Po bardzo emocjonującym meczu piłkarze Malagi pokonali Racing Santander 3:1. Bramki dla gości strzelali Isco, Sebastian Fernandez i samobójczą Alvaro. Dla gospodarzy trafił Arana.
Na El Sardinero spotkały się drużyny skrajnie różne. Malaga walczy o Ligę Mistrzów, Racing walczy o utrzymanie. Malaga ma praktycznie nieograniczony budżet, Racing stał się ofiarą zabaw indyjskiego biznesmena, w wyniku których klubowa kasa świeci pustkami. Przyjezdni mają lepszych piłkarzy na każdej pozycji, może poza bramką. Manuel Pellegrini, mimo zapowiadanego trivote, zdecydował się jednak na ofensywne ustawienie z Rondonem na szpicy i Sebasem grającym za jego plecami. Hector Raul Cuper nie miał możliwości zbyt wielkiego rotowania składem – postawił na tych co zwykle. Na uwagę zasługuje Adrian, nominalny skrzydłowy, który wystąpił na pozycji defensywnego pomocnika. Ale nie ma co się dziwić, gdy brakuje wartościowych graczy, trzeba kombinować.

Niespodziewanie jako pierwsi zaatakowali gospodarze, którzy od pierwszych minut prezentowali bardzo odważny i otwarty futbol. W 3. minucie najpierw po świetnym podaniu Pedra Munitisa strzelał Adrian, a później Willy’ego Caballera płaskim strzałem pokonać próbował młody stoper Alvaro. W obu przypadkach na wysokości zadania stanęli defensorzy. Na Malagę boiskowe wydarzenia podziałały jak zimny prysznic. Podopieczni Pellegriniego szybko przejęli kontrolę nad widowiskiem, zmuszając Racing do ostrej gry, na co dowodem był faul z 9. minuty, kiedy to Arana otrzymał żółtą kartkę za brutalny atak na nogi Dudy. Gospodarze przestawili się na kontry i o mały włos już pierwszej nie zakończyliby zdobyciem bramki – Martin Demichelis dosłownie w ostatniej chwili zdjął piłkę z głowy Adriana. Chwilę później golkiper Malagi zachował się bardzo nierozważnie, wybiegając na przedpole przy rzucie rożnym. Andaluzyjczyków uratowało to, że Kone, opanowując piłkę, stał tyłem do bramki i nie był przygotowany na taki prezent do Caballery.
W 25. minucie Malaga wyprowadziła pierwszą naprawdę groźną akcję. Prawym skrzydłem świetnie pognał Sebas Fernandez. Zbliżając się do linii końcowej, Urugwajczyk podał futbolówkę znajdującemu się w polu karnym Rondonowi. Na szczęście dla Tono, Wenezuelczyk trafił tylko w boczną siatkę. Następnie Cazorla przejął piłkę w środku pola, ograł dwóch rywali i przerzucił piłkę do Sebasa. Niestety, tym razem niezwykle aktywnemu skrzydłowemu zabrakło precyzji. Bramka dla klubu z Andaluzji wisiała w powietrzu. Kantabryjczycy nie byli w stanie opuścić własnej połowy, a gdy już im się to udało, szybko tracili piłkę. Goście, nie mając już nawet okazji do kontr, próbowali gry długimi piłkami. W 38. minucie Tono pokazał, dlaczego interesuje się nim Barcelona. Doświadczony bramkarz w niesamowity sposób wybronił strzał głową Mathijsena, wyciągając się jak struna i dosięgając piłki, która zmierzała dokładnie pod poprzeczkę. Trzy minuty później stuprocentową okazję zmarnował Rondon. Niesamowite, że tak dobry napastnik nie był w stanie skierować piłki do siatki, stojąc sam na sam z bramkarzem. Strzał 22-latka poszybował mniej więcej metr od lewego słupka.











