W pierwszych niedzielnych spotkaniach 14. kolejki Primera Division nie obyło się bez emocji i ciekawych spotkań. Najciekawsze widowisko obejrzeli bez wątpienia kibice w Maladze, gdzie gospodarze wygrali z Racingiem 4:1, dużo emocji było także w meczu Getafe z Mallorką, zakończonym pewnym zwycięstwem gospodarzy 3:0. W innych spotkaniach Almeria zremisowała 1:1 z Realem Saragossa, a Espanyol wygrał 1:0 ze Sportingiem.
Almeria – Saragossa
Spotkanie na Estadio Mediterraneo miało dać odpowiedź, który zespół jest obecnie… najgorszy w Primera Division. Przedostatnia w tabeli Almeria chciała odnieść pierwszą w tym sezonie wiktorię na własnym boisku, ostatni Real Saragossa pierwsze w tym sezonie wyjazdowe zwycięstwo. Łącznie obie drużyny zdobyły w tym sezonie zaledwie 17 punktów – tyle samo co jedenaste w tabeli Getafe, a ponad połowę mniej niż prowadząca w tabeli Barcelona. Dla nowego trenera gospodarzy, Jose Luisa Oltry, była to chyba najlepsza możliwość do rozpoczęcia marszu w górę tabeli, ku utrzymaniu się w lidze. Pierwszej szansy, w przegranym meczu z Valencią, nie udało mu się wykorzystać.

W zespole Realu Saragossy nastroje także nie są optymistyczne – nowy trener Javier Aguirre nie okazał się czarodziejem i ze zbieraniny słabych piłkarzy nie stworzył zgranego zespołu. Po remisie z Getafe i porażce z Villarrealem, w niedzielnym meczu liczyło się tylko zwycięstwo. Lekiem na fatalną passę miała być nowa taktyka, trenowana przez cały ubiegły tydzień.
Walki o każdy metr boiska próżno było jednak szukać w to chłodne popołudnie w Andaluzji. Górą były przepychanki w środku pola oraz festiwal niestwarzania sobie bramkowych sytuacji – pierwszą dobrą okazję stworzyli sobie gospodarze dopiero w 17. minucie, Goitom przedarł się między obrońcami Realu, którzy udowodnili, dlaczego ich zespół ma najwięcej straconych goli w tym sezonie, i mając przed sobą wybór, w który narożnik bramki Leo Franco posłać piłkę, uderzył ją prosto w bramkarza. W 21. minucie goście mogli się zrewanżować, ale Bertolo uderzył w dobrej sytuacji z linii pola karnego prosto w bramkarza i Diego Alves nie miał problemów z obroną tego strzału.
Na kolejne emocje musieliśmy czekać aż do końcówki pierwszej połowy – dwie dobre okazje stworzyła sobie Almeria. Najpierw w 36. minucie Kalu Uche ograł Paredesa i Leo Franco musiał ratować się wypiąstkowaniem piłki na róg, a cztery minuty później mało brakowało, a po strzale Goitoma piłkę do własnej siatki skierowałby Jarosik. Do przerwy więcej emocji w tym przerażająco nudnym meczu nie było i kibice, zamiast zastanawiać się, co wydarzy się w drugiej połowie, mogli raczej zacząć się myśleć, czy wydarzy się cokolwiek…











