Pierwszy mecz finałowy azjatyckiej Ligi Mistrzów zakończył się remisem 1:1. Saudyjskie Al-Hilal na własnym stadionie mimo optycznej przewagi nie było w stanie pokonać japońskiego Urawa Red Diamonds. Maciej Skorża, dowodzący zespołem gości, wywiózł dobry wynik z trudnego terenu i dzięki temu zwiększył swoje szanse na końcowy triumf w rozgrywkach.
Mecz błędów
W pierwsze spotkanie zdecydowanie lepiej weszli zawodnicy klubu z Arabii Saudyjskiej, którzy byli faworytami dwumeczu. Właściwie od samego początku narzucali oni swój styl gry, a Urawa została zepchnięta do defensywy. Mimo że przez pierwsze minuty Japończycy w obiecujący sposób odpierali ataki gospodarzy, w 13. minucie doszło do katastrofy. Brazylijczyk Michael wygrał pojedynek na prawym skrzydle i posłał niegroźnie wyglądające dośrodkowanie po ziemi. Zawodnicy Urawy nie byli naciskani przez rywali, więc powinni sobie spokojnie z nim poradzić. Jednak nieporozumienie Alexandera Scholza i bramkarza Shusaku Nishikawy sprawiło, że piłka trafiła do Salema Al-Dawsariego, który wpakował ją do pustej bramki.
Maciej Skorża nie załamał się tak fatalnie straconą bramką i w dalszym ciągu realizował swój plan taktyczny na spotkanie. Urawa zaczęła odzyskiwać animusz i grała odważniej z przodu, jednocześnie bardzo sprawnie zabezpieczając tyły. Pozwoliło to na zdobycie wyrównującej bramki w 52. minucie meczu. I to jakiej bramki… Możecie ją obejrzeć na powyższym filmiku, gdyż trudno jest ją opisać słowami. Macie takie coś w finale europejskiej Ligi Mistrzów? Nie macie!
Jednak największym i najprostszym błędem był ten popełniony przez strzelca pierwszej bramki – Salema Al-Dawsariego. Gwiazdor reprezentacji Arabii Saudyjskiej po upadku w starciu z Kenem Iwao kopnął swojego przeciwnika. Zawodnik automatycznie otrzymał czerwoną kartkę i wykluczył się z gry w spotkaniu rewanżowym.
Trzeci taki finał
Co ciekawe, to nie jest pierwszy raz, gdy Salem Al-Dawsari otrzymał czerwoną kartkę w finale azjatyckiej Ligi Mistrzów przeciwko Urawie. Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak! Taka sytuacja miała już miejsce w 2017 roku. Wówczas w dwumeczu lepsza okazała się drużyna z Japonii. Czy historia zatoczy koło?











