Po przeanalizowaniu powtórek z piątkowych derbów Warszawy uznałem, że zawodnik Polonii, Daniel Mąka, symulował ból, za co powinno się wyciągnąć od niego konsekwencje.
W 81. minucie spotkania pomiędzy dwoma Warszawskimi klubami boisko opuścić musiał obrońca Legii, Wojciech Szala. Powodem tego było uderzenie przez niego łokciem piłkarza drużyny przeciwnej – Daniela Mąki.
Po incydencie tym gracz Polonii runął na murawę z okrzykiem bólu, zasłaniając twarz rękoma. Co ciekawe, Szala trafił Daniela w lewy policzek, a ten schodząc z boiska trzymał się za prawy. Czy zatem uderzenie jednego z podopiecznych trenera Jana Urbana było aż tak mocne, że Mąka poczuł je z drugiej strony? Nie! O ile kartka Szali się należała, bo niewątpliwie było to nie-sportowe zachowanie, o tyle Mąka również powinien zostać jakoś ukarany, bo przyłapano go na gorącym uczynku. Gdyby nie czerwona kartka, to może wynik tego spotkania przy Konwiktorskiej byłby zupełnie inny, a tak wszystko skończyło się bezbramkowym remisem…
Sędziowie w Ekstraklasie powinni być wyczulani na takie sytuacje, ponieważ gwizdanie faulu za każdym tyrpnięciem zawodnika nie tylko obniża poziom rozgrywek, ale i przyzwyczaja naszych piłkarzy do takich zachowań, które potem bezskutecznie stosują w pucharach.










