Marcus Rashford od zawsze uchodził za wielki talent. W ostatnim sezonie zaczęła natomiast niepokoić w jego kontekście jedna rzecz – stracił swój blask z poprzednich lat. Jego rozwój po świetnym wejściu do „Czerwonych Diabłów” zahamował. Do pewnego momentu wydawało się, że bezpowrotnie. Na szczęście nastały lepsze czasy dla wychowanka „Red Devils”. Dziś błyszczy formą i jest jednym z najważniejszych ogniw zespołu z Old Trafford.
Poprzedni sezon był dla omawianego w tym artykule piłkarza istną porażką. Marcus Rashford nie podołał w końcówce pracy Ole Gunnara Solskjaera. To samo można zresztą powiedzieć o tym krótkim wycinku czasu, w którym trenerem był Ralf Rangnick. Aby zrozumieć ówczesną skalę jego upadku, można choćby wspomnieć o tym, że jeszcze niedawno Manchester United, czyli klub, w którym się wychował i jakby na to nie patrzeć, zespół, który dużo mu zawdzięcza, chciał się go pozbyć. A przynajmniej rozważał oferowane za niego oferty. Ostatecznie jednak na żadną nie przystał, z czego dziś mogą się tylko cieszyć. Dobry jak dotąd sezon Manchesteru United to w dużej mierze zasługa 25-latka.
„Złote dziecko” Manchesteru United
Manchester United może jest znany z „psucia” piłkarzy. Ma taką łatkę za sprawą w ostatnim czasie licznych takich oto przypadków. Chodzi o zawodników dobrych, utalentowanych, którzy przychodząc do „Czerwonych Diabłów”, nagle drastycznie obniżają swój poziom. Jakieś skojarzenia? Jest ich wiele, daleko ich zresztą nie trzeba szukać. Choćby występujący aktualnie w Olympique Marsylia Alexis Sanchez, a także będący dziś w słabej kondycji fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej Jadon Sancho. Przypadek głównego bohatera artykułu jest jednak bardziej złożony.
Marcus Rashford to bowiem chłopak z akademii, ale nie taki zwykły – wyjątkowy. Mało kto przebija się w tak mocnym klubie, tak szybko debiutuje i również wreszcie tak błyskawicznie zaczyna zdobywać na tym najwyższym poziomie satysfakcjonujące liczby. I to nawet nie jak na jego wiek. Trzeba powiedzieć – jak na topowego piłkarza.
Droga Rashforda na sam szczyt wyglądała tak naprawdę bardzo łatwo. Bo jak inaczej nazwać niemal natychmiastowe wyróżnianie się w młodzieżowej Premier League i po niemal połowie sezonu dostanie się do pierwszej drużyny? Na tym jednak nie koniec szczęścia u wówczas 17-letniego Rashforda. Ten chłopak wchodząc do drużyny, zaliczył jeden z najlepszych startów prawdopodobnie nawet w historii piłki nożnej…

Na początek dwa gole przeciwko FC Midtjylland. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że klasa zespołu była dużo niższa. Tego nie można natomiast wspomnieć przy okazji meczu z 28 lutego 2016 roku. Ten dzień Marcus Rashford zapamięta z pewnością na zawsze. Wtedy bowiem nastąpił jego debiut w już dorosłej Premier League. Rezultat? Dwa gole i asysta, wynik 3:2, a on był bezdyskusyjnym numerem 1 tego wieczoru. A to wszystko w starciu z rywalem nie byle jakim, bo z dobrze spisującym się w tamtej kampanii Arsenalem.












