Na własnym stadionie Malaga przegrała z Sevillą 2:1. Mecz, a zwłaszcza jego druga połowa, był słabym widowiskiem.
Do meczu goście przystąpili po porażce w Lidze Europejskiej z Paris Saint-Germain. Mecz z przeciętną Malagą był dobrą okazją do polepszenia nastrojów w ekipie Sevilli. Jednak to gospodarze lepiej rozpoczęli pojedynek. Pierwsza bramka padła w 14. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego mocno głową uderzył Kris Stadsgaard. Strzał ładnie obronił Palop, jednak wobec dobitki Rondona był bezradny! Wyrównanie przyszło pięć minut później. Z lewej strony boiska świetną akcje przeprowadził Perotti, który miękko wrzucił pod bramkę Malagi, gdzie znalazł się Alfaro. Gracz Sevilli z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce. Parę minut później, strzał głową Caceresa zablokował obrońca gospodarzy, było to ewidentne zagranie ręką w polu karnym, jednak nie zauważył tego arbiter spotkania. Jeszcze w pierwszej połowie swoje szanse mieli gospodarze. Po jednym ze strzałów piłkarzy Malagi piłka zatrzymała się dopiero na poprzeczce bramki Palopa. Już w doliczonym czasie gry pierwszej połowy Galatto wyszedł do dośrodkowania, jednak ubiegł go Martin Caceres, który z najbliższej odległości, strzałem głową umieścił piłkę w siatce.
Druga połowa nie była zachwycająca. W 58. minucie dobrą interwencją po strzale Dabo popisał się Galatto, wybijając piłkę na rzut rożny. W 65. minucie fantastycznym uderzeniem popisał się Negredo, jednak po przelobowaniu bramkarza piłka trafiła w poprzeczkę bramki gospodarzy. Piłkarze Malagi robili co mogli, by w spotkaniu na własnym boisku zdobyć chociaż jeden punkt. Na ich nieszczęście, bardzo dobrze w tym meczu funkcjonowała formacja defensywna Sevilli, która nie dopuszczała gospodarzy pod własną bramkę. Piłkarze Sevilli umiejętnie się bronili, a gdy byli przy piłce, nie forsowali tempa, zyskując kolejne sekundy, przybliżające ich do zwycięstwa. Gospodarze nie poradzili sobie ze zdyscyplinowaną grą przyjezdnych i na swoim boisku nie ugrali ani jednego punktu.










