Mistrzostwa świata wchodzą w decydującą fazę i powoli zbliżając się ku końcowi. Jednak, zanim zabrzmi ostatni gwizdek mundialu, na boiska wrócą piłkarze w Rosji, którzy dotychczas rozegrali 11 kolejek sezonu 2010. O mundial oraz wydarzenia w RPA, a także o ligę w największym kraju świata zapytaliśmy byłego zawodnika FK Moskwa, obecnie grającego w Górniku Zabrze, Mariusza Jopa.
Co dotychczas zrobiło na Panu największe wrażenie podczas odbywającego się w RPA mundialu?
Wrażenie zawsze robi na mnie gra Argentyny i Hiszpanii. Widać, że to drużyny, które będą walczyły o mistrzostwo świata. Na pewno takie miłe zaskoczenie to gra Japonii. Kamerun też rozegrał bardzo ładne spotkanie z Danią. To był otwarty futbol. Jednak dobre wrażenie robi przede wszystkim Argentyna. Dla mnie jest ona faworytem tego turnieju.
Bardzo niechlubnie z mistrzostwami pożegnała się reprezentacja Francji. Co może być przyczyną takiego stanu rzeczy?

Trudno powiedzieć. Na pewno nie najlepiej działo się w środku tej drużyny. Były tam różne przepychanki wewnętrzne, nierozwiązane sprawy, jakieś niesnaski między trenerem a zawodnikami. Na pewno nie wpływa to dobrze na atmosferę i przekłada się również na wyniki. Poza tym wydaje mi się, że ta drużyna nie była przygotowana fizycznie i w tym elemencie ustępowała rywalom. Być może na tej linii wynikały nieporozumienia między trenerem od przygotowania fizycznego i kapitanem. Była to głośna sprawa. Na pewno szkoda, bo dużo drużyn europejskich odpadło, jak Francuzi i Włosi i inne ekipy, o których myśleliśmy, że zajdą dalej w tym turnieju.
Na mistrzostwach świata bardzo uwidacznia się przewaga drużyn z Ameryki Południowej. Oznacza to, że w finale zobaczymy dwie latynoskie drużyny czy jednak honor Europy zostanie obroniony?
Myślę, że to, o czym pan powiedział, to bardzo prawdopodobny scenariusz. Wydaje mi się, że tak może być, chociaż ja liczę na Hiszpanię, że będzie broniła honoru Starego Kontynentu.
Czy na turnieju dostrzegł Pan gracza, który może być łakomym kąskiem podczas zbliżającego się okna transferowego?
Myślę, że wielkie kluby swoje działania transferowe prowadzą i umowy z zawodnikami, z którymi chcą je podpisać, podpisują bądź są w trakcie negocjacji. Każdy taki zawodnik jest sprawdzony. Myślę, że tu nic odkrywczego dla tych największych tuzów nie ma, chociaż kilku zawodników z takich drużyn, jak Słowenia czy Słowacja – debiutant na mistrzostwach świata – może sobie otworzyć furtkę do podpisania umowy. Może nie z jednym z tych największych klubów, ale powiedzmy z jakimś ze średniaków europejskich.










