Lech Poznań bardzo dobrze wszedł w nowy sezon. „Kolejorz” w PKO BP Ekstraklasie jest niepokonany. Ma na swoim koncie pierwsze trofeum oraz oprócz blamażu z Aarhus również bardzo dobrze się prezentuje w Europie. Ta forma jest spowodowana w dużej mierze nową jakością jaka przyszła latem do „Kolejorza”. Terry Yegbe oraz Allahyar Sayyadmanesh lśnią. Na ocenę Gustava Berggrena jeszcze jest za wcześnie, jednak kibiców może niepokoić forma jednego nowego nabytku. Mateusz Lis jak na razie notuje słodko-gorzki powrót do ojczyzny.
Kiedy Mateusz Lis latem zamieniał tureckie Göztepe na mistrza Polski, wszystko praktycznie się zgadzało. Polak miał za sobą najlepszy sezon w karierze. Golkiper został wybrany na najlepszego bramkarza minionego sezonu w Turcji. Do tego mógł się popisać zdumiewającą statystyką czystych kont. W 34 spotkaniach aż 16 razy Polak nie wyciągał piłki z siatki. Na 2. miejscu w tym rankingu znalazł się Muhammed Sengezer z Basaksehiru (12 czystych kont).
W stolicy Wielkopolski było wiadomo już od końca zeszłego sezonu, że Bartosz Mrozek będzie chciał wyjechać na Zachód. Tak się też ostatnio stało. Za 1,5 mln euro Polak przeniósł się do włoskiego Udinese. Mrozek był jednym z niekwestionowanych bohaterów zeszłego, mistrzowskiego sezonu Lecha, jednak miał on swoje minusy. Na linii wyglądał bardzo dobrze, aczkolwiek gra nogami i na przedpolu nie wyglądała najlepiej.
Dlatego tym bardziej wydawało się, że Lis będzie nie tylko zastępstwem Bartosza Mrozka, lecz także wzmocni obsadę bramki. Mateusz zdecydowanie lepiej czuje się na przedpolu i kiedy ma piłkę przy nodze, a na linii również jest pewny. Do tego wszystkiego dochodziła bardzo niska kwota transferu, wynosząca około 900 tysięcy euro oraz bardzo szybkie przyklepanie transakcji. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało znakomicie. Transfer, który wydawał się idealny, jest jak na razie przeciętny.
Oczekiwania były większe
Wszystkie te aspekty, o których napisaliśmy powyżej, sprawiały, że oczekiwania wobec Polaka były duże. Nie miał to być tylko zastępca Mrozka, ale wzmocnienie. Tak jednak jak na razie się nie dzieje. Lis popełnia za dużo błędów. Oczywiście w Turcji grał w innym systemie, zdecydowanie bardziej defensywnym. Nie miał tam za zadanie wychodzić daleko za własne pole karne po zagrane za linię obrony podania. Mimo to to właśnie pod tym aspektem wygląda w Poznaniu najlepiej. Oprócz jednego incydentu podczas inauguracji sezonu z Cracovią Polak dobrze się w tej roli spisuje.










