Malaga zwyciężyła u siebie Levante 3:1. Jako pierwszy do siatki trafił Javier Saviola. Mimo że gościom udało się wyrównać (bramkę na początku drugiej połowy zdobył Michel), po trafieniach Joaquina i Paco Portillo musieli uznać wyższość podopiecznych Manuela Pellegriniego.
Przed debiutami w Lidze Mistrzów i Lidze Europy Malaga i Levante spotkały się w sobotnie popołudnie na andaluzyjskim stadionie La Rosaleda. Po trzech meczach gospodarze z siedmioma punktami na koncie zajmowali czwarte miejsce w tabeli i mieli szansę na najlepszy ligowy start w historii. Goście natomiast pragnęli potwierdzić, że remontada z poprzedniej kolejki („Żaby” odrobiły dwubramkową stratę do Espanyolu i rzutem na taśmę zgarnęły komplet oczek) nie była dziełem przypadku. Warto dodać, że w poprzednich trzech starciach na własnym obiekcie „Los Boquerones” wygrywali z Lewantyńczykami 1:0.
Mało brakowało, by już kilkadziesiąt sekund po pierwszym gwizdku madryckiego arbitra miejscowi fani mogli się cieszyć z gola. Po dośrodkowaniu Sergia Sancheza z lewej strony głową uderzał Eliseu – piłka poszybowała jednak nad bramką Gustava Munuy. Kolejnym piłkarzem, który wypróbował umiejętności bramkarza Levante, był Joaquin. Strzał Andaluzyjczyka nie sprawił większych problemów golkiperowi gości. Po kwadransie nieźle w pole karne przedzierał się Joqauin, ale w końcu niebezpieczeństwo zażegnali podopieczni Manu Pellegriniego. Niedługo potem w polu karnym Willy’ego Caballero po kontakcie z Ballesterosem upadł Javier Saviola i długo zwijał się z bólu. Mimo protestów publiczności Velasco Carballo nie wskazał na wapno. W pierwszych minutach zdecydowaną przewagę mieli zawodnicy Malagi, którzy byli o wiele lepiej zorganizowani niż ich dzisiejsi rywale. W 20. minucie starcia posiadanie piłki wynosiło 79 do 21% na korzyść gospodarzy.
Saviola nie jest ulubionym piłkarzem Sergia Ballesterosa. W 25. minucie kapitan ekipy z Walencji został ukarany żółtą kartką za faul na Argentyńczyku. Napastnik nie przejął się nieczystą grą Hiszpana i w 28. minucie po świetnym podaniu Isco na wolne pole otworzył wynik spotkania – „Los Boquerones” zasłużenie prowadzili 1:0. Gracze Juana Ignacia Martineza próbowali odwrócić losy meczu, ale najpierw Juanfran dopuścił się przewinienia w polu karnym przeciwników, a następnie dobrze zapowiadającą się akcję przerwała defensywa gospodarzy. W 36. minucie na La Roselada znowu rozległy się gwizdy, ponieważ kibice byli pewni, że faulowany w „szesnastce” był Sergio Sanchez. Sędzia miał inne zdanie na ten temat i pokazał obrońcy żółty kartonik. W samej końcówce pierwszej połowy zaatakowali Lewantyńczycy – po centrze Juanlu piłkę wybił Willy Caballero. Do przerwy „Los Blanquiazules” byli o jedną bramkę lepsi od przyjezdnych.
Druga część potyczki rozpoczęła się fantastycznie dla Levante i tragicznie dla Malagi. „Żaby” wykorzystały to, że rywale stracili piłkę, i popędziły z kontrą, a argentyński bramkarz nie miał nic do powiedzenia przy znakomitym strzale Michela. Piłkarze Pellegriniego starali się przekonać sędziego, że faulowany w tej akcji był Sergio Sanchez, jednak madrytczyk ani myślał użyć gwizdka. Po golu gra się nieco wyrównała. Wprawdzie nadal lepsze wrażenie sprawiali Andaluzyjczycy, ale przeciwnicy nie pozostawali im dłużni i także próbowali szczęścia w ofensywie. W 59. minucie prowadzenie odzyskała Malaga. Dobrze ustawionego w polu karnym Joaquina wypatrzył Javier Saviola, a pomocnik, będąc sam na sam z Munuą, mocnym uderzeniem wpakował futbolówkę do siatki. Niezadowolony JIM postanowił zareagować natychmiast – miejsce El Zhara zajął na murawie Pedro Rios, a Jose Barkero zastąpił Pallardo. Jakiś czas później boisko opuścił także Saviola. „El Conejo” został przez fanów pożegnany gorącą owacją, zamiast niego na placu gry pojawił się zaś Santa Cruz.










