Powracający na stadion kibice byli w Legnicy świadkami niezwykle emocjonującego meczu, który okazał się szczęśliwy dla wicelidera Fortuna 1. Ligi. GKS Tychy wygrał czwarty mecz z rzędu, który znacznie przybliżył ich do wymarzonej ekstraklasy. Miedź natomiast skomplikowała sobie sytuację. Po fali wznoszącej nastąpiło brutalne przebudzenie. Gra podopiecznych Jarosława Skrobacza może jednak dawać nadzieję.
Przed Miedzią jeszcze pięć spotkań. Wiele może więc się wydarzyć, zwłaszcza patrząc na słabą dyspozycję Górnika Łęczna oraz ŁKS-u.
Miedź Legnica – przeciętny początek, nagły zryw
W naszym Skarbie kibica przypuszczaliśmy, że jeśli legniczanie podtrzymają dobrą passę z końcówki rundy jesiennej, mogą realnie włączyć się nawet o bezpośredni awans. Tak się jednak nie stało – zaledwie jedno zwycięstwo nad ostatnim w tabeli GKS-em Bełchatów w siedmiu meczach mocno skomplikowało sprawę. Małym przełomem okazało się jednakże starcie z Górnikiem Łęczna. Podopieczni Jarosława Skrobacza pokonali rewelację Fortuna 1. Ligi 1:0 po bramce Michała Bednarskiego.
Od tego momentu w Miedzi coś przeskoczyło. Remis z Widzewem w Łodzi, zwycięstwo w Jastrzębiu i – przede wszystkim – przekonujące pokonanie lidera Bruk-Bet Termaliki w Niecieczy. Legniczanie wykorzystali ostatnią szansę, aby jeszcze wskoczyć do pociągu o nazwie „baraże”. Starcie z GKS-em Tychy było więc niezwykle istotne. Wygrana pozwalałaby przybliżyć się do miejsca barażowego na dwa punkty straty.
Problemy Miedzi wiosną
Najpoważniejszym kłopotem w układance trenera Skrobacza nieoczekiwanie stał się jej kluczowy element jesienią. Kamil Zapolnik, bo o nim mowa, przed przerwą zimową strzelił aż 11 bramek, co pozwoliło mu zostać wiceliderem w klasyfikacji strzelców. Wiosną jednakże zawodzi na całej linii – ostatni raz wpisał się na listę strzelców 4 grudnia w spotkaniu ze Stomilem Olsztyn. Od tego momentu minęło już jednakże aż 12 kolejek. Czarę goryczy przelał mecz derbowy z Chrobrym w Głogowie, w którym Zapolnik nie wykorzystał rzutu karnego na wagę zwycięstwa. Chociaż trener „Miedzianki” miał do niego dużo cierpliwości, to wspomniany mecz z Górnikiem Łęczna przesiedział na ławce rezerwowych. W Jastrzębiu wyszedł ponownie od pierwszej minuty, lecz nadal nie przypominał siebie z jesieni.
Niemoc Zapolnika idealnie wykorzystał jego konkurent w ataku, Michał Bednarski. Król strzelców poprzedniego sezonu II ligi przez długi czas leczył uraz. W wrześniu przeszedł zabieg wyczyszczenia stawu kolanowego. Starcie z tyszanami było jego dwunastym występem w barwach Miedzi. Ostatnie tygodnie są natomiast dla niego niezwykle udane. Wspomniana bramka dająca zwycięstwo nad Górnikiem, wykorzystanie sytuacji sam na sam w spotkaniu z Bruk-Betem Termalicą oraz główka dająca chwilowy remis z GKS-em Tychy. Ostatecznie legniczanie nie urwali punktów wiceliderowi, lecz bramki Bednarskiego w decydującej części rozgrywek ważą niezwykle dużo.










