Złe sny o powtórce z sezonu 2007/2008 nie spełniły się. Maccabi Tel Awiw nie stało się nowym Rosenborgiem, na którym skończyła się pierwsza kadencja Jose Mourinho w zachodnim Londynie. Rutynowa wygrana Chelsea 4:0 nawet na chwilę nie podlegała wątpliwości, choć błędem byłoby wyciąganie wniosków, że kryzys się skończył.
Zwycięstwo mogło wreszcie podnieść morale tak drużyny, jak i poszczególnych liderów „The Blues”. Wiele kwestii nadal stoi jednak pod znakiem zapytania.
Jose Mourinho cieszyć mogły bramki Williana, Oscara, Diego Costy oraz Fabregasa – to na nich w ogromnej mierze opiera siłę ofensywa zespołu. Sęk w tym, że największa gwiazda ubiegłego sezonu – Eden Hazard – znowu zawiodła. Belg już w 6. minucie zmarnował rzut karny, posyłając futbolówkę wysoko w trybuny The Shed End. Przez resztę meczu, podobnie jak w ostatnich spotkaniach, odgrywał jedynie rolę statysty.
W błąd wprowadzać może także czyste konto Asmira Begovicia. Mourinho przetasował linię obrony przed tym meczem, na ławce sadzając Johna Terry’ego oraz Branislava Ivanovicia. Na prawą stronę przesunięty został Cesar Azpilicueta, a jego miejsce na lewej flance zajął debiutujący Baba Rahman. Były gracz Augsburga nie ustrzegł się jednak poważnych błędów, raz oddając piłkę graczom Maccabi pod swoją bramką, a dwukrotnie odpuszczając krycie przy rzutach rożnych.
Goście z Tel Awiwu sami również tworzyli swoje szanse strzeleckie. Pod koniec pierwszej połowy niekryty Eran Zahavi zmarnował główkę, a na początku drugiej połowy Nosa Igiebor nie zdołał wepchnąć piłki do bramki Begovicia. Nigeryjczyk zmarnował również idealną sytuację na honorowe trafienie dla gości w ostatnich minutach, kiedy zamykając dośrodkowanie, nie trafił do pustej bramki.
Nie można jednak mówić o samych negatywach, zwłaszcza wobec pierwszego trafienia Diego Costy w Lidze Mistrzów w barwach Chelsea. Zbiegający w pole karne Oscar ściągnął uwagę obrońców, pozwalając urodzonemu w Brazylii napastnikowi pięknie wykończyć dośrodkowanie Cesca Fabregasa.
Sam Katalończyk również wpisał się na listę strzelców, wykańczając w 79. minucie szybki kontratak 4v2. Który zespół w Premier League pozwoli Chelsea na taką kontrę?
W kolejnym meczu Chelsea podejmie u siebie Arsenal. „Kanonierzy” w środowy wieczór przez większość spotkania grali w dziesięciu po czerwonej kartce dla Oliviera Giroud i przegrali ze znacznie niżej notowanym Dinamem Zagrzeb. Wobec wczesnego rozpoczęcia spotkania w sobotnie popołudnie zmęczenie meczowe oraz sama podróż z Chorwacji może odegrać kluczową rolę.
Obok Fabregasa, dla którego spotkanie z Arsenalem będzie wyjątkowe, w pomocy Chelsea świetnie wystąpił Ruben Loftus-Cheek. Pomimo żółtej kartki już w 1. minucie przeciwko Maccabi młody londyńczyk zrobił dobre wrażenie w swoim pierwszym meczu, grając w pierwszym składzie w tym sezonie. Mourinho prawdopodobnie zaufa jednak doświadczeniu i do gry wróci Nemanja Matić, który w środę mecz spędził na ławce.
Obok kontuzjowanego Pedro w sobotę nieobecny będzie również strzelec pierwszej bramki, Willian. Brazylijczyk naciągnął mięsień parę minut po świetnie wbitym rzucie wolnym, który otworzył wynik spotkania w 15. minucie.









