Objęcie posady menedżera Tottenhamu Hotspur przez Mauricio Pochettino okazało się dla „Spurs” olbrzymim skokiem jakościowym. Zespół z północnego Londynu na dobre zagościli w czołówce Premier League, budując także solidną pozycję w Europie. Mimo olbrzymiego progresu przez lata podopiecznym Argentyńczyka nie udało się sięgnąć po trofea. Brak sukcesów negatywnie podziałał na relację menedżera z właścicielem klubu. Rozwód wisi w powietrzu, a separacja jest widoczna gołym okiem. Nieoczekiwanie w pierwszej połowie poprzedniego sezonu skazywany na pożarcie przez brak transferów Tottenham Hotspur realnie walczył o mistrzostwo Anglii. Klub, który przed rozpoczęciem kampanii zszokował brakiem jakichkolwiek wzmocnień, od Liverpoolu i Manchesteru City dzielił dystans zaledwie paru punktów. Podopieczni Mauricio Pochettino prezentowali futbol ładny dla oka i skuteczny. Tym samym, broniąc deklaracji argentyńskiego menedżera, że brak transferów był wspólną i słuszną decyzją. Mimo że w grudniu szansa na tytuł wydawała się jak najbardziej realna, to Mauricio Pochettino tonował optymistyczne nastroje.
–Nadal uważam, że Liverpool i Manchester City są prawdziwymi pretendentami [do tytułu] i faworytami. Dopiero potem jesteśmy my, Chelsea, Arsenal, Manchester United. Wciąż jestem daleki od stwierdzenia, że jesteśmy prawdziwymi pretendentami. W futbolu chodzi oczywiście o konsekwencje. Jeśli będziemy grać tak jak graliśmy dziś wieczorem, myślę że tak, może będziemy walczyć o tytuł do końca kwietnia, ale to i tak długo – powiedział pod koniec grudnia po wygranym meczu z Evertonem w rozmowie z BBC Mauricio Pochettino.
Mauricio Pochettino nadrabia(ł) miną
W dalszej części sezonu Tottenham Hotspur nie prezentował jednak równie wysokiej dyspozycji, co w meczu z „The Toffees”. Do zakończenia pościgu za Liverpoolem i Manchesterem City doszło znacznie wcześniej niż przewidywał argentyński menedżer. Na przełomie stycznia i lutego po serii czterech zwycięstw zespół Mauricio Pochettino ewidentnie zaczął odczuwać kadrowe problemy. Brak jakościowych zmienników i zmęczenie walką na dwóch frontach, w Premier League i w Lidze Mistrzów, zaowocowały potężnym kryzysem. Seria niezadowalających rezultatów w angielskiej ekstraklasie sprawiła, że zamiast toczyć batalię o tytuł, „Spurs” zaczęli obawiać się o miejsce w czołowej czwórce tabeli.

Wypowiedzi argentyńskiego menedżera broniące decyzji o braku letnich wzmocnień okazały się ostatecznie robieniem dobrej miny do złej gry. Ubarwianiem rzeczywistości, która dla Tottenhamu Hotspur okazała się bardzo szara. W decydującym momencie ligowej kampanii „Spurs” zabrakło dwóch, trzech nowych klasowych zawodników. Graczy, którzy być może przeważyliby o sukcesie Tottenhamu Hotspur w walce o trofea, a na pewno pomogli. Zamiast nowych piłkarzy o wielkiej jakości Mauricio Pochettino był zmuszony do stawiania na zdolną młodzież. Łatanie braków w zespole nastolatkami początkowo przynosiło nadspodziewanie pozytywne efekty, lecz tylko na krótką metę. Mimo że argentyński menedżer publicznie nie narzekał na stan posiadania, to w porównaniu do Pepa Guardioli czy Jürgena Kloppa dysponował znacznie słabszą i mniej doświadczoną kadrą, co brutalnie zweryfikowała angielska ekstraklasa.











