W sobotni wieczór Manchester City rozjechał Tottenham na własnym obiekcie. Podopieczni Pepa Guardioli nie pozostawili żadnych złudzeń i pewnie pokonali drużynę Jose Mourinho 3:0, tym samym potwierdzając świetną dyspozycję z ostatnich tygodni. Wydaje się więc, że tylko katastrofa może zatrzymać marsz zespołu z Etihad Stadium po kolejne mistrzostwo Anglii.
Starcia na linii Pep Guardiola – Jose Mourinho zawsze przynosiły wiele emocji. Najgoręcej robiło się w trakcie spotkań pomiędzy Barceloną Hiszpana a Realem Madryt Portugalczyka. Przed sobotnią batalią liczono, że atmosfera meczu pomiędzy Manchesterem City a Tottenhamem również przyniesie masę wrażeń. W końcu naprzeciw siebie mieli stanąć obecny lider Premier League oraz „Koguty”, którym wciąż marzy się miejsce w pierwszej czwórce.
Cel – potwierdzić dominację
Manchester City w ostatnich miesiącach stał się prawdziwą maszyną do wygrywania. Podopieczni Pepa Guardioli są obecnie w trakcie serii 15 zwycięstw z rzędu. To naprawdę imponujący wynik, tym bardziej że okres zimowy w Anglii jest bardzo intensywny. Trudno w nim nie pogubić punktów. Po ostatnim zwycięstwie z Liverpoolem na Etihad Stadium zapanowały rzecz jasna świetne nastroje. – To, co ten zespół osiągnął w styczniu, wygrywając wszystkie nasze mecze, pomimo wszystkich ograniczeń, z którymi mamy do czynienia – jest niezwykłe. To tylko pokazuje, jak bardzo moi piłkarze i współpracownicy są skupieni na pracy. Są niesamowici i cieszę się, że mogę z nimi pracować. Każda osoba zaangażowana w ten projekt zasługuje na ogromne uznanie – powiedział Pep Guardiola po otrzymaniu statuetki dla najlepszego trenera w lutym w Premier League.
Do sobotniego starcia Manchester City podchodził jednak z ogromnym skupieniem, ponieważ to właśnie Tottenham był ostatnią drużyną, która ich pokonała. Miało to miejsce rzecz jasna na Tottenham Hotspur Stadium pod koniec listopada. Jose Mourinho potrafił więc już znaleźć sposób w tym sezonie na piłkarzy z Etihad Stadium. W sobotę zespół Portugalczyka także interesowały tylko trzy punkty. Bowiem po ostatnich wpadkach Liga Mistrzów zaczęła nieco odjeżdżać „Kogutom”. Pep Guardiola zdawał sobie z tego sprawę i zapewne przestrzegał swoich piłkarzy przed lekkomyślnym podejściem do meczu.










