam, że Villarreal jest w stanie wygrać z Porto u siebie. To nie będzie tak, że Portugalczycy przyjadą z dużą zaliczką bramkową i będą się bawić w meczu na stadionie przeciwnika. Wygrają, ale nie wiadomo, w jakim stosunku bramkowym. Współczesny futbol charakteryzuje się tym, że ciężko strzelić jakiemukolwiek rywalowi pięć bramek. Nawet, jeśli przeciwko Hiszpanom wybiegłaby drużyna z niższych lig. Awans jest już przesądzony.
W drugim meczu Benfica będzie się mierzyć z Bragą. Sporting w poprzednim spotkaniu przegrał 1:2, ale niektórzy twierdzą, że jest to dla niego dobry wynik.












