Zjawisko przykre i okrutne, któremu kres powinno położyć się lata temu. Jest żywe, niestety ma się dobrze. Segregacja według koloru skóry nadal istnieje.
„Vinícius eres mono” (tłum. „Vinícius, jesteś małpą”) – śpiewali hucznie i z rozmachem kibice Atletico Madryt w 2022 roku. Stanęli pod stadionem, tuż przed derbami stolicy Hiszpanii. Nie były to pojedyncze osoby, grupka kibicowskich ekstremistów lub garstka gamoni. Setki. Dumnie wykrzykujące tę samą formułkę.
Takie incydenty powtarzały się regularnie. Na Estadio Mestalla – w Valencii – wywrzaskiwane były identyczne obelgi i ten sam zestaw trzech słów, co w Madrycie. Posunęli się jednak o krok dalej – zaczęli imitować zachowania i odgłosy małp. I podobne sytuacje miały miejsce z udziałem kibiców Mallorki i Realu Valladolid. W obu przypadkach skończyło się na wyrokach.
Tam, gdzie kopanie świńskiego pęcherza jest kultywowane na wszelakie sposoby. W miejscu, które dla futbolu stanowi niemal świątynię i kolebkę grania porywającego oraz innowacyjnego (to tam swoją myśl szkoleniową rozwijali Pep Guardiola czy Johan Cruyff). Gdzie grało i czarowało wielu ciemnoskórych magów w piłkarskiej historii starożytnej (Ronaldinho, Rivaldo) i nowożytnej (Lamine Yamal, tudzież Vinicius Junior). Świadomość do części nadal nie dotarła.
Michael Ameyaw i Afimico Pululu jako ofiary rasizmu
Polscy patokibice mają w propagowaniu postaw rasistowskich swoje niechlubne miejsce. Rok temu miały miejsce ataki na Afimico Pululu, czarnoskórego superstrzelca Jagiellonii Białystok. Sytuacje bliźniaczo podobne do tych, z którymi niegdyś mierzył się Vinicius – buczenie i naśladowanie małpich odgłosów. Zdarzało się to już wcześniej. Rasistowskie obelgi Pululu słyszał w poprzednio rozegranych meczach z Legią Warszawa i Widzewem Łódź. Wybuchła afera, wypłynęły komunikaty i przeprosiny za zachowanie kibiców ze strony klubu, a kilkudziesięciotysięczne kary w złotówkach zostały nałożone – co dla klubu ekstraklasowego i pucharowego jest wydatkiem znikomym. Długofalowych działań brak.
Dyskusja rozbrzmiała na nowo. Bowiem częstochowscy kibole przy wyczytywaniu nazwisk regularnie się nie przemęczają. Selektywnie wybierają te, które są godne wymienienia. Pomijają lub pomijali między innymi Johna Yeboaha, Ericka Otieno, Ibrahimę Secka czy Michaela Ameyawa. Każdy, kto na polską ekstraklasę choćby sporadycznie spogląda jednym okiem, jest w stanie się domyślić, jaka obowiązuje tu reguła. Zbiegu okoliczności nie ma. Na tzw. „młynie” panuje zwyczaj, że „czarnoskórych zawodników przed meczem się nie wyczytuje”. Są „sceptycznie nastawieni” do ich koloru skóry. Opowiadał o tym sam Ameyaw w wywiadzie u Tomasza Ćwiąkały.
Wśród kiboli w Rakowie jest taki niechlubny zwyczaj, że czarnoskórych zawodników przed meczem się nie wyczytuje. Cały stadion poza nimi normalnie skanduje nazwiska. Żeby tutaj też wszystkich nie wrzucać do jednego wora – była również taka fajna sytuacja związana z tym, że osoba pracująca, nie mogę powiedzieć gdzie, a dokładniej jeden z tych kiboli Rakowa, miał styczność z moją narzeczoną. Napisał jej SMS-a, żebym się nie przejmował, że to jest jedynie grupka ludzi na tym „młynie”, która jest do mnie sceptycznie nastawiona ze względu na kolor skóry. Dlatego nie wyczytują mojego nazwiska.











