W pierwszych niedzielnych spotkaniach 14. kolejki Primera Division nie obyło się bez emocji i ciekawych spotkań. Najciekawsze widowisko obejrzeli bez wątpienia kibice w Maladze, gdzie gospodarze wygrali z Racingiem 4:1, dużo emocji było także w meczu Getafe z Mallorką, zakończonym pewnym zwycięstwem gospodarzy 3:0. W innych spotkaniach Almeria zremisowała 1:1 z Realem Saragossa, a Espanyol wygrał 1:0 ze Sportingiem.
Almeria – Saragossa
Spotkanie na Estadio Mediterraneo miało dać odpowiedź, który zespół jest obecnie… najgorszy w Primera Division. Przedostatnia w tabeli Almeria chciała odnieść pierwszą w tym sezonie wiktorię na własnym boisku, ostatni Real Saragossa pierwsze w tym sezonie wyjazdowe zwycięstwo. Łącznie obie drużyny zdobyły w tym sezonie zaledwie 17 punktów – tyle samo co jedenaste w tabeli Getafe, a ponad połowę mniej niż prowadząca w tabeli Barcelona. Dla nowego trenera gospodarzy, Jose Luisa Oltry, była to chyba najlepsza możliwość do rozpoczęcia marszu w górę tabeli, ku utrzymaniu się w lidze. Pierwszej szansy, w przegranym meczu z Valencią, nie udało mu się wykorzystać.
Czy może być lepszy początek walki o utrzymanie niż pewna wygrana z Racingiem? (fot. as.com)
W zespole Realu Saragossy nastroje także nie są optymistyczne – nowy trener Javier Aguirre nie okazał się czarodziejem i ze zbieraniny słabych piłkarzy nie stworzył zgranego zespołu. Po remisie z Getafe i porażce z Villarrealem, w niedzielnym meczu liczyło się tylko zwycięstwo. Lekiem na fatalną passę miała być nowa taktyka, trenowana przez cały ubiegły tydzień.
Walki o każdy metr boiska próżno było jednak szukać w to chłodne popołudnie w Andaluzji. Górą były przepychanki w środku pola oraz festiwal niestwarzania sobie bramkowych sytuacji – pierwszą dobrą okazję stworzyli sobie gospodarze dopiero w 17. minucie, Goitom przedarł się między obrońcami Realu, którzy udowodnili, dlaczego ich zespół ma najwięcej straconych goli w tym sezonie, i mając przed sobą wybór, w który narożnik bramki Leo Franco posłać piłkę, uderzył ją prosto w bramkarza. W 21. minucie goście mogli się zrewanżować, ale Bertolo uderzył w dobrej sytuacji z linii pola karnego prosto w bramkarza i Diego Alves nie miał problemów z obroną tego strzału.
Na kolejne emocje musieliśmy czekać aż do końcówki pierwszej połowy – dwie dobre okazje stworzyła sobie Almeria. Najpierw w 36. minucie Kalu Uche ograł Paredesa i Leo Franco musiał ratować się wypiąstkowaniem piłki na róg, a cztery minuty później mało brakowało, a po strzale Goitoma piłkę do własnej siatki skierowałby Jarosik. Do przerwy więcej emocji w tym przerażająco nudnym meczu nie było i kibice, zamiast zastanawiać się, co wydarzy się w drugiej połowie, mogli raczej zacząć się myśleć, czy wydarzy się cokolwiek…
Zgodnie z przewidywaniami, kibice w drugiej połowie mogli zająć się skuteczną walką z chłodem niż oglądaniem gry piłkarzy. Obraz gry miały zmienić zmiany w obydwu ekipach i nieoczekiwanie tak się właśnie stało – pierwsi w tym meczu gola zdobyli goście, a konkretnie uczynił to w 67. minucie Gabi, który wykorzystał rzut karny po faulu Rigo na Laficie. Nieoczekiwanie dość szybko odpowiedzieli na to gospodarze – w 77. minucie po dośrodkowaniu Kalu Uche strzałem głową z linii pola bramkowego popisał się niepilnowany Piatti, a piłka zatrzymała się dopiero w siatce. Do końca meczu nie widzieliśmy już więcej bramkowych sytuacji i ostatecznie w meczu decydującym o podziale ról na samym dole tabeli utrzymał się status quo.
Malaga – Racing
W innym spotkaniu niemal na samym dole tabeli zmierzyły się trzecia od końca ekipa Malagi z 16. w tabeli Racingiem Santander. W ekipie z Andaluzji wciąż liczą na swojego trenera, Manuela Pellegriniego, który po ciekawym początku – pucharowe zwycięstwo nad Herculesem, wygrana w lidze z Levante – zaczął osiągać wyniki typowe w tym sezonie dla Malagi, jakimi były wyjazdowe porażki z Deportivo i Mallorką. W innym nastroju są natomiast piłkarze Racingu Santander – po morderczym początku sezonu i meczami z większością zespołów walczącymi o europejskie puchary w końcu nadeszła pora na potyczki z bezpośrednimi rywalami ze środka tabeli. Początek tych spotkań nie był udany – porażka z Levante 1:3 sprawiła, że posada trenera zaczęła być niepewna, ale ubiegłotygodniowe zwycięstwo nad Deportivo podniosło znacząco morale w szatni trenera Angela Portugala.
Faworytem tego spotkania był jednak mimo wszystko zespół gospodarzy, który szybko chciał tę tezę potwierdzić. Już w 4. minucie Duda powinien wyprowadzić Malagę na prowadzenie, ale po dośrodkowaniu Fernandeza z piłką minęli się zarówno Tono, jak i Rondon i niespodziewający się tego pomocnik nie zdołał trafić do pustej bramki. W 8. minucie, po rzucie rożnym, Wellington wyskoczył najwyżej, ale jego strzał minął słupek bramki Tono o centymetry – przewaga w pierwszych minutach gospodarzy była niepodważalna. Gracze Racingu próbowali stwarzać swoje sytuacje, ale na drodze stawała jak zwykle nieskuteczność ich najlepszego napastnika, Marcusa Rosenberga – w 13. minucie, podobnie jak dziesięć minut minut wcześniej, strzał Szweda był nie tylko mocny, ale niecelny.
Swoją przewagę gospodarze zdołali udokumentować w 28. minucie, a gola zdobył błyskotliwy Eliseu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przez Dudę, piłka spadła idealnie na nogę stojącego przed polem karnym pomocnika i po pięknym woleju wpadła tuż przy lewym słupku bramki Tono – był to jeden z piękniejszych goli tej kolejki. Jednak jeszcze przed przerwą Malaga zdołała zasłużenie podwyższyć prowadzenie – w 43. minucie Recio oddał mocny strzał z linii pola karnego, a ten odbił się jeszcze od Henrique i dzięki temu rykoszetowi piłka wpadła do siatki obok próbującego jeszcze interweniować bramkarza.
Myliłby się jednak ten, który uznałby, że Racing, przegrywając dwiema bramkami, złożył broń – w ostatniej akcji przed przerwą swojego piątego gola w sezonie zdobył Rosenberg. Munitis zagrał prostopadle do Szweda, a ten, pomimo asysty dwóch obrońców, z około dwudziestu metrów przymierzył tuż obok lewego słupka bramki Rubena i obie drużyny do przerwy schodziły przy wyniku 2:1. W porównaniu z meczem na Estadio Mediterraneo, to spotkanie mogło się bardzo podobać i pierwsza część spotkania rozbudziła mocno apetyty kibiców, które zamierzali zaspokoić piłkarze tylko jednej z drużyn.
Tylko jednej, gdyż już na początku drugiej połowy piłkarze Malagi wprost znokautowali rywali, a powalające ciosy zadał Rondon – najpierw w 52. minucie po dośrodkowaniu Eliseu idealnie wybiegł zza obrońców i płaskim strzałem z kilku metrów tuż przy słupku pokonał Tono, a dwie minuty później ta sama dwójka przeprowadziła zabójczą kontrę – prawym skrzydłem pomknął Eliseu i idealnie dośrodkował na głowę Rondona, za którym nie zdążył żaden z obrońców gości. Wenezuelski napastnik głową strzelił swojego drugiego gola, a Eliseu, oprócz przepięknej bramki, zanotował dwie asysty.
Racing długo nie mógł się otrząsnąć po takim rozpoczęciu drugiej części spotkania, a mogło to skończyć się dla niego dużo gorzej – między 65. a 67. minutą gospodarze stworzyli sobie trzy fantastyczne sytuacje, których na gole nie potrafili wykorzystać kolejno dwukrotnie Fernandez i Rondon.
Daniel Parejo ustalił wynik meczu z Mallorką 3:0 (fot. as.com)
Rondon rozgrywał chyba mecz sam przeciwko całej drużynie z Santander, bo w 68. minucie powinien był skompletować hat-tricka, jednak jego strzał głową po dośrodkowaniu Dudy z rzutu rożnego minął o metr bramkę Tono. W 78. minucie doskonałą sytuację miał także Seba Fernandez, ale jednak nie dało mu się zdobyć piątego gola dla swojej ekipy – jego strzał głową na długi słupek przeleciał tylko obok zewnętrznej części słupka.
Do końca meczu Racing nie stwarzał już akcji ofensywnych, pogodzony z wysoką porażką, natomiast piłkarze Malagi próbowali jeszcze strzelić kolejnego gola, ale bez rezultatu. Dzięki tej wygranej Malaga wydostała się ze strefy spadkowej, do której zepchnęła swojego niedzielnego rywala.
Getafe – Mallorca
Mająca pucharowe aspiracje ekipa z Balearów w tej kolejce wybrała się do Madrytu, aby spotkać się z Getafe – drużyną, która musiała w środę zmierzyć się w rozgrywkach Ligi Europejskiej w mroźnym Odense. Podopieczni Michaela Laudrupa z pewnością liczyli na zmęczenie rywala, jednak w przypadku gospodarzy atutem przemawiającym na ich korzyść mogła być sportowa złość po zakończeniu swojej przygody z europejskimi pucharami w tym sezonie – pucharami, do których mogą nieprędko wrócić, jeśli będą prezentować podobną dyspozycję jak dotychczasowa.
Mecz zdecydowanie lepiej i odważniej rozpoczęli gospodarze – już w 3. minucie Pedro Rios mógł zostać bohaterem spotkania, jednak jego strzał w świetnej sytuacji w polu karnym wylądował po wielkim kiksie na aucie. Pierwszy kwadrans spotkania przebiegał zdecydowanie pod dyktando gospodarzy, którzy raz po raz sunęli na bramkę Aouate, jednak piłkarze Mallorki bez problemów rozbijali te szarże – widać było, że Michael Laudrup przewidział taki scenariusz spotkania i pozwalał rywalom wyszumieć się, wierząc w umiejętności swoich podopiecznych.
Na jego nieszczęście, a ku zadowoleniu kibiców na Coliseum Alfonso Perez, w 19. minucie przepięknego gola zdobył niezawodny Pedro Rios. Przejął on piłkę na wysokości dwudziestego metra, obrócił się z nią, uderzył potężnie i umieścił futbolówkę w długim rogu bramki zasłoniętego w tej sytuacji Aouate. Gol Riosa był trzecim kolejnym trafieniem w trzech kolejnych ligowych spotkaniach, a potwierdził on swoją wysoką formę już w 27. minucie, podwyższając prowadzenie. Z szybką kontrą prawą stroną pociągnął Miku, który naciskany przez obrońców dopiero przy linii końcowej odegrał piłkę do tyłu, trafiła ona do nadbiegającego napastnika gospodarzy, który tym razem w dużo łatwiejszej sytuacji nie miał problemów z pokonaniem bramkarza. Przyjezdni nie podłamali się jednak i próbowali zdobyć choćby kontaktową bramkę, ale przyzwoite zawody rozgrywali defensorzy Getafe, skutecznie blokując i uniemożliwiając rozgrywanie piłki już przed swoim polem karnym.
O poziomie pierwszej części spotkania można było się wypowiadać w samych pozytywach (a zwłaszcza mogli kibice gospodarzy), druga część spotkania była nie mniej interesująca – obie drużyny pokazały, że nie bez powodu będą rywalizowały o europejskie puchary. Już w pierwszych sekundach po wznowieniu gry swoją sytuację miał Webo, ale po trójkowej akcji De Guzman – Castro – Webo ten ostatni został powstrzymany przez Codinę. W 52. minucie znowu bliski szczęścia był Kameruńczyk, ale jego strzał z kilkunastu metrów zatrzymał się znowu na Codinie. O tym, że w drugiej połowie goście z Balearów ciągle próbowali, świadczą też ofensywne zmiany – po akcji wprowadzonego minutę wcześniej Corralesa, w 53. minucie świetną bramkową sytuację miał Pereira, który po zamieszaniu w polu karnym zdołał oddać przypadkowy strzał, który jednak poleciał daleko obok słupka.
O tym, jak zacięte było to spotkanie, może świadczyć sytuacja z 63. minuty – siedzący na ławce rezerwowych Ruben za krytykowanie decyzji sędziego został ukarany czerwoną kartką i odesłany do szatni, chociaż nie pobył na boisku choćby minuty. Mallorca została skarcona po raz trzeci w 78. minucie – po drużynowej akcji piłka krążyła między kilkoma zawodnikami gospodarzy, a następnie długim przerzutem nad linią obrony piłki trafiła do Sancheza. W sytuacji dwa na jeden pomocnik odegrał ją do stojącego obok Parejo, a ten bez problemów wpakował ją do pustej bramki – 3:0!
Tuż przed końcem, w 88. minucie, swoją kolejną sytuację miał Pierre Webo, ale ponowie bez szczęścia. Wynik ostatecznie się już nie zmienił i Getafe pewnie pokonało Mallorkę 3:0. Goście co prawda nie wypadli jeszcze z miejsca premiowanego awansem do Ligi Europy, ale znacząco ułatwili to zadanie swoim rywalom, którzy zbliżyli się na punkt.
W innym niedzielnym spotkaniu, Espanyol Barcelona wygrał ze Sportingiem Gijon 1:0, po golu Luisa Garcii w 70. minucie. Gospodarzom udało się osiągnąć zwycięstwo, mimo iż od 52. minucie grali w osłabieniu, gdyż drugą żółtą, i w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Baena.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
W pierwszych niedzielnych spotkaniach 14. kolejki Primera Division nie obyło się bez emocji i ciekawych spotkań. Najciekawsze widowisko obejrzeli bez wątpienia kibice w Maladze, gdzie gospodarze wygrali z Racingiem 4:1, dużo emocji było także w meczu Getafe z Mallorką, zakończonym pewnym zwycięstwem gospodarzy 3:0. W innych spotkaniach Almeria zremisowała 1:1 z Realem Saragossa, a Espanyol wygrał 1:0 ze Sportingiem.
Almeria – Saragossa
Spotkanie na Estadio Mediterraneo miało dać odpowiedź, który zespół jest obecnie… najgorszy w Primera Division. Przedostatnia w tabeli Almeria chciała odnieść pierwszą w tym sezonie wiktorię na własnym boisku, ostatni Real Saragossa pierwsze w tym sezonie wyjazdowe zwycięstwo. Łącznie obie drużyny zdobyły w tym sezonie zaledwie 17 punktów – tyle samo co jedenaste w tabeli Getafe, a ponad połowę mniej niż prowadząca w tabeli Barcelona. Dla nowego trenera gospodarzy, Jose Luisa Oltry, była to chyba najlepsza możliwość do rozpoczęcia marszu w górę tabeli, ku utrzymaniu się w lidze. Pierwszej szansy, w przegranym meczu z Valencią, nie udało mu się wykorzystać.
Czy może być lepszy początek walki o utrzymanie niż pewna wygrana z Racingiem? (fot. as.com)
W zespole Realu Saragossy nastroje także nie są optymistyczne – nowy trener Javier Aguirre nie okazał się czarodziejem i ze zbieraniny słabych piłkarzy nie stworzył zgranego zespołu. Po remisie z Getafe i porażce z Villarrealem, w niedzielnym meczu liczyło się tylko zwycięstwo. Lekiem na fatalną passę miała być nowa taktyka, trenowana przez cały ubiegły tydzień.
Walki o każdy metr boiska próżno było jednak szukać w to chłodne popołudnie w Andaluzji. Górą były przepychanki w środku pola oraz festiwal niestwarzania sobie bramkowych sytuacji – pierwszą dobrą okazję stworzyli sobie gospodarze dopiero w 17. minucie, Goitom przedarł się między obrońcami Realu, którzy udowodnili, dlaczego ich zespół ma najwięcej straconych goli w tym sezonie, i mając przed sobą wybór, w który narożnik bramki Leo Franco posłać piłkę, uderzył ją prosto w bramkarza. W 21. minucie goście mogli się zrewanżować, ale Bertolo uderzył w dobrej sytuacji z linii pola karnego prosto w bramkarza i Diego Alves nie miał problemów z obroną tego strzału.
Na kolejne emocje musieliśmy czekać aż do końcówki pierwszej połowy – dwie dobre okazje stworzyła sobie Almeria. Najpierw w 36. minucie Kalu Uche ograł Paredesa i Leo Franco musiał ratować się wypiąstkowaniem piłki na róg, a cztery minuty później mało brakowało, a po strzale Goitoma piłkę do własnej siatki skierowałby Jarosik. Do przerwy więcej emocji w tym przerażająco nudnym meczu nie było i kibice, zamiast zastanawiać się, co wydarzy się w drugiej połowie, mogli raczej zacząć się myśleć, czy wydarzy się cokolwiek…
Zgodnie z przewidywaniami, kibice w drugiej połowie mogli zająć się skuteczną walką z chłodem niż oglądaniem gry piłkarzy. Obraz gry miały zmienić zmiany w obydwu ekipach i nieoczekiwanie tak się właśnie stało – pierwsi w tym meczu gola zdobyli goście, a konkretnie uczynił to w 67. minucie Gabi, który wykorzystał rzut karny po faulu Rigo na Laficie. Nieoczekiwanie dość szybko odpowiedzieli na to gospodarze – w 77. minucie po dośrodkowaniu Kalu Uche strzałem głową z linii pola bramkowego popisał się niepilnowany Piatti, a piłka zatrzymała się dopiero w siatce. Do końca meczu nie widzieliśmy już więcej bramkowych sytuacji i ostatecznie w meczu decydującym o podziale ról na samym dole tabeli utrzymał się status quo.
Malaga – Racing
W innym spotkaniu niemal na samym dole tabeli zmierzyły się trzecia od końca ekipa Malagi z 16. w tabeli Racingiem Santander. W ekipie z Andaluzji wciąż liczą na swojego trenera, Manuela Pellegriniego, który po ciekawym początku – pucharowe zwycięstwo nad Herculesem, wygrana w lidze z Levante – zaczął osiągać wyniki typowe w tym sezonie dla Malagi, jakimi były wyjazdowe porażki z Deportivo i Mallorką. W innym nastroju są natomiast piłkarze Racingu Santander – po morderczym początku sezonu i meczami z większością zespołów walczącymi o europejskie puchary w końcu nadeszła pora na potyczki z bezpośrednimi rywalami ze środka tabeli. Początek tych spotkań nie był udany – porażka z Levante 1:3 sprawiła, że posada trenera zaczęła być niepewna, ale ubiegłotygodniowe zwycięstwo nad Deportivo podniosło znacząco morale w szatni trenera Angela Portugala.
Faworytem tego spotkania był jednak mimo wszystko zespół gospodarzy, który szybko chciał tę tezę potwierdzić. Już w 4. minucie Duda powinien wyprowadzić Malagę na prowadzenie, ale po dośrodkowaniu Fernandeza z piłką minęli się zarówno Tono, jak i Rondon i niespodziewający się tego pomocnik nie zdołał trafić do pustej bramki. W 8. minucie, po rzucie rożnym, Wellington wyskoczył najwyżej, ale jego strzał minął słupek bramki Tono o centymetry – przewaga w pierwszych minutach gospodarzy była niepodważalna. Gracze Racingu próbowali stwarzać swoje sytuacje, ale na drodze stawała jak zwykle nieskuteczność ich najlepszego napastnika, Marcusa Rosenberga – w 13. minucie, podobnie jak dziesięć minut minut wcześniej, strzał Szweda był nie tylko mocny, ale niecelny.
Swoją przewagę gospodarze zdołali udokumentować w 28. minucie, a gola zdobył błyskotliwy Eliseu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przez Dudę, piłka spadła idealnie na nogę stojącego przed polem karnym pomocnika i po pięknym woleju wpadła tuż przy lewym słupku bramki Tono – był to jeden z piękniejszych goli tej kolejki. Jednak jeszcze przed przerwą Malaga zdołała zasłużenie podwyższyć prowadzenie – w 43. minucie Recio oddał mocny strzał z linii pola karnego, a ten odbił się jeszcze od Henrique i dzięki temu rykoszetowi piłka wpadła do siatki obok próbującego jeszcze interweniować bramkarza.
Myliłby się jednak ten, który uznałby, że Racing, przegrywając dwiema bramkami, złożył broń – w ostatniej akcji przed przerwą swojego piątego gola w sezonie zdobył Rosenberg. Munitis zagrał prostopadle do Szweda, a ten, pomimo asysty dwóch obrońców, z około dwudziestu metrów przymierzył tuż obok lewego słupka bramki Rubena i obie drużyny do przerwy schodziły przy wyniku 2:1. W porównaniu z meczem na Estadio Mediterraneo, to spotkanie mogło się bardzo podobać i pierwsza część spotkania rozbudziła mocno apetyty kibiców, które zamierzali zaspokoić piłkarze tylko jednej z drużyn.
Tylko jednej, gdyż już na początku drugiej połowy piłkarze Malagi wprost znokautowali rywali, a powalające ciosy zadał Rondon – najpierw w 52. minucie po dośrodkowaniu Eliseu idealnie wybiegł zza obrońców i płaskim strzałem z kilku metrów tuż przy słupku pokonał Tono, a dwie minuty później ta sama dwójka przeprowadziła zabójczą kontrę – prawym skrzydłem pomknął Eliseu i idealnie dośrodkował na głowę Rondona, za którym nie zdążył żaden z obrońców gości. Wenezuelski napastnik głową strzelił swojego drugiego gola, a Eliseu, oprócz przepięknej bramki, zanotował dwie asysty.
Racing długo nie mógł się otrząsnąć po takim rozpoczęciu drugiej części spotkania, a mogło to skończyć się dla niego dużo gorzej – między 65. a 67. minutą gospodarze stworzyli sobie trzy fantastyczne sytuacje, których na gole nie potrafili wykorzystać kolejno dwukrotnie Fernandez i Rondon.
Daniel Parejo ustalił wynik meczu z Mallorką 3:0 (fot. as.com)
Rondon rozgrywał chyba mecz sam przeciwko całej drużynie z Santander, bo w 68. minucie powinien był skompletować hat-tricka, jednak jego strzał głową po dośrodkowaniu Dudy z rzutu rożnego minął o metr bramkę Tono. W 78. minucie doskonałą sytuację miał także Seba Fernandez, ale jednak nie dało mu się zdobyć piątego gola dla swojej ekipy – jego strzał głową na długi słupek przeleciał tylko obok zewnętrznej części słupka.
Do końca meczu Racing nie stwarzał już akcji ofensywnych, pogodzony z wysoką porażką, natomiast piłkarze Malagi próbowali jeszcze strzelić kolejnego gola, ale bez rezultatu. Dzięki tej wygranej Malaga wydostała się ze strefy spadkowej, do której zepchnęła swojego niedzielnego rywala.
Getafe – Mallorca
Mająca pucharowe aspiracje ekipa z Balearów w tej kolejce wybrała się do Madrytu, aby spotkać się z Getafe – drużyną, która musiała w środę zmierzyć się w rozgrywkach Ligi Europejskiej w mroźnym Odense. Podopieczni Michaela Laudrupa z pewnością liczyli na zmęczenie rywala, jednak w przypadku gospodarzy atutem przemawiającym na ich korzyść mogła być sportowa złość po zakończeniu swojej przygody z europejskimi pucharami w tym sezonie – pucharami, do których mogą nieprędko wrócić, jeśli będą prezentować podobną dyspozycję jak dotychczasowa.
Mecz zdecydowanie lepiej i odważniej rozpoczęli gospodarze – już w 3. minucie Pedro Rios mógł zostać bohaterem spotkania, jednak jego strzał w świetnej sytuacji w polu karnym wylądował po wielkim kiksie na aucie. Pierwszy kwadrans spotkania przebiegał zdecydowanie pod dyktando gospodarzy, którzy raz po raz sunęli na bramkę Aouate, jednak piłkarze Mallorki bez problemów rozbijali te szarże – widać było, że Michael Laudrup przewidział taki scenariusz spotkania i pozwalał rywalom wyszumieć się, wierząc w umiejętności swoich podopiecznych.
Na jego nieszczęście, a ku zadowoleniu kibiców na Coliseum Alfonso Perez, w 19. minucie przepięknego gola zdobył niezawodny Pedro Rios. Przejął on piłkę na wysokości dwudziestego metra, obrócił się z nią, uderzył potężnie i umieścił futbolówkę w długim rogu bramki zasłoniętego w tej sytuacji Aouate. Gol Riosa był trzecim kolejnym trafieniem w trzech kolejnych ligowych spotkaniach, a potwierdził on swoją wysoką formę już w 27. minucie, podwyższając prowadzenie. Z szybką kontrą prawą stroną pociągnął Miku, który naciskany przez obrońców dopiero przy linii końcowej odegrał piłkę do tyłu, trafiła ona do nadbiegającego napastnika gospodarzy, który tym razem w dużo łatwiejszej sytuacji nie miał problemów z pokonaniem bramkarza. Przyjezdni nie podłamali się jednak i próbowali zdobyć choćby kontaktową bramkę, ale przyzwoite zawody rozgrywali defensorzy Getafe, skutecznie blokując i uniemożliwiając rozgrywanie piłki już przed swoim polem karnym.
O poziomie pierwszej części spotkania można było się wypowiadać w samych pozytywach (a zwłaszcza mogli kibice gospodarzy), druga część spotkania była nie mniej interesująca – obie drużyny pokazały, że nie bez powodu będą rywalizowały o europejskie puchary. Już w pierwszych sekundach po wznowieniu gry swoją sytuację miał Webo, ale po trójkowej akcji De Guzman – Castro – Webo ten ostatni został powstrzymany przez Codinę. W 52. minucie znowu bliski szczęścia był Kameruńczyk, ale jego strzał z kilkunastu metrów zatrzymał się znowu na Codinie. O tym, że w drugiej połowie goście z Balearów ciągle próbowali, świadczą też ofensywne zmiany – po akcji wprowadzonego minutę wcześniej Corralesa, w 53. minucie świetną bramkową sytuację miał Pereira, który po zamieszaniu w polu karnym zdołał oddać przypadkowy strzał, który jednak poleciał daleko obok słupka.
O tym, jak zacięte było to spotkanie, może świadczyć sytuacja z 63. minuty – siedzący na ławce rezerwowych Ruben za krytykowanie decyzji sędziego został ukarany czerwoną kartką i odesłany do szatni, chociaż nie pobył na boisku choćby minuty. Mallorca została skarcona po raz trzeci w 78. minucie – po drużynowej akcji piłka krążyła między kilkoma zawodnikami gospodarzy, a następnie długim przerzutem nad linią obrony piłki trafiła do Sancheza. W sytuacji dwa na jeden pomocnik odegrał ją do stojącego obok Parejo, a ten bez problemów wpakował ją do pustej bramki – 3:0!
Tuż przed końcem, w 88. minucie, swoją kolejną sytuację miał Pierre Webo, ale ponowie bez szczęścia. Wynik ostatecznie się już nie zmienił i Getafe pewnie pokonało Mallorkę 3:0. Goście co prawda nie wypadli jeszcze z miejsca premiowanego awansem do Ligi Europy, ale znacząco ułatwili to zadanie swoim rywalom, którzy zbliżyli się na punkt.
W innym niedzielnym spotkaniu, Espanyol Barcelona wygrał ze Sportingiem Gijon 1:0, po golu Luisa Garcii w 70. minucie. Gospodarzom udało się osiągnąć zwycięstwo, mimo iż od 52. minucie grali w osłabieniu, gdyż drugą żółtą, i w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Baena.