Łukasz Trałka przez wielu kibiców jest kojarzony przede wszystkim z poznańskim Lechem. I słusznie, gdyż przy Bułgarskiej spędził siedem lat. Przeżył mistrzostwo i liczne kryzysy. Nigdy jednak nie udało mu się rozkochać kibiców jak choćby Jasmin Burić. Zawsze był kojarzony z pokoleniem, któremu brakowało genu zwycięstwa. Powodowało to, że pomimo bycia ważną postacią Łukasz Trałka był głównym winnym słabej gry „Kolejorza”.
W 2019 roku przy Bułgarskiej zdecydowano się przeczyścić szatnię. Pierwszym do wywalenia był oczywiście Łukasz Trałka. Tak zakończył się związek pomocnika z Lechem. Czy udany, na to pytanie muszą sobie odpowiedzieć obie strony. Faktem jest, że w niebieskiej koszulce wystąpił on aż 274 razy. Stał się niejako symbolem „Kolejorza”, dla wielu symbolem przegranego „Kolejorza”.
Winny, wiecznie winny
Podczas siedmioletniej przygody z poznańskim Lechem Łukasz Trałka zdobył mistrzostwo Polski oraz dwa Superpuchary Polski. Przez wielu był jednak postrzegany jako trudny charakter, który dzielił szatnię i zwalniał trenerów. Tak, dobrze przeczytaliście, wielu twierdzi, że to właśnie on zwolnił Nenada Bjelicę i Adama Nawałkę. Teorie spiskowe, które zostały wymyślone, ale jak wiadomo, przekonanie i uprzedzenie do defensywnego pomocnika pozostało.
– Krążą historie, że zwolniłem Bjelicę i Nawałkę, a prawda jest zupełnie inna. Miałem z nimi świetne relacje, a kontakt utrzymujemy do dziś. Widząc takie teorie, czuję się, jakbym czytał Harry’ego Pottera – dementował plotki o rzekomym zwolnieniu trenerów Łukasz Trałka.
Przez pewien czas był też kapitanem „Dumy Wielkopolski”. Tym formalnym i nieformalnym. Pamiętać należy przecież okres, w którym Ivan Djurdjević rotował opaską kapitańską. Trochę dziwne przekonanie, ale chodziło o to, aby każdy piłkarz brał na siebie ciężar i miał się czuć wyjątkowy. Ostatecznie i tak winny zawsze był Łukasz Trałka, który przewodził w trochę nijakiej szatni „Kolejorza”. Zanim jednak przyszedł Ivan Djurdjević, był Nenad Bjelica. Co ciekawe, to właśnie on pozbawił rzeszowianina opaski.
Trudno jednak się gra, gdy wciąż jesteś postrzegany jako winny. Wieczne pretensje od kibiców, zazwyczaj nieuzasadnione, ale tak się już przyjęło. Mamy kłopoty – wina Trałki, a to tylko defensywny pomocnik, który starał się jak najlepiej wykonywać swoją robotę. Kibice są jednak czasami niewdzięczni.











