Malaga wygrała 1:0 z Athletikiem Bilbao w ramach 5. kolejki Primera Division. Zwycięstwo Andaluzyjczycy zawdzięczają umiejętnościom Santiego Cazorli, którego piękny strzał z rzutu wolnego pozwolił dopisać trzy punkty. Baskowie natomiast wciąż pozostają bez zwycięstwa w tym sezonie.
Gospodarze przystępowali do tego spotkania w roli murowanego faworyta. Dwie kolejne wygrane w lidze, brak innych zobowiązań (w przeciwieństwie do spotkań w Lidze Europy Athletiku), dużo lepsza atmosfera w szatni – to tylko niektóre z wielu czynników, które przemawiały na korzyść Andaluzyjczyków. Za zwycięstwem gości przemawiała natomiast seria trzech z rzędu meczów bez wygranej w lidze, a sam Marcelo Bielsa po spotkaniu z Realem Betis stwierdził, że bierze winę za porażkę na siebie i nie powtórzy szybko błędu w taktyce, jakim było osłabienie środka defensywy. Jednak w porównaniu do poprzedniego spotkania, w wyjściowej jedenastce Basków doszło do tylko jednej, w dodatku wymuszonej, zmiany – w miejsce pauzującego za czerwoną kartkę Amorebiety na mecz z Malagą od pierwszej minuty wybiegł Borja Ekiza. Manuel Pellegrini uznał natomiast, że zwycięskiego składu się nie zmienia i desygnował do gry identyczną jedenastkę, jak w spotkaniu z Mallorką.

Początek spotkania na szczelnie wypełnionej La Rosaledzie przebiegał zgodnie z przewidywaniami, czyli od naporu graczy Malagi. Pierwszą naprawdę groźną sytuację stworzyli sobie jednak dopiero w 16. minucie, kiedy to do prostopadłego podania Dudy najszybciej wybiegł Eliseu, jednak podobnie jak parę minut wcześniej, tak i tym razem nie zdołał trafić w bramkę, choć do celu zabrakło mu tym razem naprawdę niewiele. Cztery minuty później świetną okazję miał Baptista, ale wciąż musi poczekać na pierwszego gola w tym sezonie, gdyż jego strzał z 20 metrów z rzutu wolnego trafił w spojenie słupka z poprzeczką – w tej sytuacji Iraizoz nawet nie drgnął. Dwie minuty później doszło do kopii tej sytuacji, jednak za drugim razem strzał Brazylijczyka przeleciał nieznacznie nad bramką. W 28. minucie szansy na zdobycie bramki szukał Llorente, ale w starciu dwóch najwyższych piłkarzy na boisku, Bask padł na murawę po kontakcie z kolanem Demichelisa – jak pokazały powtórki, o rzucie karnym nie mogło być mowy, a Llorente zaczął pracować na miano boiskowego „nurka”.
W drugiej części pierwszej połowy przewagę zaczęli jednak osiągać Baskowie. Zaczął w 28. minucie Muniain, kiedy to po świetnej indywidualnej akcji jego strzał zza pola karnego nieznacznie przeleciał obok lewego słupka Willy’ego. W 34. minucie po dośrodkowaniu w pole karne strzał głową Susaety zdołał wypiąstkować bramkarz, ale zdecydowanie najlepszą sytuację Athletic miał w samej końcówce, ale po wymanewrowaniu obrony w pole karne przedarł się Oscar De Marcos. Jednakże kiedy zamierzał się już do wyłożenia piłki koledze, desperackim wślizgiem piłkę na rzut rożny wybił Mathijsen. Pomimo iż kibice nie widzieli w pierwszej połowie wielu sytuacji do zdobycia bramki, mecz mógł się podobać, a bardziej zadowoleni mogli być przyjezdni, których gra, w porównaniu z poprzednimi spotkaniami, w końcu zaczęła prezentować się tak, jak na zespół klasy Athletiku powinna wyglądać. Najlepszymi zawodnikami w swoich drużynach, po pierwszych 45 minutach, byli Baptista i Muniain – obaj ustawieni za najbardziej wysuniętymi zawodnikami swoich zespołów, odpowiednio Van Nisterlooyem i Llorente.










