Miedź Legnica chyba zna już swój los


Zdaje się, że beznadziejny mecz w Gdańsku rozwiał już wszelkie wątpliwości. Tylko cud sprawi, że Miedź Legnica pozostanie w ekstraklasie

12 marca 2023 Miedź Legnica chyba zna już swój los
Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Dobra końcówka jesieni dawała nadzieję, że beniaminek nawiąże walkę z resztą ligowej stawki i nie będzie outsiderem ligi. Pierwsze wiosenne mecze chyba jednak rozwiały te pozytywne myśli. W kluczowych dla losów ligowego bytu spotkaniach Miedź nie potrafiła wygrać. Ba, w Gdańsku doszło do deklasacji i katastrofy. Szeroko krytykowana Lechia Gdańsk rozbiła legniczan, nie pozostawiając żadnych złudzeń. Na chwilę obecną w zasadzie już nic nie wskazuje na to, że Miedź Legnica utrzyma się w PKO BP Ekstraklasie.


Udostępnij na Udostępnij na

Miedziance tak ułożył się terminarz, że obecne kolejki są dla niej kluczowe. Wisła Płock, Zagłębie Lubin, Jagiellonia Białystok, Lechia Gdańsk, Piast Gliwice i Korona Kielce. Sześciu przeciwników, wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zamieszani w walkę o przetrwanie w ekstraklasie. Wszystko więc było (i teoretycznie nadal jest) w rękach i nogach zawodników Miedzi. I o ile z Wisłą Płock udało im się wygrać, o tyle pozostałe spotkania to spore rozczarowanie, a mecz w Gdańsku przelał czarę goryczy.

Miedź ma problem w bramce…

Sytuacja, która tak naprawdę nie miała miejsca jeszcze miesiąc temu, czyli problem w bramce Miedzi. Fatalna dyspozycja bramkarzy spowodowała spadek legniczan z ekstraklasy w sezonie 2018/2019, w obecnie trwającej kampanii ten temat, dość nieoczekiwanie, także się przewija.

A czemu jeszcze miesiąc temu wszystko było w porządku? Ponieważ w bramce wówczas stał Mateusz Abramowicz. Ulubieniec kibiców, który już w Fortuna 1. Lidze pokazał, że jest solidnym golkiperem. W październiku wygryzł ze składu słabo spisującego się Pawła Lenarcika i znacznie zwiększył spokój w tyłach Miedzi.

W przerwie zimowej jednak został sprowadzony Stefanos Kapino, czyli kolejny zawodnik z niezłą przeszłością. Występy w Olympiakosie czy Arminii Bielefeld mogły sugerować, że na Dolny Śląsk zawitał bardzo solidny bramkarz. Wykorzystał on błąd Abramowicza w meczu z Wartą Poznań i w kolejnym spotkaniu to właśnie Kapino stał się bramkarzem numer jeden.

Grek jednak zdaje się być idealnym odzwierciedleniem przedsezonowych ruchów transferowych Miedzi. Dobre CV i w sumie to tyle. Odkąd Kapino zastąpił Abramowicza, w defensywie Miedzi ponownie zapanował chaos, a swoimi występami dziewięciokrotny reprezentant Grecji pokazuje, że nie jest pewnym punktem beniaminka. Chociaż w swoim debiucie z Wisłą Płock zaprezentował się całkiem nieźle, to i tak bywał „elektryczny”. Wymowne są także słowa Huberta Matyni w przerwie meczu z Jagiellonią Białystok, które odbiły się szerokim echem. – Na pewno nie oglądał poprzedniego meczu z Jagiellonią. Wydaje mi się, że mógł się rzucić, a on stanął. Szkoda. Mamy bardzo dobrych bramkarzy Polaków jak Abramowicz czy Lenarcik i myślę, że więcej by w tej sytuacji zrobili – powiedział na antenie Canal+ wahadłowy beniaminka.

– Miedź ma duży problem mentalny. Niefortunne wypowiedzi Huberta Matynii, o których mówimy w ostatnim odcinku Niskiego Pressingu, tylko to potwierdzają. Miedzi potrzebny jest wstrząs. Niestety mecz w Gdańsku potwierdził, że kryzys w legnickiej drużynie jest poważny. Margines błędu się wyczerpał. I choć matematyczne szanse na utrzymanie nadal są, w Legnicy mało kto wierzy w utrzymanie – wyjaśnia specjalnie dla nas Maciej Matwiej, legnicki dziennikarz i współprowadzący programu „Niski Pressing”.

… a także w ataku

Gdy beniaminek był jeszcze prowadzony przez Wojciecha Łobodzińskiego, tracił dużo bramek, ale coś prawie zawsze wpadało. Wiosną z kolei Miedź uporządkowała defensywę, lecz formacja ofensywna ewidentnie się zacięła.

Najbardziej jest to widoczne na przykładzie Ángelo Henríqueza. Reprezentant Chile strzelił po przerwie zimowej tylko jedną bramkę – z rzutu karnego w meczu z Wisłą Płock (a i tak miał on szczęście, że „jedenastka” została powtórzona, ponieważ za pierwszym razem Krzysztof Kamiński obronił jego strzał). W meczu z Jagiellonią Henríquez wylądował na ławce rezerwowych, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia. 

– Główną bolączką Miedzi w rundzie rewanżowej jest brak skuteczności. Do meczu z Lechią traciliśmy naprawdę mało goli, niestety mało strzelaliśmy. Angelo Henriquez zagubił swoje walory i nie potrafi się przełamać nawet przy rzutach karnych. To również wypadkowa słabszej postawy linii pomocy, która nie dostarcza podań najlepszemu strzelcowi „Miedzianki” – tłumaczy Matwiej.

Słabiej prezentuje się także Luciano Narsingh, który sprowadzony został do Legnicy z myślą o tym, że stanie się on liderem formacji ofensywnej. Ma on jednak na swoim koncie jedynie pięć bramek i jedną asystę, a w ostatnich spotkaniach często jest niewidoczny.

Wyniki pozostałych drużyn nie pomagają

Jak na złość dla Miedzi pozostali rywale prezentują wyższą formę niż jesienią. Mowa chociażby o Zagłębiu Lubin, które pod wodzą Waldemara Fornalika wygląda i punktuje znacznie lepiej. Korona Kielce jest jednak jeszcze większym zaskoczeniem. Trzy zwycięstwa wiosną pozwoliły podopiecznym Kamila Kuzery opuścić miejsce spadkowe pierwszy raz od 13. kolejki i połowy października. Gdyby brać pod uwagę jedynie pięć ostatnich kolejek, Korona zajmowałaby trzecie miejsce. Ostatnia forma kielczan robi wrażenie.

Wiele wskazuje też na to, że pod wodzą Aleksandara Vukovicia z kryzysu wyszedł także Piast Gliwice. Pozwalają tak myśleć zwycięstwa z Zagłębiem, Cracovią oraz Stalą Mielec. Wszystko jest jednak wciąż „na styku” i o tym, czy dana drużyna znajduje się po serii gier w strefie spadkowej, decydują pojedyncze punkty.

– Na ocenę pracy trenera Mokrego przyjdzie czas po sezonie. Na dziś nie chciałbym oceniać ewentualnych błędów szkoleniowca. Nadal jesteśmy w grze. Do wywalczenia jest w końcu 30 punktów. Wypominanie trenerowi błędów w decydującym o utrzymaniu momencie byłoby mało eleganckie – wyjaśnia Matwiej.

W zasadzie każdy z dołu tabeli częściej lub rzadziej, ale punktuje. Oprócz Miedzi. Tylko cztery zwycięstwa w lidze nie mogą napawać optymizmem, a beznadziejna gra na wyjazdach tylko pogłębia złą sytuację w tabeli.

Czy da się to jeszcze uratować?

– Zakończyć chciałbym nawiązaniem do tytułu ostatniego odcinka naszego programy, „W trampkach do opery – Miedź pomyliła bankiety”. Miedzianka nie wyciągnęła wniosków z błędów po pierwszej i historycznej przygodzie w ekstraklasie. Z przykrością to mówię, ale nie pasuje do elity krajowego futbolu. Pomyliła bankiety… – kończy nasz rozmówca.

Szumnie przeprowadzane transfery zamiast asem wyciągniętym z rękawa, stały się koniem trojańskim legnickiej drużyny. Zagraniczny miszmasz nie wygląda jak drużyna, która skoczyłaby w ogień za ten klub. Czy zrobiliby to polscy zawodnicy? Cóż, trudno stwierdzić, skoro jest ich tak niewielu…

Komentarze
Mùm (gość) - 1 rok temu

Pan Dadełło musi wyciągnąć wnioski z tej demolki Miedzi. Zespół był na prostej drodze do sukcesu. Niestety kompromitująca niekompetencja decydentów klubowych zahamowała rozwój przyzwoitej, dobrze zapowiadającej się drużyny. W ekipie niezbędna jest rewolucja kadrowa na wielu płaszczyznach oraz wzmocnienie finansowania klubu. Pan Dadełło sam tego nie udźwignie.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze