Wiele rewolucji kadrowych przyniosły nam ostatnie lata w „Kolejorzu”. Wiele zapowiedzi, masę wylanych słów, ale tak jak żadnego trofeum nie było od 2015 roku, tak nie ma. Wydaje się, że jeśli nie tym razem, to już chyba nigdy. Moment na przełamanie fatalnej passy idealny, bo stulecie klubu. My przy okazji arcyważnego spotkania z Legią przypominamy mistrzowski skład Macieja Skorży z 2015 roku.
Lech Poznań powrócił do sprawdzonych metod po wielu nieudanych ścieżkach podążania. Mowa o trenerze Macieju Skorży. I choć często twierdzi się, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, tak tym razem ponowna współpraca wychodzi wszystkim na dobre. Oprócz dyrygenta tej brygady nie łączy obu drużyny praktycznie nic. Lech sprzed 6 lat jest diametralnie inny personalnie od tego teraźniejszego. Pisze własną historię, a kto wywalczył ostatnie mistrzostwo dla „Kolejorza” i jak rozwinęły się ich kariery?
Skorża – podobieństwa i różnice
Zacznijmy od tego, że podobnie jak teraz, choć wówczas na jeszcze większą skalę, Lech wprowadzał wychowanków. W naszej jedenastce jest czterech, a jeszcze kilku było zmiennikami. Obecnie w podstawowym składzie mamy tylko jednego. Założenie jest jednak wciąż to samo. Ruch bez piłki i wymienność pozycji. To głównie na tym polega plan meczowy, aby wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Czwórka ofensywna ma być uniwersalna, tak aby wprowadzać jak najwięcej zamieszania. Niezmiennie ten pomysł taktyczny działa. Także tamtejszy „Kolejorz” był bardziej „polski”. W wyjściowej jedenastce występowało pięciu lub sześciu Polaków. Obecnie możemy liczyć na dwóch, w polotach trzech.
W naszej jedenastce zabrakło takich zawodników, jak: Darko Jevtić, Gergo Lovrencsics, Luis Henriquez, Jasmin Burić, Dariusz Formella, Hubert Wołąkiewicz, Maciej Wilusz, Szymon Drewniak i Muhamed Keita.
Maciej Gostomski
Na pozycji bramkarza we wspomnianym sezonie występowało aż trzech graczy. Dość niecodzienna sytuacja. Wszyscy rozegrali co najmniej pięć spotkań. Zdecydowanie najczęściej funkcję ostatniej instancji pełnił Maciej Gostomski. Przed Lechem miał zerowe doświadczenie, a przecież przychodził do „Kolejorza” jako 25-latek. W 21 spotkaniach ośmiokrotnie zachowywał czyste konto. Ponadto nieraz ratował Lecha z opresji. Na udaną przygodę zagraniczną było już jednak za późno, ale wylądował między innymi w Rangers oraz Haugesund. Został solidnym ligowcem, a w obecnym sezonie jest najlepszym zawodnikiem słabo spisującego się Górnika Łęczna. Warto odnotować, że posadził na ławce dwie legendy – Jasmina Buricia i Krzysztofa Kotorowskiego.














