Real Madryt po golu Ricardo Carvalho pokonał na Santiago Bernabeu Osasunę Pampeluna. To jednak nie Portugalczyk, a Niemiec Mesut Oezil był najlepszym graczem spotkania. Było to pierwsze zwycięstwo „Los Blancos” pod wodzą Jose Mourinho w oficjalnym spotkaniu. Drugi klub z Madrytu, Atletico, odniósł cenne zwycięstwo na trudnym terenie w Bilbao. Dzięki temu jest aktualnym liderem tabeli.
Real Madryt –Osasuna Pampeluna
Przez pierwszy kwadrans zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki miał Real, jednak nie przekładało się to na stwarzane sytuacje. Piłkarze Mourinho starali się szybko wymieniać piłkę w środku pola, po czym dośrodkowaniami z bocznych sektorów posyłać ją w pole karne. Bez zarzutu spisywali się jednak obrońcy Osasuny. Piłkarze Jose Antonio Camacho starali się grać z kontrataku, jednak żadnego zagrożenia pod bramką Casillasa nie stworzyli.
Mesut Oezil był najlepszym piłkarzem meczu Realu z Osasuną (fot. as.com)
W 18. minucie świetną okazję na wyprowadzenie swojego zespołu na prowadzenie zmarnował Higuain, który po przyjęciu świetnego dośrodkowania od Ramosa zbyt mocno uderzył na długi słupek. Chwilę później fatalnie skiksował Ronaldo, który mając mnóstwo czasu i miejsca bezmyślnie uderzył z pierwszej piłki po zgraniu Benzemy. Natarcia Realu przybierały na sile; po przebiegnięciu z piłką sporego dystansu Oezil sprytnie podał do Ronaldo, który jednak strzelił wprost w interweniującego Ricardo.
Później gra toczyła się głównie w środku boiska, Real przez niedokładność (zbyt mocne podania Khediry kilkakrotnie zaprzepaściły akcje „Los Blancos”) nie mógł się przedrzeć pod pole karne gości, a ci umiejętnie się bronili lub wymuszali faule. Po upływie pół godziny gry Ronaldo po raz kolejny pokazał, że po kontuzji nie prezentuje jeszcze pełni formy. Portugalczyk w stylu godnym rugbisty wykonał rzut wolny po faulu na Oezilu, strzelając kilka metrów nad bramką.
Siedem minut przed końcem pierwszej odsłony Real mógł wyjść na prowadzenie za sprawą Khediry, który znalazł się w polu karnym Osasuny, jednak fatalnie przestrzelił głową po mocno bitym dośrodkowaniu Oezila. Kilkadziesiąt sekund później Marcelo świetnie wypuścił w uliczkę byłego gracza Werderu (najlepszy zawodnik w pierwszej połowie), a ten podał do Higuaina w taki sposób, że ten miał przed sobą tylko Ricardo. „Pipita” jednak fatalnie przyjął piłkę, wskutek czego musiał strzelać niemal z zerowego kąta i trafił tylko w boczną siatkę.
Jeszcze przed ostatnim w pierwszej połowie gwizdkiem sędziego Osasuna miała swoją szansę, dośrodkowanie z prawej strony przeszło przez madrycką defensywę, a piłka spadła pod nogi Arandy, który jednak nie zdołał oddać strzału. Tuż przed zejściem do szatni poirytowany zawodnik gości zmierzył się wzrokiem z Marcelo, gdy ten szturchnął go za odkopnięcie piłki po gwizdku.
Tuż po wznowieniu gry w drugiej połowie Real objął prowadzenie. Po nieudanym rzucie wolnym w wykonaniu Osasuny „Los Blancos” przejęli piłkę, znakomicie lewym skrzydłem poprowadził ją Oezil, po czym płasko podał w pole karne. Fatalnie akcję wykończył Ronaldo, jednak uratował jeszcze akcję, podając do niepilnowanego Carvalho, który spokojnie umieścił piłkę w siatce. 1:0 dla „Galacticos”! Osasuna, widząc jednak nie najwyższą dyspozycję gospodarzy, nie załamała się, a jeszcze ambitniej atakowała utytułowanego rywala. Sytuacji podbramkowych stwarzała jednak jak na lekarstwo, a chyba najgroźniejszą sytuacją był potężny strzał z ponad 30 metrów Punala, który minął bramkę Casillasa o dobry metr.
Chwilę później Real odpowiedział: świetnym podaniem z głębi pola został obsłużony Higuain, który po raz drugi w tym meczu fatalnie zachował się w sytuacji sam na sam, tym razem strzelając wprost w bramkarza. Niezrażony tym niepowodzeniem Real nacierał dalej, a najlepiej prezentował się Oezil, którego techniczny strzał z ostrego kąta o centymetry minął słupek i próbującego zamykać akcję Ramosa.
W 71. minucie z boiska zszedł niewidoczny Benzema, którego zastąpił Pedro Leon. Kilka minut później pierwszy zmiennik w ekipie gospodarzy ładnie zakręcił na prawej stronie Monrealem, lecz jego dośrodkowanie na głowę Higuaina w ostatniej chwili wybili obrońcy. Akcję w efektowny sposób (przewrotka) próbował jeszcze zamknąć Marcelo. Dziesięć minut przed końcem kolejny raz niecelnie strzelał Ronaldo, tym razem po dobrym podaniu Higuaina. Kilkadziesiąt sekund później również Argentyńczyk po raz kolejny w tym meczu nie popisał się skutecznością, uderzając za lekko po podaniu Oezila. Niemiec o tureckich korzeniach został zresztą owacyjnie pożegnany przez madrycką publikę, gdy opuszczał boisko. Zastąpił go Esteban Granero.
Real odniósł pierwsze zwycięstwo pod wodzą Mourinho w oficjalnym meczu i wykorzystał tym samym potknięcie Barcelony. Z „Los Blancos” z pewnością zeszło ciśnienie związane z nieudanym pierwszym meczem z Mallorką. I choć gra w meczu z Osasuną nie była idealna, można spotkanie to uznać za dobry prognostyk na przyszłość.
Athletic Bilbao –Atletico Madryt
W ostatnim sobotnim meczu, na San Memes w Bilbao, miejscowy Athletic podejmował lidera, Atletico Madryt.
Już w 11. minucie goście ze stolicy objęli prowadzenie, świetnie prawą flanką przedarł się bowiem Aguero, zwiódł obrońcę i płasko podał w pole karne. Piłkę zatrzymał Simao, a nie do obrony uderzył Diego Forlan. 1:0 dla „ Los Coloncheros”! Chwilę później gospodarze mogli doprowadzić do wyrównania, w lewym narożniku pola karnego ładnie przyjął piłkę Suaseta i bez zastanowienia uderzył na bramkę De Gei. Akcję próbował jeszcze zamykać Toquero, ale był w tym aż za bardzo zdeterminowany (zagranie ręką) i został ukarany żółtą kartką. Zawodnik ten próbował się zrehabilitować w 18. minucie, strzelając już w zgodzie z przepisami, głową po podaniu Llorente, ale piłka przeleciała nad bramką gości.
Diego Forlan otworzył wynik spotkania na San Memes w Bilbao (fot. Skysports.com)
Kilkadziesiąt sekund później sam reprezentant Hiszpanii miał szansę pokonać De Geę, jednak po świetnym przedarciu się z piłką w okolicach 30 metra, naciskany przez stoperów, stracił nad nią panowanie i nie oddał nawet strzału. Obie drużyny grały otwarty, ofensywny futbol, akcje co chwila przenosiły się z jednego do drugiego przedpola bramkowego. Brakowało jednak wykończeń akcji.
W 29. minucie po raz drugi w tym spotkaniu groźnie strzelał Suaseta, któremu udało się przedrzeć przez lewą stronę defensywy Atletico. Piłka przeleciała jednak nad poprzeczką bramki przyjezdnych. To Athletic był stroną przeważającą w dzisiejszym spotkaniu. Trudno powiedzieć, czy goście po strzelonym golu byli schowani za podwójną gardą, ale spokojnie czekali na rozwój boiskowych wydarzeń, nie forsując zbytnio tempa.
Być może był to sposób na uśpienie obrony gospodarzy, co pokazała choćby sytuacja z 38. minuty, kiedy do długiego podania z głębi pola doszedł Forlan i z lewej strony pola karnego huknął na bramkę Iraizoza, niestety dla Atletico, piłka poszybowała za wysoko. Chwilę później doszło do dość zaskakującej zmiany (rzadko bowiem dochodzi do zmiany w pierwszej połowie z innych względów niż kontuzja). Boisko opuścił Toquero, a pojawił się na nim Muniain. Być może Joaquin Caparros chciał uniknąć wykartkowania napastnika?
Następne minuty nie były specjalnie ciekawe, roiło się od brzydkich fauli i niedokładnych podań, ciekawych akcji było zaś jak na lekarstwo. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania znakomitej szansy na doprowadzenie do wyrównania nie wykorzystał Gabilondo, który po zbyt krótkim wybiciu piłki przez Domingueza niecelnie uderzył na bramkę De Gei.
Druga odsłona rozpoczęła się wyśmienicie dla bezstronnych obserwatorów, najpierw, po świetnym przyjęciu piłki na klatkę piersiową, z 17 metrów uderzył Llorente (piłka przeleciała nad bramką), kilkadziesiąt sekund później Aguero świetnie balansem ciała zgubił zaś krycie Amorebiety i uderzył tuż koło lewego słupka bramki strzeżonej przez Iraizoza. W 52. minucie sędzia popełnił spory błąd: po świetnym podaniu Simao sam na sam z bramkarzem wychodził Aguero, został jednak ścięty równo z trawą przez Gupreguiego. Zamiast rzutu karnego (wydaje się, że faul miał miejsce w polu karnym) Atletico otrzymało rzut wolny z 16 metrów, który jednak nie przyniósł bramki.
W 58. minucie urazu bez kontaktu z rywalem doznał Sergio Aguero, który został z boiska zniesiony na noszach. Reprezentanta „Albicelestes” zastąpił Diego Costa. Dla Atletico to spore osłabienie, Argentyńczyk zarówno dziś, jak i w poprzedniej kolejce świetnie się prezentował. Athletic dalej posiadał lekką przewagę w posiadaniu piłki, ale im bardziej zbliżał się z nią pod pole karne gości, tym jego gra wyglądała gorzej. Zresztą i Atletico po zejściu Aguero straciło nieco impet, około połowy drugiej części spotkania miał miejsce nieciekawy okres, kiedy piłkarze obydwu zespołów brzydko faulowali rywala, lub sami te faule wymuszali. Gry w piłkę było niewiele.
Później wydarzenia boiskowe ponownie przypominały wymianę ciosów. W 74. minucie pierwszy celny strzał dla gospodarzy oddał Muniain, kilkanaście sekund później dużo lepiej strzelał Llorente. W obydwu przypadkach bez zarzutu spisał się De Gea. Atletico próbowało odpowiedzieć w 77 minucie, kiedy to po akcji Forlana na bramkę uderzał Garcia. Chwilę później szczęścia ponownie próbował najlepszy piłkarz mundialu, strzelając z 15 metrów, jednak jego intencje wyczuł Iraizoz. Napór Atletico trwał nadal.
Po nieudanie wykonanym przez gospodarzy rzucie rożnym z błyskawiczną kontrą wyszli gracze Quique Floresa, w ostatniej fazie akcji Costa podał do Forlana, którego strzał obronił jeszcze Iraizoz, ale przy dobitce wprowadzonego przed chwilą Tiago był już bezradny. 2:0 dla Atletico! Utrata drugiej bramki nie podłamała Basków, którzy do końca spotkania walczyli o bramkę honorową. To jednak przyjezdni byli bliżej trzeciej bramki, w 87. minucie z trzech metrów przestrzelił głową Costa. Trzeba jednak przyznać, że podanie było za mocne.
Sekundy później gospodarze dopięli swego, lewą stroną przedarł się De Marcos, który płasko dośrodkował na piąty metr. Tam nie pomylił się Fernando Llorente, zdobywając tym samym bramkę kontaktową. Zapowiadała się więc pasjonująca końcówka spotkania! Do wyrównania dwukrotnie mógł doprowadzić Amorebieta, za pierwszym razem niedokładnie uderzył głową po rzucie rożnym, w ostatnich sekundach spotkania zaś jego strzał o ponad metr minął słupek bramki gości.
Atletico dowiozło zatem do końca zwycięstwo i do jutrzejszego wieczoru będzie liderowało tabeli. Diego Forlan natomiast przez co najmniej 20 godzin będzie liderem klasyfikacji Pichichi.
„Było to pierwsze zwycięstwo „Los Blancos” pod
wodzą Jose Mourinho.” – w oficjalnym spotkaniu :P
Hala Madrid!
~S
~stanislav sestak
mesut górą szkoda tylko że z werderu
odszedł!!!!:(
~
~winus
i co sie tak cieszycie i tak BARCA wygra lige VISCA
EL BARCA
~
~krolewski1902
Zeby ta twoja farsa do ligi europa sie dostala
cieniasy, pamietajcie xavi wiecznie nie bedzie
podawac do messiego. Hala Madrid Puta Barca
~Z
~Jozin z Bazin
Szkoda że Cristiano nie ma formy ;((
~
~FCB
puty fc …. firma i nic więcej !!! raula mi szkoda
jak go te ścierwa potraktowały …. królewski1902
ty to jesteś kozak hahahaha gówno się znasz nie
kasa się liczy …. real kupuje a barca wychowuje
….hwdr
Real Madryt po golu Ricardo Carvalho pokonał na Santiago Bernabeu Osasunę Pampeluna. To jednak nie Portugalczyk, a Niemiec Mesut Oezil był najlepszym graczem spotkania. Było to pierwsze zwycięstwo „Los Blancos” pod wodzą Jose Mourinho w oficjalnym spotkaniu. Drugi klub z Madrytu, Atletico, odniósł cenne zwycięstwo na trudnym terenie w Bilbao. Dzięki temu jest aktualnym liderem tabeli.
Real Madryt –Osasuna Pampeluna
Przez pierwszy kwadrans zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki miał Real, jednak nie przekładało się to na stwarzane sytuacje. Piłkarze Mourinho starali się szybko wymieniać piłkę w środku pola, po czym dośrodkowaniami z bocznych sektorów posyłać ją w pole karne. Bez zarzutu spisywali się jednak obrońcy Osasuny. Piłkarze Jose Antonio Camacho starali się grać z kontrataku, jednak żadnego zagrożenia pod bramką Casillasa nie stworzyli.
Mesut Oezil był najlepszym piłkarzem meczu Realu z Osasuną (fot. as.com)
W 18. minucie świetną okazję na wyprowadzenie swojego zespołu na prowadzenie zmarnował Higuain, który po przyjęciu świetnego dośrodkowania od Ramosa zbyt mocno uderzył na długi słupek. Chwilę później fatalnie skiksował Ronaldo, który mając mnóstwo czasu i miejsca bezmyślnie uderzył z pierwszej piłki po zgraniu Benzemy. Natarcia Realu przybierały na sile; po przebiegnięciu z piłką sporego dystansu Oezil sprytnie podał do Ronaldo, który jednak strzelił wprost w interweniującego Ricardo.
Później gra toczyła się głównie w środku boiska, Real przez niedokładność (zbyt mocne podania Khediry kilkakrotnie zaprzepaściły akcje „Los Blancos”) nie mógł się przedrzeć pod pole karne gości, a ci umiejętnie się bronili lub wymuszali faule. Po upływie pół godziny gry Ronaldo po raz kolejny pokazał, że po kontuzji nie prezentuje jeszcze pełni formy. Portugalczyk w stylu godnym rugbisty wykonał rzut wolny po faulu na Oezilu, strzelając kilka metrów nad bramką.
Siedem minut przed końcem pierwszej odsłony Real mógł wyjść na prowadzenie za sprawą Khediry, który znalazł się w polu karnym Osasuny, jednak fatalnie przestrzelił głową po mocno bitym dośrodkowaniu Oezila. Kilkadziesiąt sekund później Marcelo świetnie wypuścił w uliczkę byłego gracza Werderu (najlepszy zawodnik w pierwszej połowie), a ten podał do Higuaina w taki sposób, że ten miał przed sobą tylko Ricardo. „Pipita” jednak fatalnie przyjął piłkę, wskutek czego musiał strzelać niemal z zerowego kąta i trafił tylko w boczną siatkę.
Jeszcze przed ostatnim w pierwszej połowie gwizdkiem sędziego Osasuna miała swoją szansę, dośrodkowanie z prawej strony przeszło przez madrycką defensywę, a piłka spadła pod nogi Arandy, który jednak nie zdołał oddać strzału. Tuż przed zejściem do szatni poirytowany zawodnik gości zmierzył się wzrokiem z Marcelo, gdy ten szturchnął go za odkopnięcie piłki po gwizdku.
Tuż po wznowieniu gry w drugiej połowie Real objął prowadzenie. Po nieudanym rzucie wolnym w wykonaniu Osasuny „Los Blancos” przejęli piłkę, znakomicie lewym skrzydłem poprowadził ją Oezil, po czym płasko podał w pole karne. Fatalnie akcję wykończył Ronaldo, jednak uratował jeszcze akcję, podając do niepilnowanego Carvalho, który spokojnie umieścił piłkę w siatce. 1:0 dla „Galacticos”! Osasuna, widząc jednak nie najwyższą dyspozycję gospodarzy, nie załamała się, a jeszcze ambitniej atakowała utytułowanego rywala. Sytuacji podbramkowych stwarzała jednak jak na lekarstwo, a chyba najgroźniejszą sytuacją był potężny strzał z ponad 30 metrów Punala, który minął bramkę Casillasa o dobry metr.
Chwilę później Real odpowiedział: świetnym podaniem z głębi pola został obsłużony Higuain, który po raz drugi w tym meczu fatalnie zachował się w sytuacji sam na sam, tym razem strzelając wprost w bramkarza. Niezrażony tym niepowodzeniem Real nacierał dalej, a najlepiej prezentował się Oezil, którego techniczny strzał z ostrego kąta o centymetry minął słupek i próbującego zamykać akcję Ramosa.
W 71. minucie z boiska zszedł niewidoczny Benzema, którego zastąpił Pedro Leon. Kilka minut później pierwszy zmiennik w ekipie gospodarzy ładnie zakręcił na prawej stronie Monrealem, lecz jego dośrodkowanie na głowę Higuaina w ostatniej chwili wybili obrońcy. Akcję w efektowny sposób (przewrotka) próbował jeszcze zamknąć Marcelo. Dziesięć minut przed końcem kolejny raz niecelnie strzelał Ronaldo, tym razem po dobrym podaniu Higuaina. Kilkadziesiąt sekund później również Argentyńczyk po raz kolejny w tym meczu nie popisał się skutecznością, uderzając za lekko po podaniu Oezila. Niemiec o tureckich korzeniach został zresztą owacyjnie pożegnany przez madrycką publikę, gdy opuszczał boisko. Zastąpił go Esteban Granero.
Real odniósł pierwsze zwycięstwo pod wodzą Mourinho w oficjalnym meczu i wykorzystał tym samym potknięcie Barcelony. Z „Los Blancos” z pewnością zeszło ciśnienie związane z nieudanym pierwszym meczem z Mallorką. I choć gra w meczu z Osasuną nie była idealna, można spotkanie to uznać za dobry prognostyk na przyszłość.
Athletic Bilbao –Atletico Madryt
W ostatnim sobotnim meczu, na San Memes w Bilbao, miejscowy Athletic podejmował lidera, Atletico Madryt.
Już w 11. minucie goście ze stolicy objęli prowadzenie, świetnie prawą flanką przedarł się bowiem Aguero, zwiódł obrońcę i płasko podał w pole karne. Piłkę zatrzymał Simao, a nie do obrony uderzył Diego Forlan. 1:0 dla „ Los Coloncheros”! Chwilę później gospodarze mogli doprowadzić do wyrównania, w lewym narożniku pola karnego ładnie przyjął piłkę Suaseta i bez zastanowienia uderzył na bramkę De Gei. Akcję próbował jeszcze zamykać Toquero, ale był w tym aż za bardzo zdeterminowany (zagranie ręką) i został ukarany żółtą kartką. Zawodnik ten próbował się zrehabilitować w 18. minucie, strzelając już w zgodzie z przepisami, głową po podaniu Llorente, ale piłka przeleciała nad bramką gości.
Diego Forlan otworzył wynik spotkania na San Memes w Bilbao (fot. Skysports.com)
Kilkadziesiąt sekund później sam reprezentant Hiszpanii miał szansę pokonać De Geę, jednak po świetnym przedarciu się z piłką w okolicach 30 metra, naciskany przez stoperów, stracił nad nią panowanie i nie oddał nawet strzału. Obie drużyny grały otwarty, ofensywny futbol, akcje co chwila przenosiły się z jednego do drugiego przedpola bramkowego. Brakowało jednak wykończeń akcji.
W 29. minucie po raz drugi w tym spotkaniu groźnie strzelał Suaseta, któremu udało się przedrzeć przez lewą stronę defensywy Atletico. Piłka przeleciała jednak nad poprzeczką bramki przyjezdnych. To Athletic był stroną przeważającą w dzisiejszym spotkaniu. Trudno powiedzieć, czy goście po strzelonym golu byli schowani za podwójną gardą, ale spokojnie czekali na rozwój boiskowych wydarzeń, nie forsując zbytnio tempa.
Być może był to sposób na uśpienie obrony gospodarzy, co pokazała choćby sytuacja z 38. minuty, kiedy do długiego podania z głębi pola doszedł Forlan i z lewej strony pola karnego huknął na bramkę Iraizoza, niestety dla Atletico, piłka poszybowała za wysoko. Chwilę później doszło do dość zaskakującej zmiany (rzadko bowiem dochodzi do zmiany w pierwszej połowie z innych względów niż kontuzja). Boisko opuścił Toquero, a pojawił się na nim Muniain. Być może Joaquin Caparros chciał uniknąć wykartkowania napastnika?
Następne minuty nie były specjalnie ciekawe, roiło się od brzydkich fauli i niedokładnych podań, ciekawych akcji było zaś jak na lekarstwo. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania znakomitej szansy na doprowadzenie do wyrównania nie wykorzystał Gabilondo, który po zbyt krótkim wybiciu piłki przez Domingueza niecelnie uderzył na bramkę De Gei.
Druga odsłona rozpoczęła się wyśmienicie dla bezstronnych obserwatorów, najpierw, po świetnym przyjęciu piłki na klatkę piersiową, z 17 metrów uderzył Llorente (piłka przeleciała nad bramką), kilkadziesiąt sekund później Aguero świetnie balansem ciała zgubił zaś krycie Amorebiety i uderzył tuż koło lewego słupka bramki strzeżonej przez Iraizoza. W 52. minucie sędzia popełnił spory błąd: po świetnym podaniu Simao sam na sam z bramkarzem wychodził Aguero, został jednak ścięty równo z trawą przez Gupreguiego. Zamiast rzutu karnego (wydaje się, że faul miał miejsce w polu karnym) Atletico otrzymało rzut wolny z 16 metrów, który jednak nie przyniósł bramki.
W 58. minucie urazu bez kontaktu z rywalem doznał Sergio Aguero, który został z boiska zniesiony na noszach. Reprezentanta „Albicelestes” zastąpił Diego Costa. Dla Atletico to spore osłabienie, Argentyńczyk zarówno dziś, jak i w poprzedniej kolejce świetnie się prezentował. Athletic dalej posiadał lekką przewagę w posiadaniu piłki, ale im bardziej zbliżał się z nią pod pole karne gości, tym jego gra wyglądała gorzej. Zresztą i Atletico po zejściu Aguero straciło nieco impet, około połowy drugiej części spotkania miał miejsce nieciekawy okres, kiedy piłkarze obydwu zespołów brzydko faulowali rywala, lub sami te faule wymuszali. Gry w piłkę było niewiele.
Później wydarzenia boiskowe ponownie przypominały wymianę ciosów. W 74. minucie pierwszy celny strzał dla gospodarzy oddał Muniain, kilkanaście sekund później dużo lepiej strzelał Llorente. W obydwu przypadkach bez zarzutu spisał się De Gea. Atletico próbowało odpowiedzieć w 77 minucie, kiedy to po akcji Forlana na bramkę uderzał Garcia. Chwilę później szczęścia ponownie próbował najlepszy piłkarz mundialu, strzelając z 15 metrów, jednak jego intencje wyczuł Iraizoz. Napór Atletico trwał nadal.
Po nieudanie wykonanym przez gospodarzy rzucie rożnym z błyskawiczną kontrą wyszli gracze Quique Floresa, w ostatniej fazie akcji Costa podał do Forlana, którego strzał obronił jeszcze Iraizoz, ale przy dobitce wprowadzonego przed chwilą Tiago był już bezradny. 2:0 dla Atletico! Utrata drugiej bramki nie podłamała Basków, którzy do końca spotkania walczyli o bramkę honorową. To jednak przyjezdni byli bliżej trzeciej bramki, w 87. minucie z trzech metrów przestrzelił głową Costa. Trzeba jednak przyznać, że podanie było za mocne.
Sekundy później gospodarze dopięli swego, lewą stroną przedarł się De Marcos, który płasko dośrodkował na piąty metr. Tam nie pomylił się Fernando Llorente, zdobywając tym samym bramkę kontaktową. Zapowiadała się więc pasjonująca końcówka spotkania! Do wyrównania dwukrotnie mógł doprowadzić Amorebieta, za pierwszym razem niedokładnie uderzył głową po rzucie rożnym, w ostatnich sekundach spotkania zaś jego strzał o ponad metr minął słupek bramki gości.
Atletico dowiozło zatem do końca zwycięstwo i do jutrzejszego wieczoru będzie liderowało tabeli. Diego Forlan natomiast przez co najmniej 20 godzin będzie liderem klasyfikacji Pichichi.