Niegdyś uważany za najlepszego lewego obrońcę na świecie. Znajdą się i tacy, którzy określą go mianem najlepszego w historii. Tego zawodnika już nie ma. Marcelo, bo o nim mowa, w ostatnich latach jest cieniem samego siebie i trudno spotkać osobę, która tego nie dostrzega. Brazylijczyk swoimi występami niszczy to, co zbudował przez lata. Część trybun już się od niego odwróciła, reszta – żyjąca nostalgią – daje mu kolejne szanse, których on nie potrafi wykorzystać.
Piętnaście lat w klubie. Ponad 500 spotkań w barwach „Królewskich”, 38 bramek i ponad 100 asyst. Aż 23 trofea w barwach Realu Madryt, w tym to najważniejsze – za zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Po odejściu Sergio Ramosa z klubu został kapitanem jako zawodnik z najdłuższym stażem w Madrycie. Real jest okrętem, którego kapitan utonął w morzu przeciętności.
Wejść w buty Roberto Carlosa
Ramon Calderon, ówczesny prezydent Realu Madryt, zimą 2007 roku chciał dokonać wymiany pokoleniowej. Sięgnął więc do Ameryki Południowej i do Hiszpanii sprowadził Fernando Gago, Gonzalo Higuaina oraz właśnie Marcelo. Brazylijczyk był najmłodszym oraz najtańszym nabytkiem zimowego okna transferowego.
Początkowo zaledwie 18-letni Brazylijczyk nie był przewidziany do gry w pierwszym składzie „Królewskich”. Nadal wyborem numer jeden był Roberto Carlos, który wziął młodzieńca pod swoje skrzydła, gdy ten trafił do Madrytu. Starszy z graczy był jednak kontuzjowany i stracił niemal całą rundę wiosenną. Mimo to Marcelo nie był gotowy, by zostać zawodnikiem pierwszej jedenastki. Na lewej obronie grali wychowankowie. Raul Bravo oraz Miguel Torres sprawiali, że czas gry Marcelo w pierwszej rundzie na Santiago Bernabeu był ograniczony.
https://twitter.com/planetfutebol/status/890477393210748929
Przed kolejną kampanią z klubu odszedł Roberto Carlos. Czas legendy w Madrycie minął. Ale to nie Marcelo miał być nowym lewym obrońcą. Klub postanowił sprowadzić Gabriela Heinze oraz Roystona Drenthe. Marcelo sezon zaczął na trybunach, lecz szybko trafił do wyjściowej jedenastki. Drenthe nie spełniał oczekiwań, a Heinze w obliczu wielu urazów został przesunięty na środek obrony.
Marcelo rozegrał dobry sezon i pokazał, że jest godny, by grać dla białej koszulki Realu Madryt. W kolejnej kampanii zaczął już jako zawodnik pierwszej jedenastki. W grudniu na stanowisko szkoleniowca zatrudniony został Juande Ramos, który zastąpił Bernda Schustera. Nowy trener zauważył potencjał w Marcelo i przesunął Brazylijczyka na pozycję lewego pomocnika.
Marcelo buduje legendę
Juande Ramos wyzwolił potencjał w Marcelo. Brazylijczyk zaczął notować liczby, grał zdecydowanie odważniej. Nawet ponowne przesunięcie na lewą obronę tego nie zmieniło. Brazylijska fantazja, joga bonito, wyłamywanie się ze schematu i przede wszystkim radość z gry w piłkę. Wyśmienita technika, szybkość i ciąg na bramkę rywala okraszone nieschodzącym z twarzy uśmiechem. Kibice pokochali Marcelo.
Marcelo był etatowym zawodnikiem wyjściowej jedenastki. Jednak dopiero pod wodzą Jose Mourinho wszedł na najwyższy światowy poziom. Wciąż miał swoje braki w grze obronnej, czego nie udało mu się poprawić do dziś. Jednakże wpływ na grę zespołu był kolosalny. Współpraca na jednej flance z Cristiano Ronaldo sprawiała, że ręce same składały się do oklasków.











